sobota, 24 czerwca 2017 r.

Biała Podlaska

To było straszne...

Dodano: 4 lipca 2002, 20:02

 (Jacek Mirosław)
(Jacek Mirosław)

W środę wieczorem do Lublina wróciły cztery uczestniczki pielgrzymki, poszkodowane w poniedziałkowym wypadku nad Balatonem. Do Państwowego Szpitala Klinicznego nr 4 przyjechały Małgorzata Andrzejczak i Anna Stańko z Lublina oraz Marzena i Marta Sobieszek, córki wójta Czemiernik.

- Córki czują się dobrze - mówi Kazimierz Sobieszek. - Jedna ma złamany obojczyk, druga jest mocno posiniaczona. Ale ogólnie są w dobrej kondycji.
Pozostałe dwie kobiety pozostają na razie w szpitalu.
- Pani Andrzejczak jest w niezłym stanie - powiedział nam Wiesław Przeszlak, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w PSK 4. - Ma uraz kręgosłupa szyjnego i piersiowego, i jest ogólnie potłuczona.
Małgorzatę Andrzejczak spotkaliśmy czekającą na prześwietlenie.
- Psychicznie i fizycznie czuje się źle - powiedziała nam. - Wciąż jestem w szoku.
Pani Andrzejczak, oprócz kierowców, jest jedynym naocznym świadkiem wypadku.
- Siedziałam tuż obok kierowcy i rozmawiałam z nim, kiedy to się stało. Przed rondem jechaliśmy nie więcej niż 60 km/h - opowiada ranna. - Wtedy nie zadziałały hamulce. Drugi kierowca, który został niedawno zmieniony, krzyknął do prowadzącego: "hamuj!” Tamten krzyknął do ludzi: "Trzymajcie się! Nie mam hamulców!”
Po wypadku wszyscy czekali na pomoc.
- Za mną wyczołgał się człowiek bez nogi, ja sama wyczołgałam się na łokciach - opowiada Małgorzata Andrzejczak. - Próbowałam zrobić mu opatrunek. Najgorsze były te krzyki i jęki rannych...
Nasza bohaterka także była pod wrażeniem wielkiej serdeczności Węgrów.
- Rozmawiałam nawet z żoną premiera Węgier.
Teraz pani Małgorzata czeka na wyniki badań, to one zadecydują o tym, kiedy wróci do domu.
Druga z poszkodowanych, Anna Stańko, przebywa na oddziale laryngologii.
- Czuję się dobrze - mówi.
Czy pamięta wypadek?
- Spałam wtedy. W czasie wypadku straciłam przytomność. Ocknęłam się już na zewnątrz. Usłyszałam dźwięk wybijanych szyb i wtedy zaczęłam wołać pomocy. I zobaczyłam widok, którego nie zapomnę do końca życia: leżący, krzyczący, jęczący i ci, którzy już tylko leżeli. To było straszne...
Pani Anna szybko trafiła do szpitala. Od Węgrów dostała wszystko, czego tylko potrzebowała.
- Miałam całą głowę we krwi. Jedna z pielęgniarek natychmiast pobiegła po własny szampon i pomogła mi się umyć.
Anna Stańko spotkała się ze swoim mężem na lotnisku w Budapeszcie. - Do kraju wróciłam, jak pani doktor: w białych spodniach, w białym kitlu... Wszystko dostałam od lekarzy, bo własnych ubrań nie mieliśmy.
W poniedziałkową noc mąż pani Anny przeżywał straszne chwile.
- Moja koleżanka w autobusie właśnie wysyłała SMS-a do swojej znajomej w kraju. Ostatni mówił o wypadku - opowiada Anna.
To była również znajoma jej męża, którego natychmiast o tym poinformowała.
- Ale o tym, że żyję, dowiedział się dopiero rano...
Pod koniec tygodnia do Polski powinien wyruszyć konwój z ciałami zmarłych.
- Wszystkim zajął się ubezpieczyciel - mówi Leszek Kowalski, naczelnik wydziału opieki konsularnej w MSZ. - Jedna firma przywiezie ciała do Polski i porozwozi je do konkretnych miejsc.
Tymczasem w całym województwie lubelskim trwała wczoraj żałoba ogłoszona przez wojewodę Andrzeja Kurowskiego.
- Na naszym urzędzie flaga jest do połowy opuszczona - mówi Małgorzata Trąbka z zespołu prasowego LUW. - Mamy też informacje o odwołaniu wielu imprez. Apel wojewody generalnie poskutkował.
Odwołano spektakl w lubelskim Teatrze im. Osterwy oraz seanse w wielu kinach. Także kluby muzyczne zrezygnowały z dyskotek.
- To tragiczne wydarzenie - mówi jeden z właścicieli dyskotek. - Lokal zam-
knąłem. Trzeba uszanować pamięć zabitych.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!