piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

Twierdzą, że kraść w państwowym to nie grzech

Dodano: 15 stycznia 2004, 18:03

Leśni złodzieje i kłusownicy wychodzą z prostego założenia, iż z lasów państwowych, można wynieść wszystko i nie będzie to przestępstwem. Zdarza się więc, iż działają grupy zajmujące się masową wycinką drzew. Kłusownictwo przechodzi z ojca na syna, a jak nie ma czym rozpalić w piecu, to wiadomo, że w lesie czekają gotowe kłody.

- Nic się nie zmieniło pod tym względem. Samowolne wycinki na tym terenie nigdy się nie skończą, bo taka jest mentalność mieszkańców wschodniej ściany - twierdzi Paweł Ligaj, nadleśniczy bialskiego nadleśnictwa.
W porównaniu z ogólną liczbą wycinanych rocznie drzew, wycinki nielegalne stanowią marginalną ilość. Bialskie nadleśnictwo zwraca jednak uwagę na inną statystykę. Pod względem kradzieży drewna nasz region znajduje się w krajowej czołówce. Faktem jest, że najczęściej ginie drewno opałowe. Pracownicy nadleśnictw doskonale zdają sobie sprawę, że trafia ono do domów pobliskich wsi.
- Rolnicy to pobożni ludzie, dziesięć przykazań to dla nich świętość. Jak ich spytać dlaczego kradną w lesie, to zawsze odpowiadają, że to nie grzech. Ich zdaniem lasy państwowe, to własność wszystkich i wszyscy mogą do woli z niej korzystać - wyjaśnia P. Ligaj.
Okazuje się, że ludzie wywożą drzewo nie tylko na własne potrzeby. Zdarzają się zorganizowane grupy z samochodami dostawczymi. - Wycinają jednorazowo określone gatunki drzew. Na przykład dorodne dęby, lub zabierają już ścięte, ale o odpowiedniej długości. Wiadomo, że jest to kradzież na zamówienie. Takie drzewo trudno będzie odzyskać, lub złapać rabusi, gdyż z pewnością towar szybko trafił do nabywcy - mówi Tadeusz Charkiewicz, nadleśniczy z Sarnak. Przypuszcza, że na terenie jego nadleśnictwa działają przynajmniej dwie takie grupy.
Problemy stwarzają też kłusownicy. Aktualnie ich ofiarą pada sarna i dzik. Leśnicy twierdzą, że wnykarze to wytrawni znawcy lasów i zwierzyny. Niektórym rzeczywiście chodzi o zdobywanie pokarmu, jednak większość to hobbyści.
- Groźba kary nie za wiele tu zmieni, kłusownictwo to tradycja, fach nabywany od małego. Najlepsze co możemy robić w takich sytuacjach, to rutynowe patrole polegające na penetracji najbardziej newralgicznych miejsc - wyjaśnia Krzysztof Chołowiński z nadleśnictwa w Radzyniu Podlaskim. •

Piotr Gruszeczka przewodniczący Zarządu Okręgowego PZŁ w Białej Podlaskiej.

-Nowe przepisy mogą nam częściowo ułatwić łapanie kłusowników. W ich świetle, do odpowiedzialności za kłusownictwo można pociągnąć, tylko na podstawie posiadania zwierzęcia, które wpadło w sidła. Dlatego jeśli ktoś zauważy w lesie uwięzione zwierze, niech nie ratuje go na własną rękę, tylko zawiadomi stosowne służby. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!