piątek, 2 grudnia 2016 r.

Biała Podlaska

Trzeba jakoś przetrwać


Janusz Pawelec tnie rury na "rozpory” wykorzystywane później do usztywnienia obudów górniczych w ch
Janusz Pawelec tnie rury na \"rozpory” wykorzystywane później do usztywnienia obudów górniczych w ch

W Radzyniu o pracę trudno. Większość firm dawno padła, recesji oparło się zaledwie kilka. Dlatego ci, którzy pracują w Górniczej Fabryce Narzędzi, nie narzekają. Płace mogłyby być co prawda wyższe, ale za to pensje odbiera się - punktualnie jak w zegarku - co miesiąc

Fabryka ma już stuletnią tradycję. Przed wojną był to zakład Laskowskiego i wśród radzyniaków do dziś tak zostało. Gdzie pracujesz? - w Laskowskim i wiadomo, o którą chodzi firmę. Za komuny robili głównie zęby do bron. Były pegeery, zbyt był pewny. Nowa rzeczywistość wymusiła zmiany. Zaczęli robić śruby dla kolei i rozpory dla górnictwa. W 1994 roku zakład przekształcił się w spółkę pracowniczą. Nie chcieli likwidacji ani wykupienia przez kogoś z zewnątrz. I tak funkcjonują do dziś.

Blokada dla zarządu

- Przed prywatyzacją dyrektor wysłał nas w Polskę, żeby zobaczyć jak inni się prywatyzują - mówi Janusz Kłosowski, przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników, który należy do Porozumienia Związków Zawodowych Górnictwa. - Pojeździliśmy po różnych firmach. Popatrzyliśmy i podjęliśmy decyzję - kupujemy sami. Chociaż ludzie bali się, że nie będzie ich na to stać.
Ale każdy pracownik dostał wtedy od firmy na rękę po 5 milionów starych złotych. Mógł kupić udziały albo zrobić co chce. Większość zainwestowała w fabrykę. Zrobili wtedy zastrzeżenie, że zarząd nie może mieć więcej niż 38 procent.
- Wie pani, tylko po to, by załoga miała decydujący głos - dodaje Kłosowski.
To po co są związki zawodowe? - Upominamy się o sorty ubraniowe, o podwyżki. - mówi przewodniczący.
- Trzeba pilnować, żeby był przestrzegamy kodeks pracy - uzupełnia szef "Solidarności” Zbigniew Kowalczyk. - Związki muszą być.

Pierwsza i ostatnia praca

Kłosowski pracuje w fabryce od 27 lat, przyszedł do zakładu po szkole średniej. Teraz jest mistrzem produkcji. Szefów zna od lat - dla prezesa Jana Brożka i wiceprezesa Jerzego Szczepaniuka też była to pierwsza i, jak mają nadzieję, ostatnia praca.
- Wielu ludzi pracuje w fabryce od lat - mówi Brożek. - Dlatego to jest taki jakby rodzinny zakład. Znamy swoich pracowników, ich rodziny, wiemy komu pomóc i jak.
Brożek był derektorem fabryki jeszcze przed prywatyzacją. Już wtedy zabiegał o nowe rynki zbytu, o to by utrzymać zakład na powierzchni. Potem szkolił się w USA. - Pamiętam, to było za Mazowieckiego, byłem blisko z ministrem przemysłu, bo on też z tych stron - wspomina. - Stoimy na schodach w ministerstwie, podchodzi jakiś urzędnik. Mówi do ministra, że jest wniosek o odwołanie dyrektora dużego zakładu. Minister pyta - kto wnioskuje ? On na to, że "Solidarność”. To odwołać - decyduje szybko minister. A ja myślę sobie, że jak tak ma być, że nikt nie pyta o nic, tylko odwołuje, to trzeba się szybko dokształcać. Może i mnie wywiozą z zakładu i przyjdzie nowej pracy szukać?
Ale nie wywieźli. Rada Pracownicza zgodziła się na wyjazd szefa do USA. Wrócił mając inne spojrzenie na świat. - Uczyli nas rzetelności kupieckiej i uczciwości w interesach - opowiada Brożek. - Pamiętam był wykład z ekonomii. Profesor mówi, że produkcja jest opłacalna przy 3- procentowym zysku, a handel przy 7 procentach. Koło mnie siedział dyrektor Peweksu. Obudźcie mnie jak dojdą do 30 procent - kpił. Peweksu już nie ma, a GNF istnieje do dziś.
Wtedy też fabryka miała 30-40 procent zysku. Ale przyszła recesja. - Dziś pracujemy na 3 do 7 procent - dodaje Brożek. - I warto. Bo jest praca dla ludzi, są terminowe wypłaty, chociaż trudno o amortyzację sprzętu przy takich zyskach.

Ciężkie rynki

Pracują dla górnictwa, kolei i rolnictwa, bo nie zrezygnowali z zębów do bron. Najtrudniejsze rynki, brak gotówki w obiegu. Brożek krąży miedzy Śląskiem, Warszawą, Szczecinem. Załatwia kompensaty. Kopalnie płacą węglem, koleje stalą. GFN sprzedaje węgiel. W ten sposób pozyskują gotówkę. Gotówka jest też z importu. Śruby, rozpory z Radzynia wędrują w świat - do Niemiec, Danii, Szwecji, Włoch, Peru i Brazylii.
- Ale nie jest łatwo - podsumowuje Brożek.

Kapitalizm z ludzką twarzą

GFN szczyci się tym, że mimo recesji nie zwalniają ludzi. Ba, nawet dodatkowo blisko 20 osób przyjęli niedawno.
- Gdybym zwolnił część załogi płace byłyby wyższe - mówi Brożek. - Ci co zostaliby, byliby zadowoleni. A reszta? Gdzie znajdzie pracę?
Średnia zarobków w zakładzie wynosi 1800 złotych. Kłosowski mówi, że na rękę bierze się w granicach 1000-1200 złotych.
- Niewiele, chcielibyśmy podwyżek - wzdycha. - Ale wiemy, że sytuacja na rynku jest trudna. Wolimy też zarabiać mniej, niż zgodzić się na zwolnienia ludzi.
- Każdy by chciał więcej - mówi Kowalczyk. - Ale nie ma co marudzić. Wkoło firmy padły, kilka zostało na rynku. Z dawnych państwowych tylko my i PKS. A znam i takie zakłady, gdzie na pieniądze czeka się po trzy miesiące. U nas przynajmniej nigdy nie było poślizgu.
Ostatnie dywidendy wzięli w 1997 roku. Potem było trochę strat i powolne wychodzenie na prostą. O kokosach nie ma co marzyć, szczególnie, że mieli nietrafioną inwestycję. Kupili młyn, który teraz świeci pustką i coś z nim trzeba zrobić.
- Ale to nie wina zarządu - podkreślają związkowcy. - Było zebranie udziałowców, wszyscy wyrazili zgodę.

Wykorzystać myśl techniczną

Brożek jest od kadr i rynków, od techniki Szczepaniuk. Inżynierów mieli w swojej historii różnych, przychodzili, odchodzili, bo się nie nadawali. Udało się jednak wreszcie skompletować dobry zespól - młodzi, prężni ludzie.
- Nasz inżynier Artur Mitura skonstruował z kolegą obrabiarkę, za którą pewnie ze 400 tysięcy trzeba by zapłacić - Szczepaniuk nie ukrywa zadowolenia. - Opatentowaliśmy ją. Mamy i inne urządzenia naszego pomysłu. Motywujemy ludzi do myślenia, za każdą innowację usprawniającą proces produkcji jest nagroda.
Za przekroczenie ustalonej normy - premia. Socjalistyczny system pracy?
- No nie - śmieje się Szczepaniuk. - Poza tym normy są tak ustawione, że trzeba się bardzo starać, żeby ich nie wykonać.
Pracownicy GNF wierzą, że jakoś przejdą przez recesję, że karta jeszcze odwróci się, że przyjdzie czas na podwyżki i dywidendy.

Jan Brożek - prezes Górniczej Fabryki Narzędzi

Bez zrozumienia ze strony załogi, że sytuacja na rynku jest trudna, nie byłoby łatwo prowadzić firmę. Mamy spotkania, mówię jak jest. Wiadomo że jak chcę wygrać przetarg, do którego staje 20 firm, to nie mogę śrubować cen. Teraz opłaca się nawet wychodzić na przysłowiowe zero, byleby tylko była płynność finansowa i pieniądze na pensje.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO