Czwartek 2.09.2010

dziennikwschodni.pl » Sport » Piłka ręczna

dodano: 6 lutego 2010, 20:35

tagi:ŚląskAzotyAzoty PuławyKowalczykWojciech Zydroń

Puławskie Azoty lepsze od Śląska o 10 bramek

JAROSŁAW CZĘPIŃSKI

Udanie powrócili na ligowe parkiety szczypiorniście puławskich Azotów. Pod okiem trenera Bogdana Kowalczyka gospodarze nie dali żadnych szans Śląskowi Wrocław. Przekonująca wygrana 33:23 w pełni zrekompensowała nieoczekiwaną porażkę z pierwszej rundy.

Wojciech Zydroń zdobył w sobotę 13 bramek

Wojciech Zydroń zdobył w sobotę 13 bramek

(Fot. DW)

Kibice w puławskiej hali nie pamiętają, kiedy ich drużyna prowadziła aż tak wysoko jak z wrocławianami. Po dziewięciu minutach bardzo dobrej gry w obronie i skutecznych kontrach Azoty wygrywały 8:1.

Nic dziwnego, że chwilę wcześniej (przy 7:1), szkoleniowiec gości Tadeusz Jednoróg, skorzystał z przysługującej mu przerwy w grze. Reprymenda trenera poskutkowała, choć nie bez znaczenia była też chwilowa obniżka skuteczności gospodarzy.

– Złapaliśmy zadyszkę, choć byliśmy bardzo zmotywowani i żądni zwycięstwa – tłumaczy Remigiusz Lasoń. – Mieliśmy problemy z wejściem w ten mecz i zanim się obejrzeliśmy, przegrywaliśmy już bardzo wysoko – dodaje rozgrywający Śląska Mariusz Gujski.

Zanim na parkiecie rozgorzała walka obu drużyn o ligowe punkty publiczność owacyjnie przywitała reprezentanta Polski i uczestnika mistrzostw Europy w Austrii, Piotra Wyszomirskiego. Bramkarz Azotów otrzymał też upominek od klubowych działaczy. Na "Wyszu” postawił także powracający na trenerską ławkę Azotów Bogdan Kowalczyk, wystawiając go w siódemce. Kadrowicz obronił jedenaście rzutów gości, skutecznie odbierając im ochotę do gry. Mimo to, wrocławianom udało się przed przerwą zmniejszyć straty tylko do jednej bramki.

W drugiej odsłonie w bramce Azotów pojawił się Maciej Stęczniewski. – Cieszę się, że trener mi zaufał i dał szansę. Nasza dobra obrona oraz szybkie i skuteczne kontry przypieczętowały zwycięstwo – mówi "Stenia”.

Na kwadrans przed końcem nikt nie mógł być pewien wygranej, miejscowi prowadzili tylko 23:22. Do tego jeszcze nie najlepiej prezentowali się sędziowie meczu. Para z Gdańska podejmowała często, niezrozumiałe i kontrowersyjne decyzje. Nie zrażeni tym gospodarze sprężyli się i w ciągu ośmiu minut (od 47 do 55) rzucili, przeważnie po kontrach, sześć goli, nie tracąc żadnego. – Dobra postawa Maćka w bramce, pomogła nam grać z kontry – dodaje Wojciech Zydroń.


W OPINII TRENERÓW

Tadeusz Jednoróg, trener Śląska
– Przyjechaliśmy bez czterech podstawowych zawodników. Moi piłkarze przespali początek meczu i musieliśmy gonić wynik. Pościg z pierwszej części kosztował nas sporo sił, co odbiło się na naszej postawie pod koniec spotkania. Nie bez znaczenia była też praca sędziów, którzy wydawali dziwne decyzje. Nie potrafili mi wyjaśnić, dlaczego otrzymałem od nich żółtą kartkę.

Bogdan Kowalczyk, szkoleniowiec Azotów
– Wysokie prowadzenie na początku wcale mnie nie zaskoczyło. Kolejne minuty pokazały, że o zwycięstwo nie będzie łatwo. Dobra postawa Macieja Stęczniewskiego zaostrzy sportową rywalizację z Piotrem Wyszomirskim. Momentami drużyna grała to, co ćwiczyliśmy na zajęciach, jednak nie do końca. I o to mogę mieć do niej pretensję. W pewnym momencie, kiedy już nie było zagrożenia wyniku, zespół prezentował dobrą obronę. Sędziowie mylili się w obie strony, ale na pewno nie wypaczyli wyniku.

Azoty Puławy - Śląsk Wrocław 33:23 (15:14)

Azoty: Wyszomirski, Stęczniewki – Płaczkowski 6, Sieczka 3, Gowin 1, Kus 2, Witkowski, Zydroń 13, Lasoń 3, Zinczuk 4, Szyba 1. Kary: 6 minut.
Śląsk: Stachera, Banisz, Schodowski – Tórz 5, Kłos, Marciniak, K. Sadowski 1, Gujski 6, Haczkiewicz 2, Swat 4, Garbacz, Piętak 5. Kary: 8 minut.
Sędziowali: Paweł Kaszubski i Piotr Wojdyr (obaj z Gdańska). Widzów: 550.


Moto

Znajdź:

Praca

Praca:

Inne

Sonda

Nie ma ankiety dla tego dziaŁu.