wtorek, 6 grudnia 2016 r.

Biała Podlaska

Złączeni przez okrutny los

Dodano: 5 marca 2002, 17:20

Można śmiało i z uśmiechem iść przez życie, mimo że jest się sprawnym inaczej. O to właśnie walczymy - mówi Jadwiga Uss z bialskiego Koła Polskiego Stowarzyszenia na Rzecz Osób z Upośledzeniem Umysłowym. - Tylko finansowo nie ze wszystkim sobie radzimy - dodaje.

W kuchni ośrodka prowadzonego przez stowarzyszenie gwarno. Zbliża się pora obiadu. W dużym garnku warzy się zupa. Jedna z matek zagniata ciasto na kopytka. Inne rozmawiają przy herbacie, a dzieci przysłuchują się. - Nie wszyscy niepełnosprawni mogą jeść normalne posiłki. Mamy więc to, co potrzebne do miksowania i przecierania potraw - wyjaśnia Marzena Starzyńska, przewodnicząca koła.
W sąsiednich salach odbywają się zajęcia logopedyczne, trwa terapia u psychologa. Z największego pomieszczenia dochodzi śpiew. To warsztaty muzyczne. - Ćwiczymy intensywnie przed występem w Dniu Kobiet - wyjaśnia Roman Makarski, zasiadający przy pianinie. - Kasiu chodź, teraz zaśpiewamy Re- re, kum-kum - woła dziewczynkę siedzącą przy swojej mamie. Po chwili zaczyna się koncert.
- O chorobie syna dowiedziałam się dopiero jak miał osiem miesięcy. Nie siedział, nie chwytał raczkami - opowiada mama innego dziecka cierpiącego na porażenie mózgowe. - O tym ośrodku dowiedziałam się od znajomej. Przyjeżdżamy spod Białej trzy razy w tygodniu - kontynuuje. Nie ukrywa zadowolenia. Jak mówi, jej trzynastoletni syn tutaj odżywa. Śmieje się, rozrabia. Jest całkiem inny niż w domu, otwarty, widać gołym okiem, że mu tutaj dobrze. Lubi rysować, zaczyna też pisać. - Było mi trudno na początku. Bałam się zdecydować na kolejne dziecko, ale przyszły jeszcze na świat chłopiec i dziewczynka. Są zdrowe - mówi dalej kobieta.
To od rodziców zależy los dziecka niepełnosprawnego. Trudno odrobić straty spowodowane zaniedbaniem rehabilitacji. A to, niestety jest jeszcze częste. Siedmioletni Darek z Białej Podlaskiej musi teraz dużo nadrobić. - To pierwsza wizyta chłopca po długiej przerwie. Rozpoznaję jego możliwości - mówi Wiesława Białek, rehabilitantka narządów ruchu. Jesteśmy w gabinecie, którego wyposażenia zazdroszczą placówce specjaliści z Warszawy. - Dzieci są bardzo muzykalne, to ułatwia pracę z nimi - dodaje nasza rozmówczyni. Ćwiczenia na piłce sprawiają radość jej pacjentowi.
- Wszyscy rodzice przychodzący z dziećmi dobrze się znają. Mówimy do siebie po imieniu - zaznacza M. Starzyńska i dorzuca: - nasi podopieczni przychodzą tu, kiedy chcą i zostają, jak długo chcą. Jesteśmy jedną rodziną. Świętujemy razem i pomagamy sobie. Jak trzeba wnieść po schodach na piętro ważącego osiemdziesiąt kilogramów chłopca, to robimy to. Zaangażowanie rodziców jest tu niezbędne.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24

CENEO