poniedziałek, 21 sierpnia 2017 r.

Chełm

Żywioł zabiera im wszystko

Dodano: 13 kwietnia 2006, 17:56

W ciągu dwóch dni Bug zalał kilka tysięcy hektarów łąk i pól w gminie Hanna. Woda wdziera się już na podwórka. Mieszkańcy boją się o swój dobytek.
Właściciele kilkunastu gospodarstw w Pawlukach, Osieńczukach, Parkocinach i Kuzawce zostali odcięci od świata. Nie tylko nie dojadą do sklepu, przychodni, czy Urzędu Gminy, ale przede wszystkim nie mogą odstawić mleka do skupu. Jedynym środkiem transportu są łodzie i pomoc funkcjonariuszy Straży Granicznej w Dołhobrodach. - Sąsiedzi mogą jeszcze dojechać do Hanny, ja już nie - mówi Dariusz Milart z Pawluków. - Największy problem mam z mlekiem. Co drugi dzień odstawiam 250 litrów. Gdyby nie straż, musiałbym je wylewać.
W podobnej sytuacji jest Piotr Maguda z Pawluk. Dziennie sprzedaje ponad 800 litrów mleka. Jednak pan Piotr martwi się o coś jeszcze. - Mam ponad 30 hektarów ziemi, z czego 25 jest pod wodą - żali się Maguda. - Szkoda zboża ozimego, bo jak woda szybko nie wsiąknie, to nic nie urośnie. Najbardziej martwię się o kiszonkę dla krów, jeśli woda zaleje silosy, to wszystko będzie do wyrzucenia. A mam tego jakieś 60 ton.
Maguda nie ubezpieczył gospodarstwa i krów. - Mam ich 80, a za jedną chcą w ubezpieczalni 200 złotych - mówi. - A skąd ja wezmę 16 tysięcy złotych?
Pomoc mieszkańcom zalanych posesji zaoferowali funkcjonariusze Straży Granicznej w Dołhobrodach. Co dwa dni będą podpływać pod domostwa łodzią motorową i zabierać bańki z mlekiem. W razie potrzeby zrobią zakupy i zawiozą do lekarza. Woda nie opadnie przez najbliższe kilkanaście dni, dlatego po świętach będą też przewozić łodziami dzieci do szkół.
Major Sławomir Gruszecki, komendant placówki Straży Granicznej w Dołhobrodach, nie widzi w tym nic nadzwyczajnego. - My tylko udzielamy ludziom pomocy - mówi. - Mamy odpowiedni sprzęt i przeszkolonych ludzi. Zależy nam też na budowie więzi z mieszkańcami. Mam nadzieję, że jeżeli kiedyś my będziemy potrzebować pomocy, nikt nam jej nie odmówi.
Mieszkańcy zalanych posesji mają numery telefonów do komendanta i dyżurnego strażnicy. Wiedzą, że w razie potrzeby mogą natychmiast zadzwonić. - Jeżeli będzie potrzeba, przypłyniemy łodziami o każdej porze dnia czy nocy - deklaruje Gruszecki.
Stanisław Trochimiuk, wójt gminy Hanna przyznaje, że gdyby nie pogranicznicy, pomoc byłaby bardzo ograniczona. - Woda wystąpiła bardzo gwałtownie - mówi Trochimiuk. - W jeden dzień wydaliśmy mieszkańcom dziesięć łodzi, 30 par długich butów gumowych i kilkanaście kapoków. Ale bez Straży Granicznej na niewiele by się to zdało. •
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

Alarm 24
Widzisz wypadek? Jesteś świadkiem niecodziennego zdarzenia?
Alarm24 telefon 691 770 010

Wyślij wiadomość, zdjęcie lub zadzwoń.

Kliknij i dodaj swojego newsa!