wtorek, 25 lipca 2017 r.

Biała Podlaska

Zagrożone sklepy ciuchlandii

Dodano: 25 marca 2002, 17:14
Autor: Beata Malczuk

Zaglądam tu często, spotykam też ludzi wysoko postawionych, nawet sędziny. W dzisiejszych czasach te sklepy to konieczność. Nie wyobrażam sobie bez nich życia. Nikogo nie stać na nowe ubrania - mówi klientka ciuchoteksu przy ulicy Pocztowej.

Emeryt Michał Buczko z Białej Podlaskiej od dwóch lat handluje używaną odzieżą. - Tak, żeby się nie nudzić, bo zarobek nędzny. Ostatnio zostaje mi po sto złotych, po opłaceniu czynszu. W końcówce marca wynajęte pomieszczenie trzeba jeszcze ogrzewać. Piecyk gazowy daje ciepło, ale paliwo kosztuje, a klientów jak na lekarstwo. Zachowują się jak w muzeum. Wejdą, popatrzą, mało co ich interesuje - opowiada sklepikarz.
Jedynie wieś chętnie się u niego zaopatruje. Całe rodziny przyjeżdżają. Nic dziwnego, za cenę jednej nowej szmaty, wszyscy się tu ubiorą. Oprócz całorocznych ubrań, bielizny, butów, znajdzie się pościel, firanki, są też poduszki i torebki. Nawet biżuteria, kolorowe witrażyki. - Wszystko, co się wyjmie z worka, wykładam tu i przechowuję, nie mam magazynu - wyjaśnia pan Michał. Zakupuje towar niesortowany poza Białą. Z miejscowych hurtowni nie korzysta. O proteście Społecznego Komitetu Obrony Sklepów z Tanią Odzieżą nie słyszał, ale obawia się, że dzień wprowadzenia zakazu importu "szmat” będzie końcem jego działalności.
- Mnie te obostrzenia w zasadzie nie dotkną. Mam towar z Niemiec, sortowany - twierdzi Julian Łuszczewski, szef hurtowni w Białej Podlaskiej. - Dla pewności sam nadzoruję pakowanie ubrań - zaznacza. Marzy mu się klientela z Białorusi. Regularnie otrzymuje druki wzywające do oprotestowania zakazu. Będzie zbierał podpisy, bo tak czy inaczej dotyczy to całej branży. - Obawy o zanieczyszczanie środowiska nie są trafione. Wszelkie odrzuty przerabia się na tak zwane czyściwo, wykorzystywane między innymi w warsztatach samochodowych - uważa hurtownik.
Z jego obserwacji wynika, że w mniejszych miejscowościach sprawdza się jedynie handel obwoźny. - Zakładanie sklepów poza Białą nie opłaca nam się ze względu na koszty transportu - rozwijają myśl poprzedniego rozmówcy właściciele sieci butików z tanią odzieżą w Białej Podlaskiej. Już od jedenastu lat są na rynku. Nie obawiają się konkurencji, mimo że w mieście jest około setki takich punktów. Małe szybko upadają. Giganci zawsze sobie poradzą. Ostatnio przy ulicy Orzechowej powstał duży skład. - Uważam, że o wszystkim powinien decydować rynek. Klient wybiera, co i gdzie chce kupić - podkreśla Stanisław T. i dodaje - to nie tania odzież z Zachodu zagraża polskim producentom, ona jest przynajmniej dobrej jakości, ale tandeta przemycana z Dalekiego Wschodu w olbrzymich ilościach.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!