czwartek, 17 sierpnia 2017 r.

Chełm

Michalczewski: Na zawodowy ring już nie wrócę

Dodano: 30 listopada 2008, 16:23

Kocham ludzi. Nie potrafię być sam. Z natury jestem gadułą i lubię być duszą towarzystwa. Tak przedstawił się Dariusz Michalczewski w czasie spotkania z młodzieżą w I LO.

Wielokrotny mistrz świata w zawodowym boksie rzeczywiście okazał się człowiekiem niezwykle bezpośrednim i kontaktowym. Pytaniom do niego nie było końca. W swoich wypowiedziach był szczery, a momentami wręcz spontaniczny. Nic dziwnego, że młodzież, która przybyła na spotkanie, wzięła tę jego postawę za dobrą monetę.

Czy miał pan w swojej karierze chwile zwątpienia? Ile zarobił pan pieniędzy? Które walki najbardziej utkwiły panu w pamięci? - pytali "Tigera” uczestnicy spotkania. Mistrz nie uchylił się od żadnego pytania.

- Zainteresujcie się światem, a wtedy świat zainteresuje się wami - nawoływał. Starał się zapewnić młodych ludzi, że wśród nich nie ma lepszych, ani gorszych. W każdym tkwi jakiś talent i jedyne co trzeba zrobić, to go rozwijać. Aby się to udało, trzeba być konsekwentnym, a do tego jeszcze ciężko nad sobą pracować.

Wspominając dzieciństwo "Tiger” przywołał z pamięci swoich kolegów z gdańskiego podwórka. Wśród nich byli tacy, którzy trafili do narodowej kadry Polski w piłce nożnej, bądź zostali olimpijczykami. Ale byli i tacy, którzy do dzisiaj odsiadują wieloletnie wyroki.

- Oni nie byli lepsi, ani gorsi ode mnie - podkreślił Michalczewski. - Po prostu w pewnym momencie swojego życia nie mieli czym się zająć i zeszli na złą drogę. Kto wie, czy gdyby nie sport, nie byłoby to i moim udziałem?

Zdaniem "Tigera” fajnie jest być popularnym i mieć kasę. Za pierwszą walkę na zawodowym ringu dostał 5 tys. marek. Za kolejne inkasował już po parę milionów. Oczywiście musiał dzielić się tymi pieniędzmi z menedżerami i szkoleniowcami, ale i tak się opłacało. Już jako zawodowiec stoczył 50 walk, z których przegrał tylko dwie.

Wiążę swoją przyszłość ze sportem, ale nie widzę dla siebie przyszłości w roli szkoleniowca, czy organizatora walk - powiedział "Tiger”. - Na zawodowy ring już nie wrócę, co nie znaczy, że całkiem odłożę bokserskie rękawice. Od kiedy pamiętam, zawsze były one u mnie w domu.

Młody Michalczewski najpierw chciał być piłkarzem. Szybko okazało się, że jest zbyt dużym indywidualistą. Na boisku trudno mu było oddawać piłkę kolegom. Nie sprawdzał się w zespole. Wtedy przyszła kolej na boks. Na amatorskich i zawodowych ringach przeboksował 25 lat. Z perspektywy tego czasu wspomina pierwsze zarobione pieniądze. Dostawał je od trenera, chociaż wcale mu się nie należały. Mądry szkoleniowiec wolał wysupłać parę złotych z własnej kieszeni, niż pozwolić, by Dariusz, aby kupić sobie nowe wranglery, próbował coś ukręcić na boku.

Dariusza Michalczewskiego zaprosił do Chełma Dariusz Grabczuk, przewodniczący Komisji Oświaty, Kultury i Sportu Rady Miasta Chełm.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!