niedziela, 11 grudnia 2016 r.

Biała Podlaska

Mówią o nich - szperacze

Dodano: 2 kwietnia 2003, 18:09

Pojawienie się śmieciarki, to dla ludzi przychodzących na wysypisko sygnał wzywający do pracy
Pojawienie się śmieciarki, to dla ludzi przychodzących na wysypisko sygnał wzywający do pracy

Zjeżdżają się tu z wielu pobliskich miejscowości, pojedynczo, lub całymi rodzinami. Są wśród nich ojcowie rodzin, którzy stracili pracę przed wiekiem emerytalnym, ale i młodzi ludzie, którzy jej nigdy nie mieli.

Pani Bożena przyjeżdża tu wraz z mężem od czterech lat, dzień w dzień pokonując rowerem 17 kilometrów. - To jest praktycznie nasz jedyny dochód, od kiedy mąż stracił pracę. Mamy na utrzymaniu trójkę dzieci, a na każde z nich 42 złote zasiłku miesięcznie. Zbierając odpady można zarobić do 30 złotych dziennie, w miesiącach letnich nawet do 50. Zdarza się też znaleźć coś użytecznego. W zeszłym roku wygrzebałam worek z butami, na których była jeszcze cena, widocznie jakiś sklep się ich pozbył. Moje dzieci miały w czym chodzić przez całą zimę.
Mąż pani Bożeny wyjaśnia, że nie zbiera się tu wszystkiego. Najbardziej poszukiwanym surowcem jest miedź, aluminium, może być też papier na makulaturę, rzadziej szkło.
Dwudziestodwuletni Paweł zaczął pojawiać się na kaliłowskim wysypisku od niedawna, traktuje to jako zajęcie sezonowe. - Dla mnie to praca jak każda inna, nie ma się tu czego wstydzić. Wolę to, niż siedzieć z kumplami pod sklepem i pić. Kraść też nie pójdę.
W sezonie wiosenno-letnim Paweł pracuje z ojcem na budowach, przez resztę roku stara się odciążyć rodziców zarabiając na swoje wydatki, choćby na wysypisku. Ani on, ani Bożena nie widzą w tym nic wstydliwego.
Są jednak tacy, którym obecność prasy przeszkadza. Jeden z pracujących otwarcie mówi, że nie życzy sobie, by go fotografowano, odgrażając się, co zrobi, jeśli zobaczy się w gazecie.
- Tu przychodzą różni ludzie, i szczerze mówiąc więcej takich, którym nie chodzi o kupno chleba dla dzieci. Dla nas są oni uciążliwi, choćby dlatego, że ciągle trzeba ich mieć ma oku. Najbardziej boimy się zaprószenia ognia, ale osobiście nie wiem co by się stało, gdyby doszło tu do wypadku. Często zdarza się, że ludzie ci piją alkohol, a potem zasypiają w hałdzie śmieci, operator spycharki z trudem dostrzega takiego człowieka - mówi Eugeniusz Woźnicki, pracownik wysypiska w Kaliłowie koło Białej Podlaskiej. "Szperacze” są też problematyczni dla prezesa firmy zarządzającej wysypiskiem, Mariana Zaborowskiego
- Swego czasu miałem inspekcję z sanepidu, podczas której spytano mnie, dlaczego nie zaopatrzyłem tych ludzi w odpowiednie ubrania. Gdyby byli moimi pracownikami na pewno bym tak zrobił. Nie potrzebuję jednak takiej ilości pracowników, poza tym trudno ich zorganizować, wiem bo swego czasu próbowaliśmy - mówi M. Zaborowski.
Prezes twierdzi, iż w związku z tym, że nie posiada możliwości prawnych, aby usunąć tych ludzi z wysypiska, godzi się na ich obecność. Zapewnia jednak, że na nowy obiekt, który zacznie funkcjonować od lipca, żaden "szperacz” nie wejdzie.•
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO