sobota, 18 listopada 2017 r.

Chełm

Noworodek, który upadł podczas porodu wraca do zdrowia

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 grudnia 2009, 21:20

Informacja o tym, że w chełmskim szpitalu w czasie porodu z łona pacjentki dziecko wypadło na posadzkę, obiegła cały kraj. Ledwo minęły dwa tygodnie, a okrzyknięta ofiarą kobieta zaczęła być oskarżana przez szpital, że sama przyczyniła się do wypadku.

Matka dziecka trafiła do szpitala 13 listopada w nocy. Zanim znalazła się na porodowym łóżku, doszło do rozwiązania. Noworodek uderzył głową o podłogę, doznając pęknięcia czaszki i obrzęku mózgu.

Poród zaczął się jeszcze w domu. Rodzina wezwała pogotowie. W drodze ratownicy powiadomili szpital, że wieziona przez nich pacjentka rodzi.

– Dlaczego lekarze czy położne natychmiast nie zajęły się siostrą, tylko kazały wypełniać jej papierki? – pyta pan Dariusz, jej brat. – Teraz mówią, że ona nie dała się zbadać. Przecież rodziła i cierpiała. A kiedy usiłowała to wykrzyczeć usłyszała, że... wszystkie tak mówią.

Relacjonując prokuraturze przebieg wydarzeń matka pacjentki napisała, że w końcu położna kazała córce podpisać dokument i położyć się na fotelu położniczym. Ta miała odpowiedzieć, że nie jest w stanie tego zrobić. Położna ponowiła polecenie i wtedy dziecko wypadło z dróg rodnych na posadzkę.

Na wniosek rodziny sprawą zajęła się już chełmska prokuratura. – Wystąpiliśmy o dostarczenie nam dokumentacji medycznej – mówi Anna Lackowska, zastępca prokuratora rejonowego. – Przesłuchamy też matkę i szpitalny personel. Potrzebne będą opinie biegłych. Wyjaśniamy, czy doszło do nieumyślnego spowodowania obrażeń u noworodka.

Pierwszy doniósł o tym "Nowy Tydzień Chełmski”. Przytoczył wtedy wypowiedź Krzysztofa Wojewody, ordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego. Lekarz stwierdził, że malec nabił sobie jedynie siniaka.

Tymczasem, jego stan się pogarszał i dopiero w Dziecięcym Szpitalu Klinicznym w Lublinie okazało się, że podczas upadku doznał pęknięcia czaszki.

– Kiedy rozmawiałem z dziennikarzem, nie wiedziałem jeszcze, że obrażenia są groźne – mówi Wojewoda. – Po porodzie dziecko było diagnozowane na oddziale patologii noworodka. Tam zapadła decyzja o przewiezieniu go do Lublina, gdzie wykryto uraz.

To, co się stało, Wojewoda nazywa niepożądanym zdarzeniem. Najpierw przyznał, że można było wiele zrobić, aby do niego nie dopuścić. Z dnia na dzień zaczął jednak zmieniać stanowisko.

W końcu oświadczył, że w tej sprawie nie ma swojemu personelowi nic do zarzucenia. Mało tego: uznając, że pacjentka swoim postępowaniem w czasie ciąży i porodu w dużym stopniu sama przyczyniła się do wypadku, złożył w tej sprawie swojemu dyrektorowi zawiadomienie o przestępstwie.

– Po tym, jak na jaw wyszły nowe fakty, mam podstawy przypuszczać, że ta kobieta działała na szkodę swojego dziecka. Z moich kolejnych ustaleń wynika, że kiedy zaczęła w domu rodzić, ratownicy siłą zabrali ją do karetki. W izbie przyjęć nie pozwoliła się zbadać. Odmówiła transportu na porodówkę w pozycji leżącej. Doprowadzona tam, znowu nie poddała się badaniom. Wszystko to jest udokumentowane w historii choroby.

Okazało się też, że kobieta w trakcie ciąży unikała lekarzy. Jak twierdzi Wojewoda kartę ciąży wystawiono jej dopiero 12 października; w ósmym miesiącu. Pacjentka nie stawiła się w izbie przyjęć dobrowolnie.

Dowieźli ją tam policjanci, by lekarz wypowiedział się, czy można umieścić ją w zakładzie karnym. Jak udało nam się ustalić, kobieta była poszukiwana na podstawie nakazu doprowadzenia jej do odbycia kary wydanego po tym, jak kobieta nie zastosowała się do ciążacego na niej wyroku za wyłudzenie w jednym z banków ponad 3,2 tys. zł.

Sąd skazał ją na półtora roku więzienia w zawieszeniu na trzy lata oraz karę 1 tys. zł grzywny. Na prośbę skazanej sąd zamienił grzywnę na nieodpłatną pracę na cele publiczne. Kobieta jednak się do niej nie stawiła, w związku z czym sąd zadecydował o umieszczeniu jej na 25 dni w odosobnieniu.

– Potwierdzam, że policjanci mieli ją doprowadzić do odbycia kary – mówi Aneta Wira-Kokłowska, rzecznik chełmskiej policji. – Wcześniej potrzebna była jednak konsultacja lekarska.

Sama zainteresowana twierdzi, że szpital kłamie, a dziennikarze wypisują bzdury.

– Stawiałam się na wizyty kontrolne u lekarzy, a kartę ciąży założyłam późno, ale nie aż tak, jak mi się teraz zarzuca. Skoro chciałam pozbyć się dziecka, to jakim cudem znalazłam się w szpitalu i je tam urodziłam? – nie kryje oburzenia kobieta.

Lekarz, który 12 października ją zbadał, nie zgodził się na umieszczenie jej w więzieniu. – Jak mógł to zrobić, nie znając nawet podstawowych wyników badań tej kobiety? – pyta Wojewoda. – Ryzyko było zbyt duże.

Kubuś przez dwa tygodnie przebywał w lubelskiej klinice. Chociaż jest już ze swoją mamą, to wciąż pozostaje pod opieką lekarzy.

– Lekarze jeszcze nie są w stanie stwierdzić, jakie skutki spowodował uraz. Dowiemy się tego dopiero za dwa, trzy miesiące, kiedy zostanie zrobiony rezonans magnetyczny. Na szczęście, nic nie wskazuje na to, by pęknięcie czaszki
spowodowało u niego powikłania – mówi brat pacjentki i zapewnia, że rodzina nie myśli jeszcze o ewentualnym odszkodowaniu. Cierpliwie czeka na wyniki badań i ustalenia prokuratury.

– Nie widzę powodów, abym nie miał dać wiary ordynatorowi – mówi Mariusz Kowalczuk, dyrektor szpitala. – Dlatego jego doniesienie skieruję do prokuratury.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
Dorota
zuzia24
joa
(10) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Dorota
Dorota (5 grudnia 2009 o 09:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Moja koleżanka, będąc w ciąży udała się do lekarza z bólem brzucha. I co? Lekarz stwierdził, że nic jej nie jest i że jej nie boli (no tak, pewnie kłamała, że ją boli!). Została bardzo niemiło potraktowana i powiedziano jej, że nic jej nie jest i niech przyjdzie jak będzie rodzić. No a jakoś u drugiego lekarza okazało się, że ma zapalenie pęcherza.
Rozwiń
zuzia24
zuzia24 (4 grudnia 2009 o 13:50) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
aa napisał:
To, że nie dostrzegasz różnicy między kilkutygodniowym płodem a donoszoną ciążą nie oznacza, że takiej różnicy nie ma . Poza tym , nikt nikogo nie zmusza do aborcji , wiec dobrze by było gdyby o tym mogły decydować same kobiety a nie restrykcyjne prawo.

Dziękuję, bardzo za Twoją wypowiedź. To jest właśnie ten paradoks w sposobie myślenia naszego społeczeństwa, o którym pisałam.
Rozwiń
joa
joa (4 grudnia 2009 o 13:40) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Oj Jola,Jola. Ułożyłaś już całą teorię spiskową, że aż włos staje na głowie. Po pierwsze może ojca nie ma, więc się nie wypowiada i to nijak się ma do zaniedbań szpitala. Po drugie jak to możliwe,że ordynator wie o kredytach i jak to się ma do zaniedbań, po trzecie itp i itd. Nie za dużo wniosków wysuwasz?
Rozwiń
aa
aa (4 grudnia 2009 o 13:11) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
zuzia24 napisał:
Ogarnia mnie trwoga!!!!!!!!! Z jednej strony wypadek się potępia i nie ma wytłumaczenia, że to był wypadek, ale z drugiej na zabijanie dzieci nienarodzonych się zezwala!!!!!!!!! I to jest w porządku tak? Na wypadek nie można pozwolić a na zabicie dziecka tak????? Polska to faktycznie kraj absurdu!!!!!!!!!!!!!



To, że nie dostrzegasz różnicy między kilkutygodniowym płodem a donoszoną ciążą nie oznacza, że takiej różnicy nie ma . Poza tym , nikt nikogo nie zmusza do aborcji , wiec dobrze by było gdyby o tym mogły decydować same kobiety a nie restrykcyjne prawo.
Rozwiń
jola
jola (4 grudnia 2009 o 12:51) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Okropne rzeczy i dziwna cała ta sprawa! Jaka matka zwleka z wizytą u ginekologa będąc w ciąży? To nie jest normalna sytuacja. Przecież standard to 3 - 4 miesiąc - rozpoznanie ciąży i prowadzenie jej to mnóstwo badań, wizyty kontrolne itp. A co z ojcem dziecka, dlaczego się nie wypowiada? Wiem, że poziom etyczny pracowników służby zdrowia bywa różny ale zastanówcie się, w dzisiejszych czasach (czasach nagłaśniania spraw przez media) taka znieczulica w szpitalu? Mam mieszane uczucia... Wyłudzenie kredytu przez matkę niestety rzuca też ujemny cień na całą sprawę, może tak zachowywała się celowo, żeby wyłudzić potem jakąś kasę za niby-zaniedbania?, co nie mieści mi się w głowie bo sama jestem mamą. A może szpital kłamie bo chce uniknąć odpowiedzialności i zapłacenia wysokiego odszkodowania, jak chociażby szpital w Puławach. Dobrze, że sprawą zajęłą się prokuratura, powinna wnikliwie sprawdzić i wyjaśnić całą sprawę.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (10)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!