sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Chełm

W Chełmie potrafią przepraszać

Dodano: 4 marca 2008, 18:53

W Lublinie toczy się dyskusja na temat przywrócenia w Kozim Grodzie izby wytrzeźwień.

Tamtejsi radni chcą się przyjrzeć, jak w dzisiejszych warunkach takie przybytki funkcjonują w innych miastach, w tym w Chełmie.

- W Chełmie izba wytrzeźwień broni się od lat i nie słyszałem o jakichkolwiek zakusach na jej likwidację - mówi Henryk Weremkowicz, wieloletni dyrektor tej placówki. - Chyba najbardziej liczy się to, że zapewniamy spokój w rodzinach. Połowa naszych pacjentów to sprawcy awantur domowych.

Weremkowicz z przymrużeniem oka podkreśla, że każdy ma prawo trafić do izby. Wie, co mówi, bo "gościł” już cały przekrój zawodowy. - Z wyjątkiem księży w sutannach i zakonnic w habitach. Ale księży bez sutann już tak - śmieje się.
Równocześnie przyznaje, że wśród przywożonych do niego osób najwięcej jest bezrobotnych. Tylko w lutym na 120 wszystkich pacjentów było ich aż 96.

Wczoraj rano chełmską izbę wytrzeźwień opuściło dziewięć osób. To dużo. Zazwyczaj frekwencja waha się w granicach trzech-pięciu pacjentów. Wszystkich pobyt w izbie kosztuje 240 zł.

- Bywa że procesy egzekucyjne trwają nawet do trzech lat - mówi Weremkowicz. - Koniec końców udaje nam się ściągnąć 30-35 proc. należności za pobyt w izbie. Oczywiście kwoty te nie rekompensują kosztów utrzymania placówki. Jako jednostka budżetowa w 100 procentach jesteśmy dotowani przez miasto i cały dochód odprowadzamy na jego konto.

Z uwagi na ochronę danych osobowych izba zapewnia swoim pacjentom całkowitą dyskrecję. Nie ma już mowy o powiadamianiu zakładów pracy o tym, co przydarzyło się ich pracownikowi. Bywa natomiast, że na życzenie pacjenta o tym, gdzie trafił, powiadamiani są członkowie jego najbliższej rodziny.

W przeciwieństwie do dorosłych na dyskrecję nie mogą liczyć natomiast nieletni. Jeśli trafiają do izby, ich rodzice powinni o tym jak najszybciej się dowiedzieć. Na szczęście, przynajmniej z doświadczenia Weremkowicza nie wynika, że nieletni, jak się to powszechnie uważa, piją coraz więcej. Wręcz przeciwnie. Trafia ich do izby coraz mniej. W styczniu ani jeden, a w lutym zaledwie dwóch. Tymczasem w latach 1998-2002 w ciągu miesiąca pijanych małolatów trafiało nawet po kilkunastu.

Weremkowicz, zapytany czy zdarzało się, że pacjent, który spędził noc w izbie wracał, aby podziękować za opiekę, twierdzi, że tak. Niektórzy nękani wyrzutami sumienia przychodzili też, aby przeprosić za swoje zachowanie. - Pamiętam też przypadki, kiedy wypuszczonego rano pacjenta, jeszcze tego samego dnia policjanci przywozili w sztok pijanego z powrotem.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!