sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Chełm

Nie ma mocnych

Dodano: 16 września 2005, 20:30
Autor: Anna Cykier

Niebezpieczny dla siebie i otoczenia mężczyzna sieje postrach we Włodawie. Ale ani kurator sądowy, ani policjanci, a nawet lekarze nie są w stanie zrobić z nim porządku. I to mimo gorących próśb jego matki. – W końcu komuś coś zrobi – rozpacza kobieta.
29-letni Robert K. z Włodawy jest chory psychicznie. Od kilku miesięcy błąka się po mieście, pijany zaczepia ludzi, żebrze o pieniądze, śpi na klatkach schodowych. Po kilku próbach samobójczych rodzina chce go umieścić w zakładzie psychiatrycznym. Ma skierowanie. Ale instytucje, które zgodnie z prawem mogłyby w tym pomóc, po kolei umywają ręce.
– Próbowaliśmy sami go zawieźć, ale jest zbyt agresywny – płacze pani Halina, matka Roberta. – Wyskakuje z auta, kopie. Kurator odsyła mnie do policji, policja do pogotowia i tak w kółko.
Robert w 2003 roku za kradzieże trafił do więzienia. Spędził w nim półtora roku. W lutym wyszedł na warunkowe zwolnienie. Wtedy też trafił do zakładu psychiatrycznego w Chełmie. Ale już dzień później – jak twierdzi matka – wypisał się z niego na własne żądanie.
Matka jest przerażona. Twierdzi, że syn jest coraz bardziej niebezpieczny. – Kilka dni temu biegał po domu z nożem w ręku – mówi. – Przedwczoraj próbował podpalić drzwi wejściowe. Innym razem podziurawił kabel gazowy. W końcu zrobi coś sobie albo komuś. Kto wtedy weźmie za to odpowiedzialność?
– On nie chce współpracować – przyznaje bezradnie Magdalena Winiarczyk, kurator sądowy. – Nie stawia się na wezwania. Do tej pory nie podjął leczenia psychiatrycznego, mimo że właśnie to było warunkiem jego zwolnienia z więzienia.
– Jedyne, co teraz może zrobić kurator, to wystąpić z wnioskiem o odwieszenie warunkowego przedterminowego zwolnienia – tłumaczy Dorota Wierzejska, prezes Sądu Rejonowego we Włodawie. Kiedy taki wniosek zostanie przygotowany? – Właśnie jest formułowany – zapewnia prezes.
Matka bezradnie rozkłada ręce. – Do odsiadki zostało mu zaledwie 18 dni – mówi. – A co potem? On jest młody, a ja coraz starsza. Nie mam siły z nim wojować. Więzienie tu nie pomoże. On musi trafić na prawdziwe leczenie.
Zdaniem policji transport chorego psychicznie to zadanie dla pogotowia. – My możemy tylko pomóc założyć kaftan bezpieczeństwa – twierdzi Zbigniew Winiarczyk, dzielnicowy z Włodawy.
W pogotowiu twierdzą, że ich zadanie to dowiezienie pacjenta na izbę przyjęć szpitala. O ewentualnym transporcie do zakładu psychiatrycznego powinien zdecydować lekarz dyżurny. – Nigdy nikt nie podjął takiej decyzji – mówi pani Halina. – Ostatnio syn trafił na szpitalny oddział ratunkowy z poparzeniami. Po raz kolejny sam się okaleczył. Opatrzyli rany i puścili go do domu, mimo że mają jego skierowanie na leczenie psychiatryczne.
Kierownik włodawskiego SOR rozmawiać z Dziennikiem nie chciał. Odesłano nas do rzecznika prasowego. Problem w tym, że szpital takiego nie ma. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!