sobota, 19 sierpnia 2017 r.

Chełm

Złamali jej życie

Dodano: 28 listopada 2002, 19:38

Bernarda Przesmycka do szpitala poszła na nogach, wyjechała z niego na wózku inwalidzkim. Od sześciu lat nie może doczekać się sprawiedliwości. Postanowiła szukać jej w Trybunale Praw Człowieka w Strasburgu.

Nieszczęście Przesmyckiej zaczęło się w 1996 roku. Trafiła wówczas na oddział reumatologii szpitala w Krasnymstawie. Skierował ją tam ordynator oddziału Wojciech W. Pani Bernarda skarżyła się na bóle kręgosłupa, podejrzewano korzonki. Ordynator zlecił pacjentce masaż. Zawieziono ją na fizykoterapię.
- Niczego nie wyjaśniając i nie pytając o zgodę Wojciech W. szarpał mnie za bark, potem rysował kółeczka na plecach i ugniatał kręgosłup - wspomina B. Przesmycka. - Prosiłam, żeby przestał, czułam straszny ból. Po tym zabiegu zostałam kaleką. Do szpitala poszłam na nogach, wyjechałam z niego na wózku.
Bernarda Przesmycka napisała skargę do ZOZ. W. został zwolniony z pracy, a sprawę skierowano do sadu lekarskiego. Ten jednak postępowanie umorzył, chociaż dr Alina Świetlicka, zastępca Wojciecha W., zeznała w izbie lekarskiej, że badając pacjentkę następnego dnia po zabiegu stwierdziła u niej "niedowład połowiczny”.
Przesmycka skierowała sprawę do prokuratury. To też nic nie dało. Wystąpiła więc do sądu o odszkodowanie (zażądała 390 tys. zł) i wniosła sprawę karną z powództwa cywilnego.
- Sprawę o odszkodowanie zawieszono do czasu zakończenia sprawy karnej - mówi. - Sprawa karna została umorzona. Co prawda wznowiono sprawę o odszkodowanie, tyle tylko że nie wiadomo kiedy się skończy.
Przesmycka dawniej prowadziła dochodowy interes. W 1996 roku wzięła kredyt 60 tys. zł. Zabieg w szpitalu wytrącił ją z życia zawodowego.
- Mąż sam nie mógł sobie poradzić, splajtowaliśmy - mówi. - Trzeba było zaciągnąć nowy kredyt, żeby spłacić poprzedni. Do spłaty zostało około 45 tys. zł. Sprawy w sądzie i moje leczenie kosztowały blisko 100 tysięcy złotych. Bank zajął mi rentę w wysokości 528 złotych, z której żyła cała rodzina. Teraz mamy wyłącznie długi, a z opieki społecznej dostajemy 180 złotych miesięcznie.
Bank postanowił zlicytować dom, w którym mieszkają Przesmyccy.
- Byłam u prezesa banku, błagałam, żeby się wstrzymali do czasu zakończenia moich spraw w sądzie - mówi Przesmycka. - Potraktował mnie jak śmiecia, wyrzucił na ulicę, wezwał policję.
- Wezwałem policję, bo nie chciała wyjść z gabinetu i zakłócała spokój, ale nikt jej nie wyprowadzał siłą - oponuje Stanisław Woźniak, prezes Banku Spółdzielczego w Krasnymstawie. - Proponowaliśmy pani Przesmyckiej ugodę, żeby zapłaciła koszty i odsetki, a na nowo spiszemy umowę. Nie chciała o tym słyszeć. Ale nadal jestem otwarty na pertraktacje.
Przesmycka pisała do premiera, prezydenta. Znikąd nie otrzymała pomocy. Napisała więc do Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. Otrzymała odpowiedź, że skarga została przyjęta i trybunał ją rozpatrzy.
A Wojciech W. pracuje w lubelskim ZUS jako orzecznik. Decyduje, komu należy przyznać rentę inwalidzką.

Adam Sandauer - prezes Stowarzyszenia Praw Pacjentów Primum Non Nocere

To jedna z najbardziej haniebnych historii, która obrazuje stan naszego państwa - egoizm, brak troski o innych, likwidację opieki społecznej. Nasze protesty tu w Polsce nie pomagają. Ale pojedziemy do Brukseli. Niech w Unii Europejskiej dowiedzą się, jak traktuje się ludzi w naszym kraju.
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!