czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Biała Podlaska

W Denver zmarł Mikołaj Zieniuk żołnierz 34. Pułku Piechoty

Dodano: 25 stycznia 2017, 18:41
Autor: oprac. eb

fot. Prawosławny Ordynariat Wojska Polskiego
fot. Prawosławny Ordynariat Wojska Polskiego

W Denver zmarł porucznik Mikołaj Zieniuk, żołnierz przedwojennego, bialskiego 34. Pułku Piechoty.

Zieniuk urodził się w  1914 roku w Ortelu Królewskim niedaleko Białej Podlaskiej. W latach 1935 -1937 służył w 1. Kompanii 34. Pułku Piechoty w Białej Podlaskiej. Trafił do zwiadu konnego.  Ukończył kurs przodownika pracy społecznej na wsi i Szkołę Podoficerską.

- Trafiłem do zwiadu konnego i kolarzy. A tak, jeździliśmy na rowerach. Kiedy było trzeba, przepływaliśmy na snopach zboża przez rzeki. Z karabinem na plecach. Chcieli mnie wojskowi zostawić w wojsku, ale się nie zgodziłem. W okopach miałem złamane cztery żebra, kontuzję nogi i już wtedy przytępiony słuch. A ja bardzo chciałem malować, odnawiać cerkwie i kościoły - opowiadał kilka lat temu Dziennikowi Wschodniemu.

Po wojsku Zieniuk pracował jako urzędnik pocztowy na Wołyniu. Tam  poznał Annę Sidoruk, z którą  w 1938 roku wstąpił w związek małżeński. Gdy wybuchła wojna Mikołaj Zieniuk wezwany został do 50.  Pułku Piechoty w Kowlu do plutonu zwiadu. Trafił na front. Wkrótce po krwawej bitwie pod Włodzimierzem Wołyńskim został wzięty do niewoli niemieckiej w Meklemburgii gdzie przebywał do końca wojny. Cudem odnalazł żonę, która też w Niemczech była zesłana na roboty. Uciekali poprzez Elbę do Hamburga. Tułali się po obozach cywilnych. W Niemczech urodzili się synowie Mikołaj i Jerry. Do Polski bali się wracać.

W 1950 roku cała rodzina wyjechała do USA. Osiedlili się w Kolorado. Tam Zieniuk dostał stałą pracę w kampanii Gatis. Zajmował się dobieraniem farb i dekoracjami. Tak pracował do emerytury.  W 2006 roku wrócił z żoną do  Białej Podlaskiej. Zieniukowie otrzymali polskie obywatelstwo.  W 2007 roku Zieniuk otrzymał awans na podporucznika rezerwy Wojska Polskiego.

Jednak małżeństwo nie mogło odnaleźć się w polskiej rzeczywistości, w tutejszej biurokracji  i problemach ze służbą zdrowia.  Dlatego  wrócili na stale do USA. Nawet jako 102-latek  Mikołaj Zieniuk zachował w pełni sprawność umysłową i fizyczną. Zmarł 31 grudnia 2016 roku. Pogrzeb odbył się 6 stycznia. Zgodnie z jego życzeniem pochowano go w mundurze wojskowym. Nabożeństwo odbyło się w cerkwi prawosławnej w Denver. O jego śmierci powiadomił na swojej  stronie internetowej Prawosławny Ordynariat Wojska Polskiego. 

Czytaj więcej o: wojsko Mikołaj Zieniuk
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (28 stycznia 2017 o 09:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Nawet tak zaprawiony przez życie na obczyźnie, wojsko i emigracje nie dał rady, żyć w tym zakłamanym, przesiąkniętym korupcją i przeklętym przez Boga kraju, z jego (nie)sprawiedliwością i wrócił do niby okrutnego i twardego kraju USA. Wolał obczyznę niż własny kraj na stare lata. Jest takie powiedzenie, "dasz sobie radę w USA, to dasz sobie radę na całym świecie, ale trzeba dopisać że z wyjątkiem polski i jej piekiełka" Na stare lata uciekał od tego dziadostwa, niesprawiedliwości i złodziejstwa w jakim żyjemy. Był potrzebny do zdjęć z obecnymi notablami, do uwiarygodnienia polskiego dziadostwa. Kamień na kamieniu niedługo tutaj nie zostanie, jak tak dalej pójdzie. Już nawet tak starzy ludzie stąd uciekają i wolą umrzeć na obczyźnie niż dożyć w tym dziadostwie jaka nas otacza. Negatywnym przykładem jest psl i jego rozdawnictwo publicznych pieniędzy po rodzinie i po uważaniu. Tak, Panie Mikołaju. Przyjechał Pan, rozejrzał się dookoła, rozeznał sytuacje po wojskowemu i uznał, że miejsce nie nadaje się do życia. Korupcja, nepotyzm i sromota. I wrócił tam skąd przyjechał, przynajmniej w spokoju dożył swoich dni. My starsi ludzie, tutaj takiego komfortu nie mamy. Tutaj, jak został, zadziobali go jak nie urzędnicy, to sąsiedzi lub rodzina. Plunąć na to polskie dziadostwo i uciekać stąd jak najdalej.
Rozwiń
Gość
Gość (27 stycznia 2017 o 19:31) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Drapnął mnie pazur historii Dodano: 27 marca 2008, 14:39 Autor: Marek Pietrzela AAAkomentarze0 Liczący blisko 94 lata Mikołaj Zieniuk to żołnierz przedwojennego, bialskiego 34 Pułku Piechoty. Walczył w ‘39. Potem był niemieckim jeńcem. Po wojnie, po kilkudziesięciu latach tułaczki i pracy w USA, w 2006 roku wraz z żoną Anną wrócił na stałe do rodzinnej Białej Podlaskiej. I nie wiadomo, czy wkrótce z niej nie ucieknie. - Ma w sobie dobre geny. Jego ojciec Emilian był w ochronie cara Mikołaja II. Na dworze carskim była też pochodząca ze znakomitej rosyjskiej rodziny jego matka Aleksandra. To dla niej ojciec przeszedł na prawosławie - wspomina bialski detektyw Zenon Zieniuk, który odkrył, że jego pradziadek wywodzi się z rodziny sędziwego bialczanina. Rodzina Cezary Nowogrodzki, właściciel galerii "Ulica Krzywa”, przyznaje, że pan Mikołaj jest nietuzinkową postacią, którą nieraz "drapnął pazur historii”. - Jego wujem był prawosławny arcybiskup Aleksy Gromadzki, który został zastrzelony w tajemniczych okolicznościach 7 maja 1943 roku w drodze do Krzemieńca - ujawnia. Co ciekawe, 7 maja urodził się też Mikołaj Zieniuk. W 1914 roku w Ortelu Królewskim, niedaleko Białej Podlaskiej. - To była wykształcona rodzina. Jeden wujek był nawet w Jałcie profesorem na uniwersytecie. Drugi pracował jako naczelnik stacji w Baranowiczach. Siostra skończyła szkołę handlową w Baranowiczach, starszy brat został księdzem, a drugi pracował jako naczelnik na kolei - wylicza Mikołaj Zieniuk. Zaraz dodaje, że rodzina w owym czasie miała też sporo ziemi. - Dawałem sobie radę. Po czterech klasach szkoły powszechnej w mojej wsi skończyłem szkołę w Piszczacu. W zwiadzie kolarzy Na przełomie 36/37 Zieniuk służył w 1 Kompanii 34 Pułku Piechoty w Białej Podlaskiej. Ukończył kurs przodownika pracy społecznej na wsi i Szkołę Podoficerską. - Trafiłem do zwiadu konnego i kolarzy. A tak, jeździliśmy na rowerach. Kiedy było trzeba, przepływaliśmy na snopach zboża przez rzeki. Z karabinem na plecach. Chcieli mnie wojskowi zostawić w wojsku, ale się nie zgodziłem. W okopach miałem złamane cztery żebra, kontuzję nogi i już wtedy przytępiony słuch. A ja bardzo chciałem malować, odnawiać cerkwie i kościoły... Po drodze jeszcze, na wiosennych manewrach, Zieniuk poznał pochodzącego z Brześcia kaprala Menachema Wolfowicza Begina, który w 1977 został premierem Izraela (a rok później laureatem pokojowej Nagrody Nobla). Obozowa tułaczka Po wojsku Zieniuk pracował jako urzędnik pocztowy na Ukrainie. W Wołyniu poznał młodszą o sześć lat Annę z zamożnej rodziny. Efekt? Ślub w 1938 roku. Szczęście jednak nie trwało długo. Wybucha wojna. Młody mąż zostaje w nocy wezwany do 50 Pułku Piechoty w Kowlu. W plutonie zwiadu trafia na front, gdzie wkrótce zostaje wzięty do niewoli. - Cieszyłem się, że popadłem na stronę niemiecką. Rosjanie by wtedy już mnie zabili albo zesłali na Syberię. Choć głód była straszny. Jedliśmy gotowane brukwie. Anglicy przysyłali nam przez Czerwony Krzyż zapieczętowane paczki z żywnością. - I tak, niemal cudem, Mikołaj Zieniuk dowiedział się, że jego żona też w Niemczech - zesłana na roboty u bauera. Ucieczka Wkrótce udało im się spotkać (Anna Zieniuk nie chce zdradzić, jak im się to udało). - Uciekaliśmy poprzez Elbę do Hamburga. Tam zawiązaliśmy Związek Polaków. Potem nas byłych jeńców przydzielono do dywizji pancernej generała Maczka. Anglicy jednak nas rozbroili. Zaczyna się tułaczka po obozach cywilnych. Jeszcze w Niemczech na świat przychodzi Mikołaj. W 1945 Jerry. W 1950 cała rodzina wyjeżdża do USA. Sukces za oceanem - Kiedy Rosjanie opanowali Polskę, obawiałem się, że jako specjalnie szkolony w zwiadzie przedwojennym mógłbym mieć kłopoty przy powrocie. Amerykański konsul doradził mi wyjazd do Kolorado. I tak zrobiłem: piękne góry, dobry klimat. Na początku było bardzo ciężko - przyznaje Zieniuk. - Nie znałem języka. Czekała mnie brudna praca w mleczarni; przy myciu sprzętu. Wieczorami chodziłem do szkoły. W szkole były jeniec poznaje się z Niemcem, właścicielem 17 firm na całym świecie. Maluje mu ściany, zaprzyjaźnia się. Niedługo potem Zieniuk dostaje pracę w kampanii Gatis: w departamencie malarskim. - Zajmowałem się dobieraniem farb i dekoracjami. Tam dopracowałem do emerytury. A synowie pokończyli studia. Mikołaj, po ekonomii, pracuje w Ford Motor Company. Został nawet dyrektorem fabryki w Brazylii. Dziś jest doradcą w NATO. A Jerry? Spełnił marzenie ojca i został malarzem. Od 1992 r. jest też profesorem Akademii Sztuk Pięknych w Monachium. Ciężko tu żyć Po co wrócił do Polski? - Pora umierać - mówi krótko. - Po wielu staraniach zdobyliśmy polskie obywatelstwo. Otrzymałem awans na porucznika. A tu co? Mamy kłopoty z bezpłatną służbą zdrowia. Na szczęście, inni docenili Mikołaja Zieniuka. Kilka dni termu w galerii "Ulica Krzywa” odbył się wernisaż jego obrazów. Sam artysta nie wypił symbolicznej lampki szampana, bo - jak zaznaczył - prowadzi samochód. Andrzej Czapski, bialski prezydent, obiecał pomoc w kłopotach z dostępem do służby zdrowia. Ale i tak weteran zastanawia się czy nie uciekać do Kolorado. - Nie ma w Polsce już tamtych gwiazd, które były za moich młodych lat. Nie ma tamtego słoneczka...
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!