piątek, 15 grudnia 2017 r.

Biała Podlaska

Pies cierpiał, lekarz odjechał

  Edytuj ten wpis
Dodano: 16 lipca 2006, 19:57

Potrącony przez samochód pies leży w kałuży krwi. Wezwany przez policjantów weterynarz daje psu zastrzyk przeciwbólowy i odjeżdża. Policjanci przez kilka godzin muszą czekać na pomoc ze schroniska dla zwierząt.


8 lipca policjanci przejeżdżający przez wieś Laski natrafili na leżącego w kałuży psa mieszańca kilka minut po godz. 22. Zwierzę żyło, ale miało rozcięty łeb i bezwładne łapy. Za pośrednictwem komendy w Parczewie funkcjonariusze wezwali weterynarza. Na miejsce przyjechał lekarz Adam Wróblewski. Wstrzyknął psu leki i odjechał.
– Lekarz stwierdził, że nie przewiezie rannego psa do lecznicy, a jego pomoc właśnie dobiegła końca – mówi Bogdan Piwoni, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Parczewie. – Policjantom powiedział, żeby sami się zajęli psem, ponieważ to należy do ich obowiązków. Dodał, że weterynaria nie będzie ponosiła kosztów związanych z leczeniem zwierzęcia, a bezpańskimi psami powinien zajmować się burmistrz Parczewa.
O rannym psie policjanci powiadomili pracowników schroniska dla bezdomnych zwierząt w oddalonym o kilkadziesiąt kilometrów Nowodworze k. Lubartowa, z którym Parczew ma umowę. Dopiero przed pierwszą w nocy ranne zwierzę trafiło w fachowe ręce.
– Ten pies strasznie cierpiał – opowiada mieszkaniec Lasek, który dopiero kilka dni po wypadku zdecydował się poinformować o nim naszą redakcję. – To chore, że weterynarz nie chciał pomóc psu, który wykrwawiał się na jego oczach. Przecież mógł go uśpić. Trzeba dziękować policjantom, że załatwili sprawę do końca.
Adam Wróblewski, lekarz weterynarii z Parczewie, twierdzi, że zrobił wszystko, co do niego należało. Za przyjazd i pomoc zwierzęciu nie wziął ani grosza.
– Pies dostał leki przeciwbólowe i przeciwwstrząsowe i na tym się moja rola zakończyła – mówi. –  Ja nie miałem prawa go uśpić, bo stan ogólny na to nie wskazywał. Trudno było stwierdzić, czy to zwierzę na przykład kogoś nie pogryzło, a w takich przypadkach trzeba poddać je badaniu. A po drugie: jak i kto miałby zutylizować zwłoki w przypadku uśpienia?
Lekarz zarzuca policjantom, że źle zinterpretowali jego kompetencje. Dodaje, że weterynarz, to nie lekarz pogotowia ratunkowego, który przewozi do szpitala i leczy.
– Zgadzam się, że policjanci niepotrzebnie czekali kilka godzin na osobę kompetentną do zabrania zwierzęcia – tłumaczy Wróblewski. – Przecież powinni przekazać sprawę osobie z Urzędu Miasta i to ona powinna dalej kierować akcją. W końcu to miasto ma podpisaną umowę ze schroniskiem.
Zadzwoniliśmy wczoraj do schroniska w Nowodworze. – Pies żyje. Jest leczony, bo miał uraz wewnętrzny – mówi Adam Szumiło, właściciel placówki. – Łapy też się goją, chociaż ciągle zrzuca opatrunki.
Koszty przewiezienia psa do Nowodworu pokryje Urząd Miasta i Gminy w Parczewie. Zgodnie z umową jest to 350 zł netto (w tę kwotę wliczone jest leczenie).

  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!