sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Mała Lena przeżyła. Mimo niefrasobliwości lubelskich lekarzy


Lenie, która dwa miesiąca temu w lubelskim szpitalu przyszła na świat z wadą wytrzewienia jelit, lekarze nie dawali większych szans na przeżycie. Dziecko przebywa w Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie.

Jej stan poprawia się. – To cud, że żyje. Gdyby nie błąd lekarzy, nie było by zagrożenia i komplikacji – twierdzi ojciec Lenki, Leszek Marczuk.

O sprawie pisaliśmy dwa miesiące temu. Miejscowi ginekolodzy nie podjęli się prowadzenia ciąży Anety Marczuk z Parczewa. Wykryli u płodu wadę wytrzewienia jelit. Odesłali kobietę do SPSK4. – W Lublinie zapewniali, że dziecko przeżyje, ale tuż po urodzeniu musi przejść zabieg. Stwierdzili, że oni przeprowadzą operację – mówi Leszek Marczuk.

– Uznali, że stan matki i dziecka jest bardzo dobry. Termin porodu wyznaczali 6 razy. Tydzień przed rozwiązaniem żona poczuła się źle. Chciała położyć się w szpitalu przy Jaczewskiego. Okazało się jednak, że na oddziale brakuje wolnych łóżek. Odesłali ją do domu, gdzie po kilku dniach zaczęła rodzić – dodaje ojciec Leny. Marczukowie jeździli od szpitala do szpitala, w poszukiwaniu porodówki. Ostatecznie przyjęto ich przy al. Kraśnickiej. - Gdyby nie przetrzymany poród i późniejszy zabieg, nie byłoby tak poważnych komplikacji – twierdzi Leszek Marczuk.

Noworodek w krytycznym stanie w ciągu godziny trafił do Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Lublinie. Lekarze próbowali umieścić jelita w ciele dziewczynki. Niezbędne okazało się usunięcie 40 cm przewodu pokarmowego. – Nie dawali Lenie większych szans. Byliśmy załamani. – mówi ojciec dziecka.

Ale udało się. – Lekarze wyprowadzili dziecko z bezpośredniego stanu zagrożenia życia. Po operacji wypisaliśmy ją w dobrej kondycji ogólnej – informuje Agnieszka Osińska, rzeczniczka prasowa DSK w Lublinie.

Dziewczynka karmiona pozajelitowo przebywa na oddziale pediatrii Centrum Zdrowia Dziecka w Warwszawie. – Jestem przy niej 24 h na dobę – mówi Aneta Marczuk, matka. – Szkolę się, jak obsługiwać aparaturę. Lena będzie karmiona pozajelitowo najprawdopodobniej przez dwa lata. Za dwa tygodnie opuścimy szpital i wrócimy ze sprzętem do karmienia do domu. Jest coraz silniejsza i często się uśmiecha. Wygląda na to, że wszystko będzie dobrze – mówi pani Aneta.

– Mamy jednak ogromny żal do lubelskich lekarzy. Gdyby przyjęli żonę od razu do szpitala, nie byłoby powikłań. Nie mamy pieniędzy na tak drogie leczenie. Być może będziemy walczyć z SPSK4 o odszkodowanie.

Medycy ze szpitala przy Jaczewskiego przyznali, że dziewczynka powinna urodzić się w ich szpitalu. Okazało się to niemożliwe z powodu braku miejsc na oddziale.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!