czwartek, 19 października 2017 r.

Chełm

O następców będzie coraz trudniej

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 lutego 2007, 17:04

W powiecie włodawskim, gdzie jest blisko 50 jednostek OSP, ludzi do gaszenia pożarów jeszcze nie brakuje.

Ale już teraz kierowcy strażackich samochodów dostają ekstrapieniądze. Wszystko po to, żeby nie wyjeżdżali w poszukiwaniu zarobku za granicę.

Taka sytuacja jest już na zachodzie kraju, gdzie błyskawicznie topnieją szeregi strażaków ochotników. Są miejscowości, gdzie w jednostkach pozostało po dwóch, trzech strażaków. Reszta wyjechała w poszukiwaniu pracy. U nas, na szczęście, nie jest tak dramatycznie. - W naszym regionie tradycja OSP jest bardzo żywa - mówi Franciszek Gruszkowski, prezes powiatowego zarządu OSP we Włodawie.
- Mieszkańcy, szczególnie
ci starsi, na wyjazd decydują się w ostateczności. Dlatego, jak na razie, ze strażakami problemu nie mamy.
W powiecie włodawskim jest blisko 1,5 tys. strażaków ochotników w 48 jednostkach. W gminie Włodawa są nawet dwie drużyny kobiece. Strażackiego "fachu” uczą się też młodzi. Ale ilu z nich zechce służyć w OSP, tak naprawdę nie wiadomo. Część planuje wyjazd na studia, inni rozglądają się za pracą. Niekoniecznie w swojej wsi. - Niech to będzie chociaż jedna, dwie osoby z każdej młodzieżowej drużyny, to już jest coś - mówi Tadeusz Sawicki, prezes gminnego zarządu OSP. - Zdajemy sobie sprawę, że to już nie
są te czasy, że każdy chłopiec marzy o strażackim hełmie. Ale i warunki się zmieniają. Mamy lepszy sprzęt, który może obsłużyć mniej osób. Na pewno nie będzie tak, że nie będzie komu pojechać na wezwanie.
Największy problem jest z kierowcami. Szczególnie młodzi coraz częściej decydują się na wyjazd za granicę. Dlatego wiele chce ich "dowartościować”. W gminie Włodawa kierowcy dostają oprócz ekwiwalentu za akcję dodatkowe wynagrodzenie w ramach umowy-zlecenia.
To 210-250 zl brutto.
W ubiegłym roku w powiecie włodawskim ponad pół tysiąca zdarzeń wymagało interwencji straży pożarnej. Połowę z nich "obsłużyli” ochotnicy.
Mieszkańcy szukają pomocy u strażaka nie tylko wtedy, gdy wybuchnie pożar. Również gdy na drodze zdarzy się wypadek, czy woda zaleje piwnicę. Jak radziliby sobie, gdyby ochotników zabrakło? - Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji - mówi pani Zofia, której strażacy ochotnicy kilka lat temu uratowali z pożaru dorobek całego życia. - Tam, gdzie są ochotnicy, ludzie czują się bezpieczniej. Wiedzą, że w razie nieszczęścia mogą liczyć na pomoc.
Gmin bez OSP nie widzi także Gruszkowski. - Strażacy ochotnicy zwykle jako pierwsi zjawiają się na miejscu zdarzenia - mówi. - A wiadomo, im szybciej, tym większe szanse na uratowanie ludzi i dobytku.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!