wtorek, 22 sierpnia 2017 r.

Chełm

Gdy fachowcy dyktują warunki


Budowlańcy, kucharze, fryzjerzy. Takich osób poszukują pracodawcy. Poszukują bezskutecznie, a ich oferty tygodniami wiszą w urzędzie pracy. Chętnych nie ma.

Przedstawione w ofertach płace nie zwalają z nóg i może tutaj trzeba doszukiwać się powodów nikłego zainteresowania. Jednak nie zawsze. Pani Małgorzata, właścicielka zakładu fryzjerskiego, od dwóch tygodni szuka pracownika. W swojej ofercie podała, że wynagrodzenie będzie negocjowane. Jednak o pieniądzach nie było jeszcze z kim rozmawiać.
- Zgłosiły się zaledwie dwie osoby - mówi pani Małgorzata. - Obie po kursach, chciały się jeszcze douczać. A ja potrzebuję fachowca, a takich jest teraz mało.
Gdzie podziali się chełmscy fryzjerzy? Wielu pracuje "na telefon”. To czysty zarobek. Nie trzeba odprowadzać żadnych składek. Można też obniżać ceny, bo klientów nie brakuje. - To nieuczciwa konkurencja - narzekają "zakładowi” fryzjerzy.
Brak innych fachowców, głównie budowlańców, częściowo tłumaczą masowe wyjazdy do pracy za granicą. - To ma także swoje dobre strony - mówi Anna Mirzwa, kierownik referatu pośrednictwa pracy w chełmskim PUP. - Firmom brakuje rąk do pracy do tego stopnia, że zaczynają bardziej cenić pracowników i podnoszą stawki.
Jak szacuje Mirzwa, w najbliższych tygodniach szczególnie poszukiwani będą cieśle budowlani, blacharze-dekarze i pracownicy do dociepleń. Takie oferty zresztą już się pojawiają. Pracodawcy szukają też dobrych kucharzy. Ci najlepsi wypatrywani są już na etapie praktyk zawodowych.
Na koniec września w Chełmie było ponad sześć tysięcy bezrobotnych. Jak to możliwe skoro jednocześnie wolne miejsca pracy czekają na chętnych?
- Problemem są osoby, które legitymują się konkretnym zawodem, ale tylko w dokumentach - wyjaśnia Mirzwa. - Niestety, nie idzie to w parze z umiejętnościami. Bardzo często spotykamy się też z absolwentami, którzy nie chcą pracować w wyuczonym zawodzie. Tu kłania się kulejące doradztwo zawodowe na etapie szkoły, a raczej jego brak.
Ale jest też inny problem. Bezrobotni kalkulują, czy opłaca im się podjęcie pracy za 900 zł brutto, gdy stracą świadczenia z pomocy społecznej. - Trudno się temu dziwić, ale nie zawsze warto odrzucać ofertę z powodu niskiej płacy - mówi Mirzwa. - Może być tak, że pracodawca podaje tylko takie wynagrodzenie w ofercie, a potem zaproponuje lepsze warunki. A nawet jeśli nie, to i tak na podjęciu pracy bezrobotny skorzysta. Bo im dłużej będzie bez zatrudnienia, tym trudniej będzie mu potem wrócić na rynek. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!