poniedziałek, 20 listopada 2017 r.

Chełm

Cztery dni awarii Orange. Telefony w szpitalu zamilkły. Mogło skończyć się tragedią

Dodano: 7 maja 2015, 18:00

Orange zapewnia, że przywracanie łączności odbyło się
Orange zapewnia, że przywracanie łączności odbyło się

Ratownicy z karetek nie mogli dodzwonić się do lekarzy, a lekarze do punktu krwiodawstwa. W sobotę we włodawskim szpitalu zamilkły telefony. – Mamy pacjentów w bardzo ciężkim stanie, liczy się każda sekunda – mówi ordynator chirurgii. Sieć Orange awarię usuwała aż cztery dni

Telefony na biurkach lekarzy i pielęgniarek zamilkły w sobotę, 2 maja, ok. godz. 23.

– Próbował się do mnie dodzwonić lekarz dyżurny z mojego oddziału. Chodziło o pacjenta w bardzo ciężkim stanie, który leżał już na stole operacyjnym. Okazało się, że chciał żebym przyjechał, a ja w ogóle go nie słyszałem. Domyśliłem się jednak, że może chodzić o coś ważnego i oddzwoniłem na jego prywatny numer – relacjonuje Artur Sitnik, ordynator oddziału chirurgii ogólnej z pododdziałem urazowo-ortopedycznym we włodawskim szpitalu.

– Nie mogliśmy telefonicznie zamówić krwi z naszego punktu – opowiada dalej ordynator Sitnik. – Po krew trzeba było iść osobiście, a punkt mieści się dwieście metrów od szpitala w innym budynku. Przecież w takich przypadkach liczy się każda sekunda!

Od soboty do środy nie było również telefonicznego kontaktu między oddziałami i z apteką. Do szpitala nie mogły się dodzwonić rodziny pacjentów.

– Nie mieliśmy też łączności z pogotowiem. A przecież cały system ratownictwa opiera się na szybkim przepływie informacji między ratownikami i lekarzami zanim jeszcze pacjent trafi do szpitala – dodaje Sitnik.

– Rozumiem, że taka awaria może trwać kilka godzin, ale aż cztery dni? Interweniowaliśmy, ale pracownicy sieci twierdzili, że wszystko jest w porządku – opowiada lekarz.

– Rzeczywiście wystąpiły problemy po stronie Orange Polska, które powodowały, że nie wszystkie połączenia dochodziły do adresatów – przyznaje Maria Piskier z biura prasowego Orange Polska. – Być może pracownicy naszej firmy informowali, że wszystko jest w porządku, bo sprawdzili akurat numery, które działały? – przypuszcza.

Orange zapewnia, że przywracanie łączności odbyło się „jak najszybciej”. Ale zarazem przyznaje, że nie ma specjalnych procedur w przypadku gdy awaria ma miejsce w takim miejscu jak szpital. – Cały czas monitorujemy sytuację, żeby mieć pewność, że już do takiej awarii we Włodawie nie dojdzie – zapewnia Piskier.

– Pracuję w tym szpitalu od trzydziestu lat. Taka sytuacja zdarzyła się po raz pierwszy – komentujeordynator Sitnik. – Rozważamy wystąpienie do sieci o odszkodowanie – dodaje.

Telefony we włodawskim szpitalu zaczęły działać dopiero wczoraj przed południem.

Gość
Gość
Gość
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (8 maja 2015 o 17:14) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

"Okazało się, że chciał żebym przyjechał, a ja w ogóle go nie słyszałem. Domyśliłem się jednak, że może chodzić o coś ważnego i oddzwoniłem na jego prywatny numer – relacjonuje Artur Sitnik, " myślisz że lekarze byli w pracy z prywatnymi telefonami stacjonarnymi?? Pozdrawiam "Przecież nigdzie nie jest napisane że chodzi o sieć GSM i tak zwane "komórki". Orange to także cała była Telekomunikacja Polska, czyli kabel o którym wspominasz. ". Generalnie to chodzi mi o łączność z karetkami bo tutaj GSM jako jedyny tor łączności jest nie do przyjęcia.

"Okazało się, że chciał żebym przyjechał, a ja w ogóle go nie słyszałem. Domyśliłem się jednak, że może chodzić o coś ważnego i oddzwoniłem na jego prywatny numer – relacjonuje Artur Sitnik, " przecież to zdanie nie dowodzi Twojej teorii o telefonach komórkowych. Można wyczytać z tego zdania, że: Zadzwonił lekarz ze szpitala z telefonu stacjonarnego. Lekarz który był poza szpitalem oddzwonił do lekarza w szpitalu na jego prywatny numer." Czyli jak widzisz telefony komórkowe działały bez zarzutu.

Nadal będę się upierał że z żadnego zdania nie wynika że chodzi o telefony komórkowe. Niestety takich dożyliśmy czasów że dziennikarstwo zeszło na psy. Nie ma przedstawianych żadnych faktów tyko sensacje.

Aby nie ciągnąć dalej tego tematu. Nie pracowałem, nie pracuję w planowaniu czegokolwiek w szeroko pojętej Służbie Zdrowia także nie będę się wypowiadał na temat procedur tam panujących. Niestety znając życie to zapewne jest większość s.p.i.e.p.r.z.o.n.a. Bo nic dobrego nie może być jeżeli projekty piszą urzędnicy i księgowi zamiast osób kompetentnych.

Podkreślę jeszcze raz ja jako laik i nie mający nic wspólnego z całym systemem ratowania zdrowia w tym kraju ale potrafiący rozłożyć zdanie logicznie, twierdzę że nie ma żadnego zdania które umożliwiło by bezsprzecznie określić jakie telefony nie działały (stacjonarne czy komórkowe). Dziennikarstwo w DW jest niestety na poziomie kiepskiego tabloidu.

Pozdrawiam serdecznie.

Rozwiń
Gość
Gość (8 maja 2015 o 16:43) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
"Okazało się, że chciał żebym przyjechał, a ja w ogóle go nie słyszałem. Domyśliłem się jednak, że może chodzić o coś ważnego i oddzwoniłem na jego prywatny numer – relacjonuje Artur Sitnik, " myślisz że lekarze byli w pracy z prywatnymi telefonami stacjonarnymi?? Pozdrawiam "Przecież nigdzie nie jest napisane że chodzi o sieć GSM i tak zwane "komórki". Orange to także cała była Telekomunikacja Polska, czyli kabel o którym wspominasz. ". Generalnie to chodzi mi o łączność z karetkami bo tutaj GSM jako jedyny tor łączności jest nie do przyjęcia.
Rozwiń
Gość
Gość (8 maja 2015 o 10:57) 0
Zaloguj się, aby oddać głos

Przecież nigdzie nie jest napisane że chodzi o sieć GSM i tak zwane "komórki". Orange to także cała była Telekomunikacja Polska, czyli kabel o którym wspominasz. Pozdrawiam.

komórka nie jest i nigdy nie będzie łącznością awaryjną ktoś odpowiedzialny za łączność w szpitalu powinien o tym wiedzieć. Tam gdzie się da zawsze trzeba opierać się na kablu (najlepiej dwa niezależne tory). Do łączności z ratownikami powinni mieć radiotelefony. Zachłysnęli się nowinkami a to (że zacytuję klasyka) ch. d i kamieni kupa. Awarie sieci GSM będą zawsze występowały dlatego jeżeli ktoś poważnie podchodzi do zapewnienia łączności zawsze oprze się na kablu i radiu. Tak na marginesie to stacje przekaźnikowe GSM nie mają nawet zasilania awaryjnego każda awaria prądu powoduje że po kilkudziesięciu min BTS pada.

Rozwiń
Gość
Gość (8 maja 2015 o 10:44) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
komórka nie jest i nigdy nie będzie łącznością awaryjną ktoś odpowiedzialny za łączność w szpitalu powinien o tym wiedzieć. Tam gdzie się da zawsze trzeba opierać się na kablu (najlepiej dwa niezależne tory). Do łączności z ratownikami powinni mieć radiotelefony. Zachłysnęli się nowinkami a to (że zacytuję klasyka) ch. d i kamieni kupa. Awarie sieci GSM będą zawsze występowały dlatego jeżeli ktoś poważnie podchodzi do zapewnienia łączności zawsze oprze się na kablu i radiu. Tak na marginesie to stacje przekaźnikowe GSM nie mają nawet zasilania awaryjnego każda awaria prądu powoduje że po kilkudziesięciu min BTS pada.
Rozwiń
Gość
Gość (8 maja 2015 o 07:21) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Niech sobie szpital kupi Walkie-talkie na takie sytuacje. Ew 2 linia zapasowa (via voip).
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!