czwartek, 29 czerwca 2017 r.

Biała Podlaska

Zamienia się w pijacką melinę

Dodano: 4 listopada 2003, 15:15
Autor: Beata Malczuk

Z powodu chłodów do noclegowni przychodzi więcej bezdomnych. Już od wczesnego popołudnia czekają na
Z powodu chłodów do noclegowni przychodzi więcej bezdomnych. Już od wczesnego popołudnia czekają na

Pani Ewa, otwierając z obowiązku po południu pomieszczenie w baraku przy ulicy Narutowicza, gdzie nocuje pięciu lub sześciu bezdomnych, ledwie daje sobie z nimi radę. Pilnuje, aby wchodzili do środka trzeźwi i nie wnosili ze sobą alkoholu. Nie wszyscy są wobec niej uprzejmi. Sypią się przekleństwa.

Ona jednak dzielnie rewiduje (za ich zgodą) pakunki, które ze sobą taszczą. - Mogę zobaczyć, co jest w tym worku - zwraca się do jednego z mężczyzn zmierzającego do budynku. Ten rozkłada czarny worek. Są w nim pogięte puszki aluminiowe. Pewnie sprzedając surowiec, bezdomny w ten sposób zarabia.
- Niech pani zobaczy - pokazuje pani Ewa - to jest butelka z denaturatem, który właśnie jednemu z nich zabrałam. W okolicach noclegowni interweniuje często Straż Miejska. - Nie ma dnia, żebyśmy tam nie byli. Nietrzeźwych nie wpuszczamy, ale jak przyjdą mrozy, nikt ich przecież nie zostawi, żeby zamarzli - mówi Artur Żukowski, komendant SM.
Po wejściu do noclegowni widać porządek. Na łóżkach są koce, poduszki i kołdry. Pomieszczenie jest czyste, odmalowane. Od kaflowej kuchni bije ciepło. Na środku: stół - na nim chleb i śledzie w plastikowych pojemnikach - dookoła krzesła. Jest wydzielony zakątek do mycia. Czyste, nowe miski, lusterko, niezbędne przybory toaletowe. Wodę, niestety trzeba nosić z pompy przy ulicy, wychodek też jest na zewnątrz. To jedyne mankamenty, jeżeli chodzi o warunki.
Jarosława Semeniuk, kierownik Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej w Białej Podlaskiej, która na zlecenie MOPS prowadzi noclegownię pokazuje nam drugie pomieszczenie, równie czyste, schludne i ciepłe. To na wypadek, gdyby było przepełnienie. Dodaje, że decyzją MOPS każdy bezdomny może raz dziennie otrzymać gorący posiłek - zupę.
Na tym sielanka się kończy. Późnym wieczorem wszystko, co sobie można wyobrazić na hasło pijacka melina, zaczyna się w baraku przy Narutowicza materializować. Do noclegowni schodzą się alkoholicy, lokatorzy pozostałych pomieszczeń komunalnika. Już na korytarzu agresywnie krzyczą, wyzywają, rzucają się do bicia.
Nikogo z obcych nie wpuszczają do środka. Nam jednak udało się zajrzeć. Wewnątrz odbywa się libacja. Nie wszyscy z noclegowiczów piją. Jest wyjątek - młody mężczyzna, z chorymi nogami. Siedzi skulony na łóżku, ale jakie ma wyjście? Nie ma dokąd pójść.
Przed 9 rano pani Ewa musi towarzystwo dobudzić i wyprosić na dwór, żeby mogła posprzątać, a po południu napalić. •

NASZ KOMENTARZ

komentuje Beata Malczuk:
- O programach wychodzenia z bezdomności głośno jest w kraju. Stowarzyszenia, fundacje prześcigają się w pomysłach, jak ludzi dotkniętych tą tragedią wyprowadzić na prostą. W Białej Podlaskiej jakoś taka inicjatywa nie może się narodzić. Urzędnicy w zasadzie robią swoje, wiadomo, wszystkiego nie są w stanie załatwić. A gdzie ofiarni wolontariusze?
Pewnie można by przenieść noclegownię w inne miejsce, odizolować od cieszącego się najgorszą sławą śródmieścia. Tylko, co to da. Trzeba dać tym ludziom szansę powrotu do normalności. Pokazać, jak można pożytecznie żyć. Może kupić farmę i niech tam, uprawiając role, hodując zwierzęta, poznają smak i radość pracy. Nie wystarczy łóżko, koc, talerz zupy i pogarda w oczach przechodniów lub postawa władz miasta, które twierdzą uparcie, że problemu bezdomności w tym mieście nie ma.•
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!