piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Chełm

Do autokaru już nie wsiądę

Dodano: 10 sierpnia 2007, 19:03

Rozmowa z Antonim Czuprynem z Chojna Nowego, rannym w środowym wypadku autokaru pod Dunkierką i jego żoną Anną. Wczoraj pan Antoni przyjechał do Chełma

• Jak doszło do wypadku?
Antoni Czupryn: Dochodziła czwarta rano. Wszyscy spali. Nagle obudził nas ogromny huk. Zakołysało autobusem. Potem były tylko krzyki. Jedni leżeli na drugich. Mnie rzuciło w stronę środkowych drzwi. Znalazłem się w przejściu i to chyba uratowało mi życie. Kobiety, które zginęły, siedziały niedaleko mnie. Jedna obok drzwi, inna dwa miejsca przede mną. Nie mogliśmy się wydostać z autokaru, bo drzwi były zablokowane. Ktoś wypchnął okno dachowe. Tamtędy wyszliśmy.
• Ponoć długo czekaliście na pomoc?
Antoni: Pierwsi pomogli nam kierowcy TIR-ów stojących na parkingu. Wpuścili nas do naczep, żebyśmy tam poczekali na karetki. Nikt z pasażerów nie mówił po francusku. Zresztą, nie wiedzieliśmy, gdzie jesteśmy. Potem akcja ratunkowa przebiegała już bardzo sprawnie. Ciężko rannych przewieziono do belgijskich szpitali. Ja, z kilkunastoma lżej poszkodowanymi, znalazłem się w szpitalu w Dunkierce.
• Od razu skontaktował się pan z rodziną?
Antoni: Nie mogłem się dodzwonić.
Anna Czupryn: Ja miałam taki sam problem. Z Antosiem udało mi się porozmawiać dopiero w czwartek po południu. Powiedział, że wraca do Polski.
• Nie chciał się pan leczyć we Francji?
- Wolałem być bliżej domu, rodziny. Poza tym, moje obrażenia okazały się nie aż tak poważne. Mam złamane cztery żebra, mnóstwo siniaków i skaleczeń. Ale płuco jest całe.
• Jak zareagowała pani na wiadomość, że mąż wraca do kraju?
Anna: Rozpłakałam się jak dziecko. Nie mogłam doczekać się spotkania. Od razu powiadomiłam całą rodzinę. Z samego rana przyjechaliśmy do niego. Mąż stał i wypatrywał nas przez okno. Byłam szczęśliwa, że go zobaczyłam.
• W chełmskim szpitalu spędzi pan jeszcze parę dni. Co dalej?
Antoni: Lekarze obiecują, że po tygodniu wypuszczą mnie do domu. Potem będę odpoczywał. A gdy na dobre wydobrzeję, wracam do pracy w Irlandii. Ale samolotem. Do autokaru już nie wsiądę.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!