środa, 23 sierpnia 2017 r.

Chełm

Pilnujmy czworonożnych przyjaciół

Dodano: 19 kwietnia 2007, 17:27

Są małe, ale bardzo groźne. Atakują niespodziewanie. Wczepiają się w skórę i wysysają krew.

Przenoszą choroby, które nie leczone, mogą doprowadzić do śmierci. Mowa o kleszczach. Za ich sprawą w tym roku w Chełmie zachorowało już kilkadziesiąt psów. Niektórych nie udało się uratować.
- Każdego dnia przyjmujemy po kilka psów z objawami babeszjozy - mówi Tadeusz Nafalski, lekarz weterynarii. I dodaje, że nie ma 100 procentowych sposobów na to, by zabezpieczyć swoje zwierzę przed tymi pasożytami. Warto natomiast zaopatrzyć się w środki odstraszające kleszcze.
Może to być specjalna obroża lub inny specyfik np. krople. Warto też po każdym spacerze dokładnie obejrzeć swojego pupila. Przede wszystkim zwrócić uwagę na okolice głowy, uszu, pach oraz boki klatki piersiowej. Jeśli pies przyniesie ze spaceru kleszcza, albo co gorsze wykazuje już objawy choroby, należy jak najszybciej zgłosić się z nim do lecznicy. Objawy, które powinny zaniepokoić to apatia, brak apetytu, wysoka gorączka, nawet do 41 stopni Celsjusza i zmiana barwy moczu.
Bary jest funkcjonariuszem służby celnej. Ma siedem lat. Już cztery razy chorował na babeszjozę. - Zobaczyłem czerwone plamki na jego ciele - wspomina Jerzy Bernadzki, przewodnik psa. - Mój niepokój wzbudziła też barwa jego moczu. Od razu zgłosiłem się z nim do lekarza. Bary dostał zastrzyki i dzięki temu żyje. Teraz oglądam go każdego dnia. Stosuję preparaty odstraszające kleszcze. Nie chcę, żeby zachorował.

Specjalne środki stosuje też Małgorzata Kruk, właścicielka jamniczki Tiny. - Dzięki Bogu, a ma ona już cztery lata, kleszcz nigdy nie wbił się w jej skórę - cieszy się kobieta. - I oby tak już zostało.
Ale nie wszystkie psy mają tyle szczęścia co Tina. Dla Miśka, psa pani Joanny spotkanie z kleszczami skończyło się tragicznie. - Najpierw przestał jeść, zrobił się osowiały, miał gorączkę. Myślałam, że to przeziębienie. Tymczasem lekarz stwierdził, że babeszjoza zrobiła takie spustoszenie w jego organizmie, że pojawiła się żółtaczka. Mój Misiek, mimo intensywnego leczenia, odszedł od nas - z żalem w głosie wspomina pani Joanna.
- Dlatego tak ważne jest, aby w porę reagować na wszelkie zmiany w zachowaniu psa - przestrzega Ziemowit Mielniczuk, lekarz pracujący w lecznicy przy ul. Browarnej. - Czasami jest zbyt późno, żeby można było zwierzę uratować.

Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!