środa, 28 czerwca 2017 r.

Biała Podlaska

Do koni trzeba mieć serce

Dodano: 7 kwietnia 2003, 18:06
Autor: Beata Malczuk

Za luźny popręg trzeba poprawić, Anna Kołodziuk prosi o pomoc instruktora
Za luźny popręg trzeba poprawić, Anna Kołodziuk prosi o pomoc instruktora

- Z pierwszych dwudziestu minut w siodle pamiętam jedynie strach. Teraz też się boję, tylko trochę mniej. Ale to nic, koleżanki w szkole mi zazdroszczą. Mam się czym przed nimi chwalić - mówi Sylwia Deneka.

Na pytanie, dlaczego uczy się jeździć konno, odpowiada po namyśle. - Bo to przyjemne, a poza tym dużo się dowiaduję o koniach, a one mnie od zawsze interesowały - stwierdza młoda amazonka. Codziennie przychodzi, aby chociaż popatrzeć, jak jeżdżą inni. A inni to na przykład Anna Kołodziuk, studentka anglistyki.
Mimo że pisze pracę licencjacką, nie rezygnuje z uprawiania tej dyscypliny. Wytrwale pod okiem instruktora koryguje to, co sprawia jej jeszcze trudność. Chciałaby czuć się swobodniej i prawidłowo trzymać w siodle. - Jeżdżę nie tylko po placu przed stajnią, ale też czasem po terenie. To zupełnie inna jazda. Koń w terenie ma przyśpieszenie, inaczej się zachowuje - opowiada. Jak godzi obowiązki? - Zaciskam zęby i wystarcza mi czasu na naukę i na konie - wyznaje.
Agnieszka Wolska za miesiąc zdaje maturę, ale nie może dnia wytrzymać bez ukochanych zwierząt. Zna także trud opiekowania się rumakami. - Może to głupio zabrzmi, ale jak tu nie przyjdę, to źle się czuję. Chociaż postoję i popatrzę - mówi. Rok temu spotkała na swojej drodze Macieja Falkiewicza, hodowcę koni. I wtedy się zaczęło. - Po pierwszej lekcji nie czułam nóg, tylko straszny ból. Nie zdawałam sobie jeszcze wtedy sprawy, jak to jest trudne i ile wymaga wysiłku - podsumowuje.
Z zawodu jest ekonomistką i pracuje w biurze maklerskim, a zawsze chciała jeździć konno i malować. Anna Wróblewska-Karasiuk mówi, że z Warszawy do Janowa Podlaskiego nie tak daleko, jak ma się po co jechać. Stadnina, araby, piękna okolica, to było do tej pory, a od teraz będzie także jeździectwo.
- Spełnia się moje marzenie. To jest przygoda. Na przykład wczoraj dosiadałam karmiącą klacz, która co chwila stawała dęba. Najpiękniejszy jest bliski kontakt ze zwierzęciem i naturą. Trzeba dać koniowi marchewkę, porozmawiać z nim, nie tylko wsiąść i zsiąść - podkreśla A. Wróblewska-Karasiuk •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!