poniedziałek, 23 października 2017 r.

Biała Podlaska

Tam była moja żona

  Edytuj ten wpis
Dodano: 2 lipca 2002, 10:17

Mojej żony nie ma na liście hospitalizowanych. Siostra poleciała rządowym samolotem i przywiezie ost
Mojej żony nie ma na liście hospitalizowanych. Siostra poleciała rządowym samolotem i przywiezie ost

To był pierwszy miesiąc emerytury dla mojej żony - z trudem opowiada Janusz Gołąb z Parczewa. - Znajoma namówiła ją na ten wyjazd. Stefan Banaszczuk z Prowincji Franciszkanów w Stoczku k. Czemiernik po raz dziewiąty organizował pielgrzymkę. Wszystko rozpoczęło się poranną mszą w niedzielę. Po niej ze Stoczka wyruszył 3-letni autokar DAF z firmy "Transport Autokarowy” z Białej Podlaskiej.

W końcu do mnie dotarło

Poniedziałek, kilkanaście minut po godz. 2 w nocy. Do Polski docierają pierwsze informacje o tragedii. Jednak większość bliskich jeszcze nic nie wie o losie pielgrzymów. - Córka zadzwoniła do mnie do pracy o 7.30, że jakiś wypadek polskiego autokaru był na Węgrzech - opowiada Janusz Gołąb. - Z początku nie skojarzyłem. Potem były informacje w radiu i dotarło do mnie: Tam była moja żona...
O tej samej porze wójt Czemiernik, Kazimierz Sobieszak, dodzwonił się do o. Stefana. Do Medjugorie pojechały jego dwie córki i żona brata.
Po wyjeździe ze Stoczka autokar zatrzymał się w Lublinie, gdzie dosiadło się kilkanaście osób. Potem był jeszcze jeden przystanek. Tu dosiadły się 2-3 osoby. - Zapisały się w ostatniej chwili - mówi o. Włodzimierz Machulak ze stoczkowskiej prowincji. - Były wolne miejsca, kilka osób się wypisało, bo nie mogły jechać.
Na listach pielgrzymów nie ma danych tych osób. Docierają sprzeczne informacje: że to były dziewczyny z Krakowa, że jedna mieszkała gdzieś pod Szczecinem...

Strzępy informacji

Godzina 11. W Domu Pomocy Społecznej prowadzonym przez franciszkanów panuje dramatyczna atmosfera. Ojciec Włodzimierz nawet na chwilę nie może odejść od telefonu. - Brat Stefan zawsze jechał obok kierowcy. Rozmawiał z nim, podtrzymywał na duchu. W autokarze było w sumie trzech kapłanów. O jednym z nich, Wiesławie Maju, nic jeszcze nie wiadomo. Pozostali żyją.
I znowu telefon. Nie wiadomo, kto przeżył, kto nie. Docierają strzępy informacji, listy hospitalizowanych. O. Włodzimierz toczy walkę z faksem: nie udaje się wysłać listy pielgrzymów do konsulatu polskiego na Węgrzech.
Pielgrzymka miała dotrzeć do celu wtorkowym popołudniem, a wrócić w nocy z niedzieli na poniedziałek. Pielgrzymki organizowane przez Stefana Banaszczuka zawsze cieszyły się popularnością. Ostatnia była w lutym.

Obie przeżyły

Do Medjugorie miało zjechać w sumie blisko 3 tysiące kapłanów. Właśnie zaczynały się rekolekcje kapłańskie.
- Córki bardzo chciały pojechać - mówi wzruszony wójt, Kazimierz Sobieszek. 21-letnia Marzena studiuje ekonomię w Poznaniu, 18-letnia Marta skończyła II klasę liceum. Obie przeżyły.
- Tu jest centrum informacyjne - wyjaśnia wójt. - Jestem w stałym kontakcie z MSZ, ministerstwem infrastruktury i polskim konsulem.
Do wójta dzwonią rodziny pielgrzymów, wójt przekazuje informacje, ma listy ponad 20 hospitalizowanych. - O zmarłych poinformuje ambasada.
Tuż przed 12 dzwoni telefon. - Marzena!? Skąd dzwonisz? - Kazimierz Sobieszek jest strasznie podenerwowany. Słabo słyszy córkę. Ale słyszy dobre nowiny... - Nie ma złamanego barku!
Marzena Sobieszek opowiada przez telefon: - Obudziłam się na rondzie, Marta jeszcze spała. Pamiętam tylko koziołkowa... - rozmowa została przerwana.
- Widziałem ten autokar, jak odprowadzałem córki - mówi wójt. - Dobra, nowoczesna maszyna.

Mama była brunetką

Na pielgrzymkę pojechała też Alfreda Powałka. - To trudna chwila. Nic nie wiemy, cały czas czekamy - mówią jej najbliżsi.
W siedzibie oo. franciszkanów w Stoczku też wszyscy czekają. Na informacje, kto żyje. - Dzwonili z PZU, że wyślą autokar po rannych - przekazuje najświeższe wiadomości o. Włodzimierz. - Dzwonili też z radia Józef, o 17.30 rozpoczniemy różaniec i mszę w intencji ofiar.
Odjeżdżający autokar widział również Janusz Gołąb i jego syn Łukasz. - Żona siedziała w środku... Była tak pełna werwy, miała tyle planów... - właśnie dotarła do nich lista 32 hospitalizowanych osób. Nie ma na niej Urszuli Gołąb. - Jednej osoby nie zidentyfikowali. To blondynka ze śladem na nodze po ugryzieniu psa. - Mama była brunetką... - mówi Łukasz.
Druga lista, jeszcze bez nazwisk, to 19 pozycji. To ofiary śmiertelne. I to wszystko. - Siostra mieszka w Warszawie i poleciała tym rządowym samolotem. Od niej będą informacje ostateczne, choć już teraz praktycznie wiadomo... - mówi Janusz Gołąb.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!