sobota, 21 października 2017 r.

Biała Podlaska

Matka z synami zginęli w pożarze

  Edytuj ten wpis

Dom stanął w płomieniach wczoraj tuż po północy. W środku była sparaliżowana matka i jej dwóch synów. Młodszy spłonął żywcem.

Starszego z ognia wyciągnęli sąsiedzi, lecz zmarł w trakcie reanimacji. Kobieta zaczadziała.
Do dramatu doszło w Rzeczycy pod Międzyrzecem Podlaskim. - Płomienie buchały oknami i drzwiami! Zginęli moi koledzy - opowiada łamiącym się głosem Stanisław Kuręda, prezes Ochotniczej Straży Pożarnej w Rzeczycy. Wraz z ośmioma strażakami z tej wsi walczył z ogniem, który opanował wszystkie pomieszczenia niewielkiego murowanego domku.
Pierwsza pożar zobaczyła 17-letnia Kinga Maksymowicz, sąsiadka tragicznie zmarłych. To ona zadzwoniła po straż. Matka Kingi wspomina: - Jak wybiegłam na dwór, któryś z sąsiadów polewał wężem ściany. Córka wybiła szyby w oknach płonącego domu. Chciała wskoczyć do środka. Ale z okien i dachu buchał straszny żar. Wreszcie ludzie wyciągnęli ze środka starszego z synów - Andrzeja.
Próbowano go reanimować. Na próżno. 48-letni mężczyzna miał zbyt mocno poparzone drogi oddechowe. Nie miał szans na przeżycie.
W tym czasie strażacy w aparatach powietrznych weszli do środka płonącego budynku. Na tapczanie znaleźli 74-letnią kobietę. Nie żyła. - Zabił ją czad - opowiada kapitan Tomasz Cuch, dowódca sekcji ratowniczo-gaśniczej z Międzyrzeca Podlaskiego. - Nie mogła nawet uciekać, bo od dawna była sparaliżowana i przykuta do łóżka.
Jej młodszy syn Marek próbował czołgać się do drzwi. Całkowicie zwęglone ciało 46-latka leżało niedaleko wyjścia z domu. - Ratunku nie było. Pozamykane drzwi. Wewnątrz, pod dachem ułożona trzcina. Dom płonął jak pochodnia. Dogaszaliśmy do czwartej rano - mówi Kuręda.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!