wtorek, 12 grudnia 2017 r.

Chełm

Nalot na zielony rynek

  Edytuj ten wpis
Dodano: 4 lipca 2007, 15:26
Autor: Monika Mojsym

Straż Miejska skontrolowała bazar przy Piłsudskiego. Mandaty dostali sprzedawcy, którzy ustawili swoje kramy przy wejściach na rynek i na drogach pożarowych.

- Byłem tu już o 6. Rozstawiłem skrzynki tam, gdzie przechodzi najwięcej ludzi. Dozorca wziął ode mnie placowe i nic nie powiedział, a potem przegonili nas wszystkich - denerwuje się pan Ryszard. - Niech następnym razem ktoś po prostu powie, że nie wolno tu stać. A tak biorą tylko kasę.
Sprzedawcy na rynku są w konflikcie. Niektórzy płacą prawie 300 zł miesięcznie za miejsce. Sprzedają przy specjalnych kratach na skrzynki, na środku bazaru. Interes psują im jednak ludzie, którzy z niewielką ilością warzyw z przydomowych ogródków ustawiają się tuż przy wejściu na rynek. Klienci kupują u nich, a do stoisk w głębi rynku nawet nie podchodzą. - My stoimy tu przez cały rok, nawet w zimie. Opłaty są wysokie, nawet za łazienkę musimy dawać 60 groszy - mówi pani Krystyna - sezonowi przyjdą, kiedy chcą i staną gdziekolwiek. Gdzie tu sprawiedliwość?
Kobiety sprzedające jagody i kwiaty przy wejściu nie uważają, że robią coś złego. - Znalazłyśmy tu sobie taki kącik, nikt więcej tego co my nie sprzedaje. A ta kontrola to zwykła ludzka zazdrość - mówi jedna z handlarek.
Na warzywniaku panuje ogromna konkurencja. Klientów jest niewielu, mały rynek jest schowany za pawilonem. - To zwykły bidul. Chcemy uczciwie zarobić parę groszy - denerwuje się pani Kazimiera. - Działkowcy stają z wiaderkami i nic nie płacą. Jak się coś dzieje, to od razu uciekają.
Handlarze są przekonani, że kontrola Straży Miejskiej była inspirowana przez któregoś ze sprzedawców. - Cały czas egzekwujemy na bazarach przestrzeganie przepisów - mówi Marek Kołtun, zastępca komendanta SM. - Można sprzedawać w miejscach tylko do tego wyznaczonych. Kilka osób otrzymało mandaty, ale kontrole będą przeprowadzane regularnie.
Marian Pawluk, prezes Targowisk Miejskich w Chełmie, chce uporządkować w ten sposób handel na bazarach. - Rozumiemy ludzi, którzy sprzedają przy wejściu na rynek, bo mają mało towaru i chcą go szybko sprzedać - mówi Pawluk. - Ale musimy też pilnować interesów naszych kupców, bez których sprzedaż nie mogłaby istnieć. Wzywanie Straży Miejskiej jest tylko jednym z narzędzi. Chcemy rozmawiać z obiema stronami i wypracować jakiś kompromis.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!