wtorek, 17 października 2017 r.

Chełm

Pomoc przyszła za późno, ptak padł

  Edytuj ten wpis

Anna Mitraszewska z Warszawy bawiąc w Hniszowie wypatrzyła dziwnie zachowującego się puchacza.

Chociaż wykonała dziesiątki telefonów, to dopiero na drugi dzień przyjechał ktoś, aby zająć się ptakiem. Niestety, puchacz już nie żył.

- Próbowałam zainteresować policję, po czym służbę leśną od dyrekcji w Lublinie po właściwego terytorialnie leśnika - mówi pani Anna. - Po kolejnych rozmowach zaczęłam odnosić wrażenie, że los puchacza nikogo nie obchodzi, a ja jestem postrzegana jako nawiedzona wariatka.

Mitraszewskiej udało się w końcu przekazać informację o potrzebującym pomocy puchaczu koledze z warszawskiego Eko-Funduszu. Traf chciał, że ten z zapisanej na telefonicznej sekretarce wypowiedzi zrozumiał, że ptak znajduje się nie w okolicach Dorohuska, lecz Drohiczyna. Zanim rzecz się wyjaśniła upłynęło sporo czasu.

- Nasz pracownik był w Hniszowie już w półtorej godziny po tym, jak dostaliśmy sygnał o puchaczu - mówi Janusz Holuk, dyrektor Zespołu Parków Krajobrazowych Polesia. - Na pomoc było jednak za późno.

Zdaniem Holuka, los puchacza i tak był już przesądzony. Kiedy Mitraszewska się na niego natknęła, prawdopodobnie był on już w stanie agonalnym. Teraz nie pozostaje nic innego, jak oddać puchacza do spreparowania, z myślą o umieszczeniu go w Ośrodku Edukacyjno-Ekologicznym w Brzeźnie.

Padły puchacz, chociaż dobrze wypierzony, nie miał jeszcze roku. Nie był zaobrączkowany. Prześwietlenie nie wykazało w jego ciele śrucin, a więc nie był postrzelony. Tym większa to strata, że na całej Lubelszczyźnie ornitolodzy doliczyli się zaledwie około 60 par tych ptaków. W kraju wiadomo o ponad 400 takich parach. Dlatego gatunek, jako zagrożony wyginięciem, został wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt.

Co zrobić, jeśli podobnie jak Anna Mitraszewska natkniemy się na chorego lub rannego ptaka?

- Jeśli nie bezpośrednio nas, to należy zawiadomić o tym najbliższy urząd gminy - mówi Robert Bochen z Zespołu Parków Krajobrazowych Polesia. - Urzędnicy mają z nami bezpośredni kontakt. Natomiast, jeśli znajdziemy potrzebującego pomocy ptaka w lesie, to najlepiej skontaktować się z nadleśnictwem. Odradzam transportowanie ptaka na własną rękę. W poczuciu zagrożenia może bowiem zrobić krzywdę. Niewykluczone też, że jest nosicielem chorób, a na pewno pasożytów.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
macio
palaetolonarcysta
(2) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

macio
macio (21 października 2008 o 15:10) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zadziwiające jak różne służby państwowe lekceważą swe obowiązki. Właściwie nie tyle służby co ludzie, którzy powinni służbę pełnić. W dalszym ciągu w Polsce mamy spore bezrobocie, więc nie powinno być problemu ze zwolnieniem lenii ludzi nie mających kompetencji i zastąpienie ich innymi.
Wiem doskonale, że to pobożne życzenia, bo wiadomo kto zasiada na państwowych posadkach - krewni i znajomi królika. A królik swoich przecież nie skrzywdzi.
Rozwiń
palaetolonarcysta
palaetolonarcysta (21 października 2008 o 03:24) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
PUCHACZ PADL ZE ZMECZENIA
Dowiedzial sie ze Kaczor bedzie w Lublinie wiec chcial weekend spedzic w okolicach Chelma
Nie mial ubezpieczenia medycznego wice nie wzial przed odlotem witamin i przez to sie wykonczyl.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (2)

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!