poniedziałek, 23 października 2017 r.

Biała Podlaska

Dworskie zabawy dzikich ludzi

  Edytuj ten wpis
Dodano: 5 czerwca 2006, 19:31

Wystarczyła jedna noc, by goście zamienili stylowy dworek w pobojowisko. Otwierali gaśnice, rozrzucali śmieci, wdeptywali jedzenie w podłogę. Nie przepuścili nawet roślinom.

Po piątkowo-sobotniej imprezie integracyjnej pracowników PPHU "Mleko-System” w Parczewie ściany i podłogi dworu pokrywa gruba warstwa proszku z gaśnic. Czteroletnie datury, które urzekały swoimi kwiatami, prawdopodobnie już nie zakwitną.
- Udostępniliśmy gościom pomieszczenia w idealnym porządku - łapie się za głowę Andrzej Armaciński, właściciel pensjonatu. - To, co zastaliśmy po wyjeździe tej grupy… Nawet nie wiem, jak to nazwać.
Właściciele umówili się z gośćmi, że w niedzielę o godz. 14 przyjedzie ktoś z obsługi dworu i odbierze klucze od budynku. Ale kiedy przyjechał, gości już nie było.
- Ktoś zadzwonił do mnie przed południem i powiedział, że grupa już wyjechała - mówi Barbara Martin, pracująca u Armacińskiego. - Przyjechałam do dworku i zastałam pobojowisko. Od razu zadzwoniłam po szefa.
- Różni ludzie tu bywali, ale czegoś takiego przez dwadzieścia jeden lat nie widziałem - właściciel pokazuje na podłogę holu. - Rozdeptane kromki chleba i puszki po piwie zbieraliśmy z podwórka, holu i schodów. Jak to możliwe, przecież wśród gości były kobiety i dzieci! Co najmniej tydzień zajmie nam doprowadzenie budynku do stanu używalności - dodaje Armaciński.
Właściciele podliczają straty. W niedzielę odmówili pobytu grupie z Warszawy, która wcześniej zarezerwowała pensjonat na cztery dni.
Przedstawiciel PPHU "Mleko-
System”, który wczoraj oglądał dworek w Libiszowie nie mógł uwierzyć własnym oczom. - Wypada mi tylko przeprosić - mówił Armacińskiemu. - Proszę policzyć straty, zapłacimy.
Radosław Kozak, właściciel parczewskiej firmy, powiedział nam, że w czasie imprezy nie dochodziło do żadnych ekscesów. - Spotkanie zakończyło się około północy, a ja wróciłem do domu - mówi Kozak. - Nie mogłem zapanować nad tym, co się tam później działo, bo mnie nie było. Zastanowimy się w firmie, co z tym dalej robić. Na razie, pracownicy dostali nagany.


  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!