czwartek, 19 października 2017 r.

Biała Podlaska

Terespol. Turyści przemytnicy: Jakich przedmiotów nie wolno przywozić

  Edytuj ten wpis
Dodano: 20 sierpnia 2010, 17:27

Zwykle są to muszle i koralowce. Ale zdarzają się też wypchane zwierzęta, rogi czy nalewka na wężu. Każdy turysta chce przywieźć z dalekich krajów wyjątkową pamiątkę. Gorzej, gdy na granicy okazuje się, że za niepozorny drobiazg czeka go sporo kłopotów.

Wakacje to dla celników bardzo pracowity okres. To właśnie wtedy trafia do nich najwięcej nietypowych pamiątek z letnich wyjazdów. Bo okazuje się, że nawet mała muszelka zabrana z plaży może nam sprawić wiele kłopotów na granicy.

– Ludzie najczęściej próbują przewieźć właśnie muszle i koralowce – mówi Piotr Kraszewski, koordynator do spraw gatunków zagrożonych wyginięciem w białostockiej Izbie Celnej. – Nawet swojej żonie muszę czasem tłumaczyć, że trzeba na nie uważać.

Ryzykowny kawior

Międzynarodowe umowy regulują, co i w jakich warunkach można przewozić przez granicę. Przepisy są sztywne, dokładnie określają, ile i jakie muszelki możemy zabrać do domu. Trzeba uważać, bo przemyt chronionych okazów to przestępstwo, za które grozi od 3 miesięcy do 5 lat więzienia.

I tak na przykład muszli skrzydelnika olbrzymiego albo przydaczni można zabrać ze sobą tylko po trzy na osobę. Lepiej też uważać na torebki i paski ze skóry krokodyla, bo celnicy pozwolą nam przewieźć tylko cztery sztuki.

W Białymstoku najczęściej trafia się nielegalny kawior. Rarytas przywożony jest głównie z Rosji. Żeby mógł zostać bez problemu wpuszczony do kraju musi spełniać odpowiednie warunki. – Można mieć ze sobą do 125 gram na osobę, i to tylko w opakowaniu indywidualnie oznakowanym – mówi Maciej Czarnecki, rzecznik podlaskich celników.Ten, który nie spełnia wymogów zostaje na granicy. A właściciel musi się liczyć z nieprzyjemnościami.

Ale to pierwszy raz

U podlaskich celników, co jakiś czas trafia się niczego nieświadomy turysta, który przewozi niedozwolone przedmioty. Tak było w Połowcach. W schowku samochodu Polaka wracającego z Białorusi znaleźli naboje, na które mężczyzna nie miał żadnych dokumentów. Turysta tłumaczył potem, że wyjechał na Białoruś na polowanie. Jednak kiedy wracał zapomniał je wyjąć z auta. Musiał zostać na granicy do wyjaśnienia sprawy.

– Wszyscy tłumaczą się niewiedzą. Mówią, że to przypadek, że pierwszy raz – mówi Maciej Czarnecki. – Ale szybko możemy sprawdzić, czy taka osoba nie figuruje już w systemie jako związana z przemytem.

Zagubiony miś

Do legend naszej Izby Celnej weszła historia cyrku, który zawitał do Polski kilkanaście lat temu. – Przyjechali na występy, więc dostali czasową wizę. Po kilku dniach mieli wrócić do Kuźnicy – opowiada Maciej Czarnecki.

I owszem: cyrk wyjechał. Ale w ekipie zabrakło jednego z treserów i jego niedźwiedzia. Mężczyzna postanowił nielegalnie zostać w Polsce. Celnicy musieli odszukać brakującego misia. Zwierzę przebywało na prywatnej posesji w jednej z podbiałostockich miejscowości. Trafiło do schroniska dla dzikich zwierząt.

Zwykle jednak wątpliwie pamiątki trafiają się podczas kontroli celnej. Turystom wracającym z zagranicznych wypraw zależy, żeby ich prezent był wyjątkowy i oryginalny. A to już krok do kłopotów. Na liście ryzykownych towarów, których nie należy kupować i przewozić przez granicę znajdziemy kawior, skóry lub wyroby ze skór dzikich kotów, niedźwiedzi, wilków, węży, krokodyli, waranów czy wypchanych drapieżnych ptaków.

Lepiej uważać też na naturalne medykamenty i produkty lecznicze ze zwierząt (np. niedźwiedzi albo pijawek). Nie warto też zabierać do domu koralowców, muszli i nalewek na kobrach lub innych wężach.

Żmijowa wódka

Taką żmijową wódkę zatrzymali ostatnio podlascy celnicy w Kuźnicy. Mężczyzna próbował wwieźć do kraju butelkę, w której znajdował się martwy gad. Tłumaczył celnikom, że alkohol kupił w Chinach.
Funkcjonariusze dokładnie sprawdzili, czy zwierzę nie znajduje się na liście zagrożonych gatunków, których nie wolno przewozić. Tym razem okazało się jednak, że okaz jest dość pospolity, a wódkę turysta dostał z powrotem.

Papuga w butelce

Prawo surowo traktuje osoby przemycające zwłaszcza żywe zwierzęta. I słusznie, bo przemytnicy próbują każdego nawet najbardziej drastycznego sposobu, żeby wwieźć je do Polski. – Znajdujemy żółwie upchnięte w baku samochodowym, jak papierosy. Albo ptaki zamknięte w plastikowych butelkach – mówi Piotr Kraszewski.

Chociaż to żywe zwierzęta, przemytnicy potrafią zakleić im łapki, tak by nie mogły się ruszać. Po czym pakują je w torby podróżne, albo zakamarki auta. Nie wszystkie zwierzaki przeżywają taką trasę.
– Ostatnio modne stało się sprowadzanie dzikich kotów – przyznaje jeden z celników. – Koledzy zatrzymali na Okęciu pięć klatek z kotami. Ich właściciel utrzymywał, że to zwykłe dachowce. Ale szybko okazało się, że to dzikie serwale i ryś stepowy.

Żeby uniknąć przykrej niespodzianki po powrocie z wakacji, lepiej jeszcze przed wyjazdem sprawdzić, co wolno przywieźć do Polski. Takie informacje znajdziemy w internecie na stronach Ministerstwa Finansów, Izby Celnej czy WWF Polska, organizacji zajmującej się ochroną roślin i zwierząt.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!