czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Pies pogryzł kobietę. Właściciel nie chciał go oddać na obserwację

Dodano: 10 czerwca 2011, 17:38

Doskoczyły do mnie dwa psy bez kagańców. Jeden z nich ugryzł mnie w kostkę – opowiada pani Elżbieta.
Doskoczyły do mnie dwa psy bez kagańców. Jeden z nich ugryzł mnie w kostkę – opowiada pani Elżbieta.

Nieszczepiony pies pogryzł kobietę po przeszczepie nerki. Zastrzyki przeciw wściekliźnie mogłyby spowodować poważne komplikacje. Ale właściciel zwlekał z oddaniem psów na obserwację. Po naszej interwencji zmusili go miejscy strażnicy, policja i lekarz weterynarii.

Tydzień temu przed południem Elżbieta Kuszneruk jechała rowerem ul. Łukaszyńską. – W pobliżu przedszkola doskoczyły do mnie dwa psy bez kagańców. Zwracałam uwagę, aby na któregoś nie najechać. Nagle jeden z nich ugryzł mnie w kostkę. Do krwi. Przyglądał się temu właściciel, który nawet usiłował przepraszać – wspomina Elżbieta Kuszneruk.

Kobieta pojechała do szpitala. Kiedy lekarz dowiedział się o ugryzieniu przez psa, odesłał ją na oddział zakaźny. Tam pogryziona usłyszała, że konieczna jest obserwacja psów.

– Sytuacja stała się poważna, gdyż matka jest po przeszczepie nerki – mówi Dorota Kuszneruk, córka pani Elżbiety. – Gdyby okazało się, że trzeba podać szczepionkę przeciw wściekliźnie, mogłoby po niej dojść do odrzucenia przeszczepu.

– Niestety, właściciel psów nie chciał oddać zwierząt na obserwację weterynaryjną – żali się pogryziona kobieta. – Policjanci proponowali nam, abyśmy wystąpili przeciwko niemu z powództwa cywilnego. Tu jednak nie ma czasu.

Artur Żukowski, komendant Straży Miejskiej mówi, że w poniedziałek patrol pojechał do 36-letniego właściciela psów. Długo unikał wpuszczenia funkcjonariuszy. Kiedy strażnicy w końcu weszli do mieszkania, okazało się, że psy nie były szczepione. Mężczyzna obiecywał, że sam będzie je obserwował. Niestety, nie zrobił tego do czwartku. Dostał dwa mandaty: 500 zł za brak szczepienia psów i 250 zł za brak opieki nad zwierzętami.

– Beztrosko podchodzi do sprawy. Utrudnia obserwację zwierząt, a to grozi poważnymi konsekwencjami. W mojej ocenie policja powinna postawić mu zarzut stworzenia zagrożenia dla życia tej kobiety – zaznacza Żukowski.

Jacek Martyniuk, zastępca powiatowego lekarza weterynarii jest zdumiony postawą 36-latka. – Musimy go zmusić, aby umożliwił zbadanie psów. Lekarz powinien pojechać w asyście Straży Miejskiej. Jeśli będzie trzeba, wystawimy decyzję administracyjną – zaznaczył.
Wreszcie w czwartek strażnikom udało się wraz z lekarzem weterynarii wejść do mieszkania 36-latka. Specjalista zbadał psa i wstępnie stwierdził, że raczej nie jest chory na wściekliznę. – Obserwacja będzie kontynuowana – zapowiada Żukowski.

Jego zastępca Henryk Nędziak podkreśla, że radiowozy osiem razy jeździły do 36-latka, aby w końcu pozwolił na obserwację psów.
Pani Elżbieta odetchnęła z ulgą. Musi się jednak skontaktować ze specjalistą z warszawskiej kliniki, który nadzoruje jej kurację po przeszczepie.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!