środa, 18 października 2017 r.

Chełm

Trudny krok do pojednania

  Edytuj ten wpis
Dodano: 3 marca 2009, 19:47

Chełmianin Krzysztof Krzywiński właśnie wrócił z Ukrainy, gdzie uczestniczył w uroczystościach 65 rocznicy spacyfikowania wsi Huta Pieniacka. Ma niedosyt.

Zarówno prezydent Polski, jak i prezydent Ukrainy nie nazwali sprawców po imieniu. A przecież ci są znani.

Po Hucie Pieniackiej pozostały jedynie fundamenty kościoła, resztki pomnika Powstańców Styczniowych i okruchy nagrobków, gdzie znajdował się polski cmentarz. Jesienią 2005 r. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa ufundowała upamiętniający męczeńską śmierć około tysiąca mieszkańców pomnik, pod którym w ostatnią sobotę spotkali się i wystąpili prezydenci obu państw.

- Mówiąc o sprawcach, obaj dostojnicy dyplomatycznie ograniczali się do słowa faszyści - mówi Krzywiński, przewodniczący chełmskiego Stowarzyszenia Kresy - Pamięć i Przyszłość. - A przecież badania historyków potwierdziły, że pacyfikacji dokonał przede wszystkim dowodzony przez Niemców, ale złożony z ukraińskich nacjonalistów, pododdział XIV Ochotniczej Dywizji SS Galizien.

Krzywiński w tamtych stronach ma wielu ukraińskich przyjaciół. - Oczywiście, zadałem im pytanie, czy słyszeli o zbrodni w Hucie Pieniackiej i czy wiedzą, kto się tego dopuścił. Bez skrępowania odpowiadali: "To nasze esesmany”.

Rocznicowe uroczystości rozpoczęły się o godz. 13. Tymczasem już przed godz. 11 na miejsce przyjechała charakterystycznie oplakatowanymi autokarami grupa współczesnych ukraińskich nacjonalistów. Przy drodze do polskiego monumentu ubrani na czarno młodzi ludzie ustawili krzyż z wykonaną z drutu kolczastego koroną.

- Ukraińcy zagrodzili naszym delegacjom drogę - mówi Krzywiński. - Mnie przypadło w udziale poprowadzenie grupy Stowarzyszenia Huta Pieniacka. Jej członkowie rozwinęli transparent z napisem "Dziękujemy panie Prezydencie”.
Obejrzałem się i zawołałem, aby tylko nie pozwolili go sobie wyrwać.

Krzywiński przyznaje, że pomiędzy uczestnikami uroczystości i pikiety nie doszło do otwartej konfrontacji. Ukraińscy narodowcy rozstąpili się przed Polakami. Nie obyło się jednak bez zjadliwych pytań "A czego wy tu Lachy znowu szukacie?”.

- Dziś trudno się zgodzić co do tego, kto w czasie wojny miał rację, a kto nie - powiedział wicewojewoda lwowski Oleksandr Hanuszczyn. - Ale ta uroczystość jest krokiem do pojednania. A my na Ukrainie powinniśmy brać przykład z Polaków, jak traktują ważne dla siebie miejsca pamięci.

Krzywiński zgadza się, że mimo wszystko uroczystość przysłużyła się wzajemnemu pojednaniu. W końcu ubrani na czarno i wymachujący czerwono-czarnymi flagami młodzi ludzie, to nie cała Ukraina.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!