piątek, 18 sierpnia 2017 r.

Chełm

Trudno pomóc bliźniemu

Dodano: 26 stycznia 2006, 19:14

Bezdomni, niemal na siłę ulokowani w schroniskach, zaczynają wracać na swoje śmieci. Jedni uciekają, innych władze ośrodków muszą usuwać. Po kilku dniach najczęściej kompletnie pijanych przywozi z powrotem policja.

Barbara Fiałkowska, szefowa chełmskiego ośrodka „Monar-Markot”, przyłapała jednego z podopiecznych na piciu wódki. Na domiar złego częstował „Royalem” innych mieszkańców. Natychmiast usunęła go z ośrodka. Wczoraj policjanci przywieźli go z powrotem – pijanego w sztok.
Tym razem Fiałkowska jest pewna, że mężczyzna ten przez jakiś czas pozostanie w ośrodku. Po ostatnim „gigancie” wrócił do „Monaru” z ranami stóp, które uniemożliwiają mu chodzenie. Razem z nim w pomieszczeniu wydzielonym dla tak zwanych dykciarzy, czyli bezdomnych alkoholików przywożonych przez policjantów, przebywa pięć osób. Był tam jeszcze jeden mężczyzna, ale kiedy tylko zrobiło się nieco cieplej wyszedł z ośrodka i nie wrócił. Wczoraj zastąpił go kolejny. Policjant doprowadził ledwo trzymającego się na nogach mężczyznę przed barak, odwrócił się na pięcie i pomaszerował z powrotem do samochodu. – To już bezczelność – zżyma się Fiałkowska. – Ten policjant nawet nie zapytał, czy mamy jeszcze miejsce. Zanim nam go przekazał, powinnam chociaż rzucić na „nowego” okiem. Niedługo zaczną nam podrzucać ludzi pod bramę.
W schronisku Monaru ciągle jest „Niusia” – jedno z dwojga bezdomnych, których przed zamarznięciem uratowaliśmy wspólnie ze Strażą Miejską tydzień temu. Jej towarzysz Ryszard Ł. był w tak fatalnym stanie, że trzeba było wezwać pogotowie. Trafił do chełmskiego szpitala. Jednak nie zagrzał tam miejsca. Lekarz z Oddziału Ratownictwa Medycznego uznał, że nie wymaga hospitalizacji. Został przewieziony do schroniska. Tutaj oboje zostali wykąpani, odwszawieni i nakarmieni. – Niestety, mężczyzna nie mógł u nas pozostać – mówi Barbara Fiałkowska, szefowa ośrodka. – Nie był w stanie samodzielnie chodzić i się moczył.
Ryszard Ł. znowu jest w szpitalu, tym razem na oddziale chirurgii. – Potrzymamy go przez kilka dni i odeślemy do „Markotu” – mówi Edward Tomaszewski, ordynator oddziału. – Mężczyzna ma lekkie odmrożenia palców u rąk i nóg. A że się moczy? Sam doprowadził się do takiego stanu i my na to nic nie poradzimy.
Tomaszewski nie wierzy, że Ryszard Ł. nie chodzi. Przyznaje, że w dzień nie opuszcza łóżka. Za to nocami grasuje po oddziale i wykrada żywność z szafek pacjentów. Na dodatek moczy nie tylko swoje łóżko, ale i innych. Wszyscy mają go dosyć.
Wygląda zatem na to, że bezdomny pacjent wkrótce dołączy do „Niusi”. Oczywiście, jeśli ta w międzyczasie nie opuści ośrodka. Już raz próbowała. Przepytywała mieszkanki, jak chociaż na chwilę wyrwać się na wolność. Obiecywała, że jak tylko zabierze ukrytą w ruinach lokomotywowni butelkę denaturatu, to wróci. Na szczęście dla „Niusi” współlokatorki z „Monaru” wybiły jej z głowy tę eskapadę. Na jak długo? •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!