poniedziałek, 18 grudnia 2017 r.

Biała Podlaska

Ugasili pożar domu wiadrami. Ryzykowali choć nie mieli sprzętu

  Edytuj ten wpis
Dodano: 7 marca 2013, 15:42

Strażacy ryzykowali, chociaż nie mieli sprzętu gaśniczego, a w budynku nikogo już nie było ( Urząd M
Strażacy ryzykowali, chociaż nie mieli sprzętu gaśniczego, a w budynku nikogo już nie było ( Urząd M

Dwaj funkcjonariusze Straży Miejskiej (na zdjęciu z lewej strony: Marek Makaruk, w głębi Jerzy Jakoniuk) wiadrami z wodą ugasili pożar jednorodzinnego domu. Prezydent miasta wręczył im wczoraj nagrody

Nagrodzeni funkcjonariusze to Marek Makaruk i Jerzy Jakoniuk. – Obaj pracują w Straży Miejskiej od kilkunastu lat. To zdyscyplinowani, chętni do pracy funkcjonariusze – mówi Artur Żukowski, komendant Straży Miejskiej w Białej Podlaskiej. – Taka sytuacja zdarzyła im się po raz pierwszy, bo trudno porównywać gaszenie płonącego śmietnika z gaszeniem pożaru w domu. Jednak kiedy pali się śmietnik, to też można czekać, aż przyjedzie Straż Pożarna. Ale oni tak nie postępują.

Pożar gasili 21 lutego. Palił się dom jednorodzinny przy ul. Szymanowskiego w Białej Podlaskiej. Znaleźli się w pobliżu przypadkowo.

– Pojechali interweniować w sprawie nieprawidłowego składowania śniegu. Kiedy tam dotarli, z jednego z domów w okolicy wybiegła kobieta wzywająca pomocy. Płonął dom – relacjonuje komendant Żukowski. – Najpierw wzięli gaśnicę samochodową. Potem zorganizowali pomoc. Ludzie podawali im naczynia z wodą, a oni na zmianę wchodzili do budynku i gasili pożar.

Jeden z bohaterskich funkcjonariuszy, Jerzy Jakoniuk, miał już doświadczenie z gaszeniem ognia. Był kiedyś w wojskowej straży pożarnej. – Zdążył powiedzieć koledze, żeby wchodząc do budynku wstrzymywał oddech – zaznacza komendant Żukowski.

Dzięki temu nie zatruli się poważnie dymem. – Wystarczyła nam godzina pod tlenem na izbie przyjęć – mówi Jerzy Jakoniuk.

Dlaczego ryzykowali, chociaż nie mieli sprzętu gaśniczego, a w budynku nikogo już nie było? – W środku była lakierowana boazeria. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko. Nie myśleliśmy wtedy o zagrożeniu, tylko o tym, żeby pomóc i ratować mienie – mówi Jakoniuk.

– W takich chwilach działa adrenalina. Decyzje podejmuje się w ułamkach sekundy. Mogliśmy czekać, ale chcieliśmy pomóc – mówi Marek Makaruk.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!