Czwartek 2.09.2010

dziennikwschodni.pl » Miasta » Lublin

dodano: 3 czerwca 2009, 16:00

tagi:długieksmisjakomornikmonika

Blokowali klatkę schodową, by nie wpuścić komornika (wideo)

(jsz)

Monika i jej syn nie muszą się wyprowadzać. Dziś komornik próbował przejąć ich mieszkanie, ale kilkanaście osób zablokowało eksmisję. Ostatecznie urzędnik dał za wygraną.

Ludzie nie zeszli ze schodów nawet gdy przyjechała policja.

Ludzie nie zeszli ze schodów nawet gdy przyjechała policja.

(Fot. Bartek Żurawski)

Wideo

  •  zdjęcia

Środa, 10 rano. Na klatce schodowej jednego z bloków w centrum Lublina zbiera się kilkanaście osób. To sympatycy Kancelarii Sprawiedliwości Społecznej, organizacji znanej z obrony praw lokatorów.

Blokują dostęp do mieszkania naszej czytelniczki i czekają na komornika. Monice i jej synowi grozi eksmisja na bruk. Według protestujących, całkowicie bezprawna.

- Sąd nie wskazał lokalu zastępczego. Nie można wyrzucić na ulicę kobiety z 8-letnim dzieckiem - grzmi Jarosław Niemiec z KSS. - Zrobimy wszystko, by do tego nie dopuścić.

Kilkanaście minut później przychodzi komornik. Próbuje pozbyć się dziennikarzy i negocjować z uczestnikami blokady. Zapewnia, że chce jedynie porozmawiać z dłużniczką.

Protestujący nie ustępują, więc komornik wzywa na pomoc patrol policji. Mundurowi próbują studzić emocje i wysłuchują obu stron.

Po blisko godzinie, komornik nagle zmienia front. Rezygnuje z przejęcia mieszkania, do czasu wskazania przez miasto lokalu zastępczego.

- Oczywiście, że nie można lokatorów wyrzucić na bruk, tam jest nieletnie dziecko - mówi na odchodne Włodzimierz Ryń. - Musiałem podjąć czynności, bo taki był wniosek wierzyciela. Wcześniej nie wiedziałem o dziecku.


Wystąpi pan do magistratu o przydział lokalu zastępczego?

- Zapytam, jakie są możliwości. Do tego czasu odraczam czynności.

Uczestnicy protestu zapewniają, że jeśli Monika będzie miała zapewniony dach nad głową, zrezygnują z kolejnych blokad. Taki lokal może jej zapewnić miasto lub nowa właścicielka mieszkania.

Przypomnijmy. Nasza czytelniczka straciła dom, bo chciała spłacić długi męża. Kredyt w banku nie wchodził w grę. Skorzystała więc z anonsu w gazecie.

Pożyczyła 20 tys. zł. Zabezpieczeniem była umowa przedwstępna sprzedaży mieszkania, zawarta w formie aktu notarialnego. Szybko okazało się, że pożyczkodawcom nie zależy na zwrocie pieniędzy, ale na przejęciu dwóch pokoi w śródmieściu.

Przed prokuratorem nie przyznali się do pożyczania Monice jakichkolwiek pieniędzy. Skorzystali za to z aktu notarialnego. Sprawa trafiła do sądu. Mieszkanie warte setki tysięcy złotych zostało zlicytowane. Ma nową właścicielkę, która próbuje pozbyć się dotychczasowych lokatorów.

Organy ścigania i sąd nie dopatrzyły się w całej sprawie oszustwa. Dopiero po naszej interwencji prokurator ponownie zbada sprawę.


Moto

Znajdź:

Praca

Praca:

Inne

Sonda

Nie ma ankiety dla tego dziaŁu.