niedziela, 4 grudnia 2016 r.

Biała Podlaska

Czeka na śnieg, jak na zbawienie


- Tutaj zbiera się nas najwięcej, trzeba tu przyjść tak około 22. Wszystkie ławki zajęte, bo tu każdy ma swoje miejsce do spania - tłumaczy pan Rysio, od dziewiętnastu lat żyjący na ulicy. Jak twierdzi, nie ma żadnej alternatywy, noclegi na dworcu PKP to jedyne rozwiązanie dla niego i jego towarzyszy.

- Teraz jak zaczęli grzać, to przynajmniej człowiek nie marznie. Z dworca też nie wygonią, bo zaczął się już sezon ochronny, więc nie mogą. Powiedziano nam, że jak będzie spokój i nie będzie pijaństwa, to możemy tu siedzieć - kontynuuje Rysio.

Odróżnić bezdomnego od włóczęgi

Jedyna funkcjonująca w Białej Podlaskiej noclegownia dla bezdomnych daje schronienie sześciu osobom. - Jesteśmy w stanie zagwarantować dach nad głową wszystkim potrzebującym. Obecnie w naszej noclegowni są jeszcze dwa wolne miejsca, nikogo jednak nie zostawiamy na ulicy, gdyż dla zgłaszających się organizujemy pobyt w innych miastach - stwierdza Maria Parafiniuk, dyrektor MOPS w Białej Podlaskiej.
Jak twierdzi dyrektor, co roku w okresie jesienno-zimowym, pracownicy socjalni wraz z sokistami lub policją kontrolują osoby przesiadujące na dworcu. W znacznej mierze osoby te nie mają nic wspólnego z prawdziwymi bezdomnymi, gdyż po wylegitymowaniu ich okazuje się, iż mają stałe miejsce zamieszkania. Należy bowiem odróżnić bezdomnego od włóczęgi.

Obiecują, że rozpatrzą

Obiecują, że rozpatrzą
Czy w związku z tym należy mniemać, że wszystkie osoby śpiące na dworcu są włóczęgami? - Oczywiście nie. Wśród osób tam koczujących są też bezdomni. My nie możemy zmusić nikogo do nocowania w określonym miejscu, możemy tylko proponować. Nie wszyscy natomiast z tej propozycji muszą skorzystać - tłumaczy dyrektor MOPS.
Tymczasem pan Rysio bezskutecznie stara się zapewnić sobie "ciepły kąt” na zimę. - Kilkakrotnie byłem już w urzędzie miasta, gdzie prosiłem o jakiś kwaterunek na zimę w zamian za pracę w czynie społecznym. Obiecują, że rozpatrzą... - mówi z powątpiewaniem."Lokatorzy” dworca zgodnie twierdzą, że marzą tylko o dachu nad głową. Dzięki pomocy różnych osób i instytucji nie narzekają na brak jedzenia. - Na dworzec przybiegają nawet dzieci z pobliskich bloków i przynoszą nam jedzenie w reklamówkach - opowiada kolega pana Rysia. O ubranie też nie muszą bardzo zabiegać, bo i kościoły organizują zbiórki, pomagają też ludzie prowadzący sklepy z tanią odzież

Dach nad głową za odśnieżanie

- Ja nie chcę niczego za darmo. W zeszłym roku zimowałem w Siedlcach, gdzie udostępniono mi strych w bloku, w zamian całą zimę tam odśnieżałem. Teraz też czekam na śnieg, jak na zbawienie, bo może będą potrzebować ludzi, zawsze to jakieś zajęcie i mniej zimno w ruchu - tłumaczy nasz rozmówca.
Nadziei na stałą pracę dawno się już wyzbył, choć na dopiero czterdzieści dziewięć lat i spore chęci. - Ja z zawodu jestem murarzem, za pracą schodziłem całą Białą, nawet u prywaciarzy nic nie znalazłem. Jeździłem też po kraju, to czasem gdzieś sezonowo popracowałem - żali się rozmówca, po czym dodaje - Jedyne co mnie cieszy w tej sytuacji, to że nie mam rodziny, sam zawsze jakoś sobie poradzę.
Jest jednak wielu takich, jak Piotr N., starych i schorowanych. Czy oni dadzą sobie sami radę? Dzisiaj Piotr miał szczęście, ktoś z podróżnych kupił mu bułkę i kefir na kolację - czy jutro też ktoś taki się znajdzie?•
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO