czwartek, 24 sierpnia 2017 r.

Chełm

Tutaj spełniają się marzenia

Autor: Monika Mojsym

Na pierwszy rzut oka kojarzą się ze strażnikami miejskimi albo konduktorami. Tymczasem
to najprawdziwsi piloci. Wszyscy studiują w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. Do Chełma przyjechali z Gdyni, Bydgoszczy czy Warszawy. Tylko jeden studiuje w rodzinnym mieście.

W Chełmie nie ma jeszcze lotniska, a na dziedzińcu uczelni dopiero stanął samolot-laboratorium. A mimo to, każdy ze studentów ma już wylatane kilkaset godzin. Większość doświadczenia zdobyli w Chełmie. Ale przedtem musieli sporo w siebie zainwestować. Niezbędne licencje, kursy i badania lekarskie. I obowiązkowo świetny angielski. Bez znajomości tego języka żaden pilot nie poradzi sobie w przestworzach.
O PWSZ dowiedzieli się przypadkiem, z prasy. Ale nie wszyscy. - Ja informacje miałem od samego rektora - przyznaje Paweł Strokowski. - Poznałem go w Dęblinie, gdy jeszcze badał grunt pod przyszły kierunek. Jestem jednym z pierwszych studentów pilotażu.
Chłopakom początkowo ciężko było oswoić się z miastem. Przyjechali z dużych metropolii. Trudno było im uwierzyć, że w Chełmie nie ma Pizza Hut czy KFC. Do tej pory narzekają na jedzenie w lokalnych knajpkach. Często napotykają na zdziwiony, bądź przestraszony wzrok przechodniów. - Zdarza się, że w kilku idziemy w mundurach - śmieje się Paweł. - Zaczepiają nas starsze panie. Mówią, że ładnie wyglądamy. Ale najczęściej ludzie biorą nas za... miejskich strażników. W pociągach pokazują nam bilety do kontroli.
Lotnicy bywają też myleni z marynarzami. Gdy w jednej z kafejek zamawiali kanapki z tuńczykiem, ekspedientka skwitowała stwierdzeniem - widać, że się za rybką tęskni.
Chełmskim pilotom nikt nie odpuszcza. Muszą chodzić na wszystkie ćwiczenia i wykłady. Do tego dochodzą dodatkowe zajęcia sprawnościowe i cztery godziny angielskiego tygodniowo. - Na żadną taryfę ulgową nie mamy szans - żalą się studenci. - Profesorowie są zdania, że pilot musi umieć więcej niż inni.
Oprócz programowych zajęć mają mnóstwo szkoleń. Ostatnie zgrupowanie trwało aż 5 tygodni. Latają w Mielcu i Dęblinie. Uczelnia zapewnia im pomoc w zdobyciu trzech licencji. Turystycznej, zawodowej i liniowej. Zdobywają szereg uprawnień, m.in. do sterowania samolotami wielosilnikowymi. Mimo to, wszyscy wyróżniają się w nauce. Igor Świtakowski jest najlepszym studentem uczelni.
Ale te studia wymagają również dużych nakładów finansowych. - Bardzo dużo wydajemy na dojazdy - mówi Strokowski. - Drogie jest wyposażenie pilota. Musimy mieć swoje słuchawki, mapy nawigacyjne i specjalne kalkulatory. Ceny niektórych urządzeń dochodzą nawet do 5 tysięcy złotych. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!