poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Biała Podlaska

Nikt nie rwie się do rwania

  Edytuj ten wpis

W sadach klęska urodzaju, a chętnych do zrywania jabłek jak na lekarstwo. Białorusini pracowaliby za 40 zł dziennie, ale nie stać ich na wjazd do Polski.

- Z naszego rodzinnego sadu zbiorę około 100 ton jabłek. Dwa razy tyle, co przed rokiem. Obawiam się jednak, że nie zdążę zerwać owoców przed większymi mrozami. Brakuje rąk do pracy - narzeka Józef Zając z powiatu radzyńskiego.
Sadownik mówi, że płaci zrywającym robotnikom 30-40 zł dniówki. Ale chętnych do takiej pracy nie ma, choć w kartotekach urzędów pracy roi się od bezrobotnych.
- Miejscowi nie kwapią się do roboty. Wielu Białorusinów z Brześcia i Kobrynia chciałoby przyjechać do nas na zarobek. Ale przy wjeździe do naszego kraju muszą posiadać finansowe zabezpieczenie na pobyt w Polsce. Mówią, że nie stać ich na to - tłumaczy Zając.
Także Sylwester Owerko z Janowa Podlaskiego, właściciel m.in. 38 ha jabłoni, 3 ha grusz, 1,5 ha wiśni i ok. 25 ha porzeczki przyznaje, że ma problemy z brakiem ludzi do pracy.
- Wkrótce nadejdą jesienne deszcze i utrudnią pracę w sadach. Sezon zrywania jabłek trwa do 1 listopada. Później już tylko kończy się "dorywki”. Ministerstwo rolnictwa ułatwiło co prawda zatrudnianie obcokrajowców, ale nie mogą wjechać do Polski, jeśli nie mają pieniędzy.
Nasz rozmówca przyznaje, że w tym roku jest bardzo duży urodzaj jesiennych jabłek deserowych. Na razie duże partie tych owoców dostarczają na rynek ogrodnicy, którzy nie mają przechowalni i muszą szybko sprzedać zbiór.
Bogdan Jachimczuk, prezes bialskiego Oddziału Inżynierów i Techników Rolnictwa żałuje, że wśród sadowników nie udało się utworzyć podlaskiej grupy producenckiej. A tylko w pobliżu Białej Podlaskiej jest prawie 200 większych producentów owoców. I teraz każdy z nich musi indywidualnie zabiegać o eksport. A z tym jest trudno. Rosja oficjalnie nie przyjmuje naszych jabłek. Polscy eksporterzy sprzedają je na Litwę, do Czech i Słowacji. Prawdopodobnie dopiero stamtąd jadą dalej na Wschód, gdzie jednak w ubiegłym tygodniu wzrosły cła na owoce.
Józef Zając sprzedaje jabłka przy międzynarodowej drodze Warszawa-Moskwa. Widzi, jak za Bug pędzą zachodnie tiry z owocami. - Z ciężkim sercem patrzę na transporty niemieckich i holenderskich jabłek. A polscy sadownicy, choć są przy granicy, mają wielkie kłopoty ze zbytem - narzeka.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!