czwartek, 14 grudnia 2017 r.

Chełm

Boimy się, że podpalacz wróci

  Edytuj ten wpis
Dodano: 24 maja 2006, 20:46

Chociaż nie ma jeszcze opinii biegłego, która określiłaby przyczyny pożaru w ośrodku Monaru, mieszkańcy są przekonani, że to było podpalenie. Od feralnej nocy boją się, że podpalacz wróci, aby skończyć to, co zaczął.

Ogień pojawił się nocą w drewnianym budynku na skraju ośrodka. Na szczęście nikt w nim nie mieszkał. Wewnątrz przechowywano rzeczy, które udało się pozyskać: żywność, meble, ubrania i zabawki dla najmłodszych. - Nie wiedziałam, co się dzieje. Obudziło mnie łomotanie w okno i krzyki, że się pali - Barbara Fijałkowska, szefowa ośrodka ciągle nie może spokojnie opowiadać o wydarzeniach tamtej nocy. - Okazało się, że ktoś już wezwał straż. Ale kiedy przyjechała, płomienie wydostawały się już z budynku wysoko ponad dach.
Potwierdza to Piotr Ołówek, rzecznik chełmskiej straży pożarnej. - Istniało zagrożenie, że ogień może przenieść się na sąsiedni, zamieszkany, budynek - mówi.
Wyrwani ze snu mieszkańcy razem z dziećmi wybiegli na dwór. Przestraszeni obserwowali, jak ratownicy zmagali się z żywiołem. Pożar ugaszono nad ranem. Rozpoczęło się liczenie strat. - Z przechowywanych w magazynie mebli nic nie zostało - ubolewa Fijałkowska. - Musieliśmy wyrzucić przesiąkniętą dymem żywność. Prawdopodobnie niewiele uda się uratować z odzieży. Choć ogień do niej nie dotarł, swoje zrobiły dym i woda. Na szczęście ocalała kuchnia i stołówka.
Strawiony przez ogień budynek trzeba będzie rozebrać. Bez odpowiedniego sprzętu nie będzie to łatwe. Problemem może być także pozostała w ścianach wata szklana. Ale to nie wszystkie kłopoty, bo pożar pozostawił po sobie nie tylko straty materialne, ale także strach. Mieszkańcy są przekonani, że pożar nie był przypadkowy. - To podpalenie - mówią z przekonaniem. - Może to ktoś wyrzucony z ośrodka za picie albo narkotyki. Może chcieć dokończyć to, co zaczął.
Już trzecią noc pilnują terenu. Aż do rana. Nikt nie narzeka, bo boją się wszyscy. - Zawsze jest dwóch portierów, ale my z kolegą też wstajemy w nocy i sprawdzamy - mówi jeden z mężczyzn. - Nie wiem, co bym zrobił takiemu draniowi, jakbym go złapał.
Policja na razie wstrzymuje się z ocenami. - Lada dzień będziemy mieli opinię biegłego. To od niej będzie zależało, jakie dalej podejmiemy działania. - mówi Henryk Marciniak, rzecznik chełmskiej policji.
Dotąd miasto nie zorganizowało jeszcze żadnej pomocy dla podopiecznych ośrodka. - Będę rozmawiał na ten temat z prezydentem - mówi Mariusz Kowalczuk, dyrektor Wydziału Spraw Społecznych. - Na pewno nie zostawimy tych ludzi samym sobie. •

Potrzebna pomoc

Liczymy na to, że nasi Czytelnicy także nie będą obojętni na to, co spotkało mieszkańców Monaru. Najbardziej przyda im się odzież i buty, zarówno dla dorosłych, jak i dla dzieci. Wszystkich, którzy mogą pomóc, prosimy o kontakt z naszą redakcją, tel. 082-565-51-07.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!