sobota, 18 listopada 2017 r.

Chełm

To najlepsze mieszkanie

  Edytuj ten wpis
Autor: Bożena Czyż

Ochoża Pniaki, gmina Wierzbica. Za figurą trzeba skręcić piaszczystą drogą w lewo. Kilkadziesiąt metrów dalej, w otoczeniu wiekowych lip i jesionów stoi drewniana chałupa kryta strzechą. Jedna z nielicznych, jakie dotąd zachowały się w powiecie chełmskim.

d Ochoża Pniaki, gmina Wierzbica. Za figurą trzeba skręcić piaszczystą drogą w lewo. Kilkadziesiąt metrów dalej, w otoczeniu wiekowych lip i jesionów stoi drewniana chałupa kryta strzechą. Jedna z nielicznych, jakie dotąd zachowały się w powiecie chełmskim.
Wokół domostwa murowane, albo co najmniej drewniane, porządnie oszalowane, kryte ceramiką albo eternitem. Pod strzechą od 1940 roku mieszka Bronisława Kaszczuk.
– Zajęliśmy dom po Ukraińcach – wspomina. – Na początku w jednej izbie mieszkało nas osiem osób. Ja z mężem i czworo dzieci.
Mąż od wielu lat nie żyje, dzieci wyjechały i założyły rodziny w Lublinie i Siedlcach. Tylko jeden syn został w Ochoży i gospodarzy wraz z matką na 10 hektarach. Choć ma już ponad 50 lat, dotąd się nie ożenił. Naprzeciwko ojcowskiej chałupy wybudował nowy dom, z drewnianą podłogą, elektrycznością, telefonem. Tylko wody bieżącej nie ma. Matka jednak ani myśli tam się przeprowadzić.
– Jak śpię na wersalce, to rano wstaję chora – mówi. – Za miękkie takie posłanie. Gdy czuję wokół siebie ziemię, drewno i słomę, jestem naprawdę zdrowa. Mam prawie 80 lat, a wydaje mi się, że nie przekroczyłam 20.
Ziemię na podłodze w izbie zajmowanej przez B. Kaszczuk przykryło drewno, później jeszcze linoleum, drewniane ściany są jak były, świeżo pomalowane na niebieski kolor. A strzechę każdy widzi. Ani razu się nie paliła, nie przecieka, zatrzymuje ciepło, które rozciąga się od wielkiego chlebowego pieca.
– Już nie piekę chleba – opowiada sędziwa lokatorka. – Nie mam potrzebnej siły w rękach. Kupuję cztery bochenki w sklepie, zamrażam, a później do mikrofalówki.
Zamrażarka stoi u syna, po sąsiedzku, mikrofalówka, telewizor, radiomagnetofon na stole pod strzechą. Obok, przy dwóch przeciwległych ścianach wybrzuszone pościelą dwa drewniane łóżka, pokryte starymi narzutami. Oczywiście z siennikami wypełnionymi sianem albo słomą. Przy piecu ogromna, może dwustulitrowa beczka, w której kisi się kapusta. Na kuchennej płycie topnieje tłuszcz, bo niedawno u Kaszczuków było świniobicie.
– Wnuki mówią, że jak kiszona kapusta, to tylko od babci – pogodnie opowiada kobieta. – Dzieci też często przyjeżdżają, bez jaj, własnej śmietany, twarogu, czy kurki nigdy nie wypuszczam. A ostatnio i po ćwiartce wzięły.
Panią Bronisławę zastaliśmy w zagonie buraków, które wraz z synem wyrywała z ziemi. Do południa skończą. Później obiad dla syna, dla siebie kanapkę z serem i herbatę. Jeszcze później przyjdą jesienne chłody i zima. Nawet najcięższa nie wygoniła staruszki spod strzechy. To przecież najlepsze mieszkanie pod słońcem.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!