piątek, 9 grudnia 2016 r.

Biała Podlaska

Zagrożone sklepy ciuchlandii

Dodano: 25 marca 2002, 17:14

Zaglądam tu często, spotykam też ludzi wysoko postawionych, nawet sędziny. W dzisiejszych czasach te sklepy to konieczność. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Nikogo nie stać na nowe ubrania - mówi klientka ciuchoteksu przy ulicy Pocztowej.

Emeryt Michał Buczko z Białej Podlaskiej od dwóch lat handluje używaną odzieżą. - Tak, żeby się nie nudzić, bo zarobek nędzny. Ostatnio zostaje mi po sto złotych, po opłaceniu czynszu. W końcówce marca wynajęte pomieszczenie trzeba jeszcze ogrzewać. Piecyk gazowy daje ciepło, ale paliwo kosztuje, a klientów jak na lekarstwo. Zachowują się jak w muzeum. Wejdą, popatrzą, mało co ich interesuje - opowiada sklepikarz.
Jedynie wieś chętnie się u niego zaopatruje. Całe rodziny przyjeżdżają. Nic dziwnego, za cenę jednej nowej szmaty, wszyscy się tu ubiorą. Oprócz całorocznych ubrań, bielizny, butów, znajdzie się pościel, firanki, są też poduszki i torebki. Nawet biżuteria, kolorowe witrażyki. - Wszystko, co się wyjmie z worka, wykładam tu i przechowuję, nie mam magazynu - wyjaśnia pan Michał. Zakupuje towar niesortowany poza Białą. Z miejscowych hurtowni nie korzysta. O proteście Społecznego Komitetu Obrony Sklepów z Tanią Odzieżą nie słyszał, ale obawia się, że dzień wprowadzenia zakazu importu "szmat” będzie końcem jego działalności.
- Mnie te obostrzenia w zasadzie nie dotkną. Mam towar z Niemiec, sortowany - twierdzi Julian Łuszczewski, szef hurtowni w Białej Podlaskiej. - Dla pewności sam nadzoruję pakowanie ubrań - zaznacza. Marzy mu się klientela z Białorusi. Regularnie otrzymuje druki wzywające do oprotestowania zakazu. Będzie zbierał podpisy, bo tak czy inaczej dotyczy to całej branży. - Obawy o zanieczyszczanie środowiska nie są trafione. Wszelkie odrzuty przerabia się na tak zwane czyściwo, wykorzystywane między innymi w warsztatach samochodowych - uważa hurtownik.
Z jego obserwacji wynika, że w mniejszych miejscowościach sprawdza się jedynie handel obwoźny. - Zakładanie sklepów poza Białą nie opłaca nam się ze względu na koszty transportu - rozwijają myśl poprzedniego rozmówcy właściciele sieci butików z tanią odzieżą w Białej Podlaskiej. Już od jedenastu lat są na rynku. Nie obawiają się konkurencji, mimo że w mieście jest około setki takich punktów. Małe szybko upadają. Giganci zawsze sobie poradzą. Ostatnio przy ulicy Orzechowej powstał duży skład. - Uważam, że o wszystkim powinien decydować rynek. Klient wybiera, co i gdzie chce kupić - podkreśla Stanisław T. i dodaje - to nie tania odzież z Zachodu zagraża polskim producentom, ona jest przynajmniej dobrej jakości, ale tandeta przemycana z Dalekiego Wschodu w olbrzymich ilościach.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO