wtorek, 24 października 2017 r.

Biała Podlaska

Pomogliśmy Johnowi odnaleźć polską rodzinę

Dodano: 14 maja 2017, 08:51
Autor: Ewelina Burda

John i Alicja Johnsonowie z Janem Wyrzykowskim, przyjacielem Johna sprzed lat. Maj 2017 rok, ulica Górna/ fot. EB
John i Alicja Johnsonowie z Janem Wyrzykowskim, przyjacielem Johna sprzed lat. Maj 2017 rok, ulica Górna/ fot. EB

John Johnson po latach poszukiwań w końcu odnalazł w Polsce swoją rodzinę. Pomógł mu w tym m.in. artykuł, który opublikowaliśmy w marcu.

- To co się stało, jest niesamowite. To dla mnie duże przeżycie emocjonalne. Odlazłem krewnych o których nie wiedziałem. Na pewno będziemy utrzymywać kontakt i wracać do Białej Podlaskiej- opowiada John.

Jego matka, Stanisława Kolenda urodziła się w mieście nad Krzną,  w 1923 roku. Ale jako nastolatka, w czasie wojny (1940 r.), została aresztowana przez gestapo i wywieziona na przymusowe roboty do Niemiec. Przeżyła i roboty, i pobyt w kilku obozach koncentracyjnych. I właśnie w obozie Bergen-Belsen, podczas wyzwolenia, odnalazł ją angielski żołnierz, zawiózł do szpitala i uratował. Poznali się w kwietniu, a już w grudniu pobrali, ale już w Wielkiej Brytanii, gdzie wyemigrowali.

- Rodzina angielska nie była za bardzo zadowolona, że syn przywiózł półżywą kobietę. Praktycznie każde święta Stanisława spędzała w szpitalu, bo straciła zdrowie w obozach - opowiada żona Johna, Alicja.

W Anglii urodził się John i jego brat Allan. Polska rodzina była przekonana, że Stanisława nie przeżyła wojny. Dopiero Czerwony Krzyż pomógł.

- W 1959 roku Stanisława z rodziną po raz pierwszy przyjechała do Polski, odwiedziła tu m.in. swój dom rodzinny przy ulicy Górnej. Wtedy pod Manchesterem gdzie mieszkali,  to było wydarzenie, na dworcu żegnała ich orkiestra dęta. Mieli spotkanie z merem miasta - opowiada pani Alicja.

Później jeszcze kilka razy odwiedzali Polskę, ale w 1982 roku matka Johna zmarła. - I kontakt z Białą Podlaską się urwał, bo była bariera językowa. Stanisława nie nauczyła swoich dzieci polskiego.

John jednak na własną rękę starał się odnaleźć kuzynów w Polsce. - Dopiero po publikacjach w gazecie, odezwała się do nas m.in. siostra cioteczna Johna, Krystyna która mieszka koło Komarna oraz inni krewni, których teraz odwiedzamy - przyznaje żona Brytyjczyka.

Na ten czas Johnsonowie zatrzymali się u Jana Wyrzykowskiego, kolegi Johna z dzieciństwa. - Jak mój mąż przyjechał tutaj po raz pierwszy jako 11-latek, bawił się z Jankiem, który był sąsiadem na ulicy Górnej. Mamy nawet zdjęcia z tamtego okresu - opowiada pani Alicja.

- W latach 50-tych poznałem dwóch chłopców, Johna i Allana. Oni rozmawiali po angielsku, a my po polsku, nie wiedzieliśmy o czym mówimy, ale mogliśmy grać w piłkę i krykieta. Oni przywieźli swoją piłkę. Chodziliśmy nad rzekę, kąpaliśmy się - wspomina pan Jan, który nie tylko przyjął Johnsonów pod swój dach, ale pokazuje im region. - Podarowałem też album z dedykacją, również w języku angielskim - zaznacza bialczanin.

- Chociaż urodziłem się  w Wielkiej Brytanii, to zawsze czułem, że tutaj jest moje serce. Czuję się bardziej Polakiem, niż Anglikiem - nie ukrywa John. Dlatego wspólnie z żoną postanowili osiedlić się  w Polsce, pod Toruniem. - Kupiłem już tam ziemię, chcemy wybudować dom. A ja będę starał sie o polskie obywatelstwo - dodaje John, który zawodowo uprawiał kolarstwo. - Kiedyś nawet startowałem w wyścigu ziemi zamojskiej, to było w 1968 roku. Poznałem wtedy sporo osób, z nimi także chciałbym ponownie nawiązać kontakt. Pamiętam że wśród nich był Krzysztof Stec - precyzuje Brytyjczyk.

Natomiast jego żona planuje napisać książkę o losach Johna i jego rodziny. - Nasze poszukiwania nie ustają, chcemy jeszcze dowiedzieć sie o okolicznościach aresztowania mamy Johna przez gestapo. Wiemy że w tym czasie pracowała u swojej ciotki Janiny w gospodarstwie  za Komarnem. Może lokalni historycy pomogą - zastanawia się pani Alicja. Johnsonowie dysponują też cennymi dokumentami sprzed lat, które najprawdopodobniej przekażą do miejscowego muzeum. - Jak John mówi o Białej Podlaskiej, to ma łzy  w oczach. Nic mu w Polsce nie przeszkadza. W Anglii chętnie opowiada miejscowym o Polsce. A Anglicy przecierają oczy ze zdumienia.

John z odnalezioną siostrą cioteczną Krystyną/ fot. archiwum prywatne
John z odnalezioną siostrą cioteczną Krystyną/ fot. archiwum prywatne
Janek
bvbvvb
Maria
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Janek
Janek (14 maja 2017 o 22:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Szanowny gościu za mała znasz szczegółów o życiu rodziny Johna. Wydaje się to takie proste i oczywiste: mama z dziećmi w domu rozmawia po Polsku. Widocznie były powody że nie nauczyła dzieci mówić po Polsku. Stwierdzam że dziś nie źle mu idzie z nauką języka.
Rozwiń
bvbvvb
bvbvvb (14 maja 2017 o 10:38) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Maria napisał:
Dzieci miały żyć w Anglii i miały być Anglikami. Zew krwi jednak dał znać.
być moze zew krwi albo wygodniejsze zycie w naszym kraju z amerykańską emerytura, bo za granicą emeryci często wyjeżdzają do innych krajów gdzie lepiej się żyje za te ich pieniądze
Rozwiń
Maria
Maria (14 maja 2017 o 10:22) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Dzieci miały żyć w Anglii i miały być Anglikami. Zew krwi jednak dał znać.
Rozwiń
Gość
Gość (14 maja 2017 o 09:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
matka polka i nie nauczyła mówić po polsku, oj nieładnie
Rozwiń
Gość
Gość (14 maja 2017 o 09:30) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
mając tamtą emeryturę mogą spokojnie żyć w naszym kraju,
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!