piątek, 22 września 2017 r.

Biała Podlaska

Pijany kierowca zabił człowieka, a sąd wypuścił go na wolność

Dodano: 21 czerwca 2010, 20:54

Sąd wypuścił z aresztu 47-letniego mężczyznę, który po pijanemu spowodował śmiertelny wypadek. Żona i dzieci ofiary nie mogą się pogodzić z tym, że sprawca wyszedł na wolność. Bezradnie czekają na sprawiedliwość.

Do tragedii doszło 9 maja. Wtedy to pani Jolanta wraz z mężem Marianem i sąsiadką wyruszyła na wycieczkę rowerową. Jechali z Białej Podlaskiej w stronę Grabanowa. Gdy wyjeżdżali ulicą Francuską z miasta i byli blisko Kozuli, najechał na nich samochód. Na zakręcie, tuż obok znaku "roboty drogowe”, pani Jolanta usłyszała ryk silnika. – Samochód pędził z dużą prędkością. Przemknęła mi przez głowę myśl, że nas pozabija – opowiada kobieta. – Minął sąsiadkę, ale mnie potrącił. Potem uderzył w męża tak mocno, że wyrzucił go na jakieś dwa metry w górę. Kiedy się ocknęłam, zobaczyłam obok siebie lusterko i czapkę męża. A na drzewie rozbity samochód.

Karetki pogotowia zawiozły ciężko rannego i nieprzytomnego pana Mariana do szpitala. Tam także trafił, jak się później okazało pijany, 47-letni Marek R., kierowca alfy romeo. Badanie wykazało, że miał ponad 2,2 promila alkoholu.

Do izby przyjęć trafiła też pani Jolanta. Prześwietlono jej klatkę piersiową i miednicę. Nie miała złamań, lecz była dotkliwie poobijana. Czekała ją wielotygodniowa rehabilitacja.

Początkowo wydawało się, że także pan Marian wróci do zdrowia. – Kiedy odzyskał przytomność, krzyczał "Gdzie Jola?”. A po kilku dniach mąż zaczął nawet mówić całymi zdaniami, żartował – opowiada wdowa. – Lekarze powiedzieli, że za dwa tygodnie wyjdzie ze szpitala o własnych siłach. Wierzyliśmy, że tak się stanie. Była nadzieja. On jednak nagle zapadł w śpiączkę i już się nie obudził. Zmarł 30 maja.

Wdowa pokazuje dokument opisujący wynik sekcji zwłok męża. Okazuje się, że 52-letni mężczyzna zmarł w następstwie rozległych obrażeń tkanki mózgowej z krwawieniem do przestrzeni podtwardówkowej i podpajęczynówkowej.

– A sprawca wypadku wyszedł ze szpitala już po trzech dniach. I w areszcie też go nie zamknęli – nie kryje rozgoryczenia pani Jolanta.

Bialski prokurator rejonowy Stanisław Stróżak mówi, że prokuratura wystąpiła do sądu o zastosowanie trzymiesięcznego aresztu wobec Marka R. Niestety, jeszcze tego samego dnia bialski sąd nie przychylił się do tego wniosku i zarządził natychmiastowe zwolnienie 47-latka.

– Podejrzany przyznał się do zarzucanych mu czynów. Zgromadzono oraz utrwalono większość dowodów – wyjaśnia przyczyny decyzji bialskiego sądu sędzia Artur Ozimek, rzecznik prasowy Sądu Okręgowego w Lublinie. – Stosowanie środków zapobiegawczych ma na celu zabezpieczenie prawidłowego toku postępowania. W tym kontekście nie bez znaczenia był fakt, że zdarzenie miało miejsce 9 maja 2010 r., a zatem ponad miesiąc przed zatrzymaniem podejrzanego i złożeniem wniosku o areszt przez prokuratora.

Grzegorz, syn zabitego, nie może zrozumieć, dlaczego tak łaskawie potraktowano pijanego sprawcę wypadku. – Dziwnie to wszystko wygląda. Kierowca ma dobrego adwokata. I chodzi na wolności – mówi zasmucony.

Żona zmarłego często płacze. Podkreśla, że jej mąż był bardzo pogodnym, życzliwymi, pracowitym i uczynnym człowiekiem.

– Mam wraz z dziećmi poczucie wielkiej krzywdy – mówi. – Nikt nie chce nam pomóc, a przecież jesteśmy ofiarami przestępstwa. Jest tylko ból, bezradność i poczucie niesprawiedliwości.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!