czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Tną las na potęgę

Dodano: 6 stycznia 2005, 21:35

Złodzieje preferują olchy i brzozy. Te gatunki drzew doskonale nadają się na opał. Tylko w ubiegłym roku w Nadleśnictwie Biała Podlaska ujawniono blisko 90 przypadków kradzieży drewna. Najwięcej na terenie leśnictwa Grabarka oraz Rudka.

- Do kradzieży najczęściej dochodzi jesienią i zimą - mówi Antoni Kołodyński, komendant bialskiej Straży Leśnej. - Ludzie potrzebują opału. Wtedy też łatwo jest zatrzeć ślady. Kołodyński dodaje, że są takie miejsca, gdzie proceder ten stał się rodzinną tradycją. - Im się wydaje, że kradnąc drzewo z lasu państwowego, nie robią nic złego. Nie odstraszają ich żadne kary.
Kilkanaście lat temu kradli przede wszystkim rolnicy. Teraz, ze względu na ubożenie społeczeństwa i dość wysokie bezrobocie, zajmują się tym również ludzie mieszkający w miastach. - Dość często korzystają oni z usług osób nielegalnie handlujących drewnem - mówi Krzysztof Gajewski, komendant posterunku Straży Leśnej Nadleśnictwa Międzyrzec Podlaski. - Takim chłonnym rynkiem jest bialska Kołychawa.
W tym nadleśnictwie w ubiegłym roku odnotowano 40 przypadków kradzieży drewna, a straty spowodowane działalnością złodziei oszacowano na 11 tys. zł. Najczęściej grasowali oni na terenie leśnictwa Sokule, Dołha oraz Leszczanka.
Coraz częściej złodzieje decydują się na kradzież drzewa na pniu.
- W takich sytuacjach mamy ułatwione zadanie, bo sprawcy pozostawiają wiele śladów. Dość szybko możemy ustalić, jakim narzędziem ścięto dane drzewo - mówi komendant bialskiej Straży Leśnej.
Strażnicy leśni mają swoje metody wykrywania posiadaczy nielegalnego drewna. W przypadku drewna tzw. stosowego znakiem rozpoznawczym może być nabita płytka odbiorcza. Umieszcza się na niej kod kreskowy nadleśnictwa oraz leśnictwa. Miejsce pochodzenia ustalić można również na podstawie przekroju poprzecznego drewna.
- W nadleśnictwach brakuje strażników leśnych. W każdym zatrudniamy dwóch, trzech - mówi Małgorzata Kołodziejczyk, rzecznik prasowy Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Lublinie. - Nie są oni w stanie dopilnować tysięcy hektarów lasu.

Niechlubne statystyki

W ubiegłym roku najwięcej przypadków kradzieży drewna odnotowano w Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Radomiu. RDLP w Lublinie zajmuje
w tym rankingu drugie miejsce. Na jej terenie wykryto 1344 takich zdarzeń. Wartość strat oszacowano na blisko 350 tys. zł.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!