sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Topnieją szeregi zesłańców

Dodano: 17 września 2007, 18:13

Panią Zofię Osińską, najstarszą bialską sybiraczkę, spotkaliśmy wczoraj na uroczystościach Dnia Sybiraka. Jej bracia byli w AK.

Za to po wojnie musiała odpokutować na Syberii cała jej rodzina.

- Był rok 1944. Kaci z NKWD przyszli nocą i kazali się ubierać. Bili po twarzach - opowiadała wczoraj 96-letnia Zofia Osińska. - Przeszliśmy swoją drogę krzyżową w więzieniach w Grodnie, obozie więziennym w Orszy i łagrach Komi. Ja byłam na zesłaniu do stycznia 1949 roku, a siostra Józefa aż do grudnia 1953.
Swoją historię opowiedziała też Leokadia Siliwon z Janowa Podlaskiego, dziś emerytowana nauczycielka. Jej gehenna rozpoczęła się w czerwcu 1953 r., gdy została wywieziona na południe Kazachstanu. - Zabrano mnie ze sklepiku w Wołożynie. Miałam kułackie pochodzenie. Trafiłam do Czapajewska koło Kujbyszewa. Bez rodziny. Najgorsze były srogie zimy i głód. Kiedyś, gdy oczyszczałam kanał, osypała się na mnie ziemia. W ostatniej chwili odkopali mnie towarzysze niedoli - wspominała.
Szeregi Związku Sybiraków szybko topnieją. Kilkanaście lat temu bialski oddział liczył prawie 540 członków. Przed dwoma laty już tylko 120. Tyle samo jest dziś, ale do bialskiej organizacji przyłączono sybiraków z Międzyrzeca Podlaskiego i Radzynia Podlaskiego. Na wczorajsze uroczystości przybyła ich tylko garstka.
- Wykruszamy się. W Radzyniu trzeba było nawet rozwiązać koło - przyznaje Izabela Czerwińska, sekretarz oddziału w Białej Podlaskiej. - Dopiero w ostatnich latach poprawił się nasz byt dzięki świadczeniom kombatanckim i możliwości uzyskania przez niektóre osoby statusu inwalidy represjonowanego.
Izabela Czerwińska została sybiraczką, gdy miała siedem miesięcy. W 1940 r. wywieziono ją z rodziną z Brześcia w głąb Kazachstanu. Wrócili po 6 latach. Wysiedli w Białej Podlaskiej z pociągu jadącego do Szczecina. Osiedlili się w mieście nad Krzną, niedaleko ich kresów.
Dziś do Związku Sybiraków trafiają dzieci zesłańców. Jak np. Tadeusz Łazowski, starosta bialski oraz Jerzy Nowachowicz, kierownik kina "Merkury”. - Niemal cała moja rodzina była w AK. W 1944 r. wywieziono za Bug mojego ojca Jana i dziadka Józefa. Przez lata musiałem pisać w życiorysach, że "zginęli w zawierusze wojennej” - mówi Nowachowicz.
Kiedy już można było otwarcie mówić o przeszłości, napisał do prezydenta Gorbaczowa list z prośbą o wskazanie miejsca śmierci ojca. Rosyjski prokurator odpisał tylko, że zginął i został pochowany w Witebsku.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!