poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Połoski: Na oczach dzieci zabił żonę. A potem siebie

Dodano: 25 stycznia 2012, 19:51

W tym domu doszło do tragedii (Marek Pietrzela)
W tym domu doszło do tragedii (Marek Pietrzela)

41-letni Mariusz M. przyszedł do domu, w którym mieszkała jego o rok młodsza żona i szóstka ich dzieci. Jedno z nich zadzwoniło na policję, że mężczyzna wymachuje bronią. Gdy policjanci dotarli na miejsce, kobieta już nie żyła. Jej mąż zmarł w szpitalu.

– Widziałem go jeszcze we wtorek wieczorem – mówi znajomy Mariusza M. – Szedł w kierunku domu. Z Dorotą, jego żoną, też się minąłem.

O tej części wsi, w której mieszkała rodzina M. miejscowi mówią „kompony”. Mariusz M. z żoną Danutą i sześciorgiem dzieci zajmowali niewielki i zniszczony domek. Po przeciwnej stronie ulicy stoi budynek w jeszcze gorszym stanie. Należał do matki Mariusza M. Mężczyzna pomieszkiwał tam po awanturach, które często wywoływał.

– Ze trzy tygodnie tam teraz siedział – mówi sąsiadka. – Ale dzieci i Dorota do niego chodziły.
Do tragedii doszło we wtorek ok. godz. 23. Mariusz M. prawdopodobnie był pijany. Najpierw postrzelił żonę z samoróbki. Kobieta zginęła na miejscu. Widziała to dwójka jego dzieci, pozostałe były w innych pomieszczeniach. Potem wyszedł z domu. – Poszedł do budynku gospodarczego, tam strzelił do siebie – mówi Beata Syk-Jankowska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Lublinie.

Pocisk trafił w głowę. Mężczyzna zmarł w szpitalu.

Miejscowi o Mariuszu M. mówią, że był uważany za złotą rączkę. Zatrudniali go dorywczo do remontów. – Ale najczęściej można go było przy piwie spotkać. A niejeden to się z min „butelkowo” rozliczał – mówią. – Jeździł też do Warszawy na budowy. Wrócił na święta. Teraz tylko czekał na telefon, żeby znowu tam jechać.

Nikogo też nie dziwi, że mężczyzna miał broń własnej roboty. – Sam potrafił takie rzeczy robić. Do lasu nie chodził, żeby sobie postrzelać, ale żeby było co do garnka włożyć – dodaje jego kolega.

Policja potwierdza, że mężczyzna był wcześniej karany za kłusownictwo. Policjanci musieli też przyjeżdżać do jego domu, żeby interweniować podczas awantur.

– To było w 2010 roku. Miał wtedy założoną niebieską kartę (to oznacza, że policja zajmowała się nim w związku z przemocą domową – red.), ale w ub. roku został wyrejestrowany – mówi Janusz Wójtowicz, rzecznik policji w Lublinie. – Przestał pić, zaczął pracować, żona się na niego nie skarżyła.

W Połoskach teraz wszyscy żałują dzieci zamordowanej kobiety i jej męża. – Najstarsza Aneta ma 20 lat. Może pozwolą się jej zaopiekować rodzeństwem – dodaje przyrodnia siostra Mariusza M.

Dzieci noc z wtorku na środę, już po zabójstwie, spędziły u sąsiadów. Potem trafiły do domu dziecka. O ich dalszym losie zdecyduje sąd rodzinny.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!