Kino

"Blair Witch". Recenzja filmu

Dodano: 17 września 2016, 10:43
Autor: Damian Drabik

fot. kadr z filmu "Blair Witch"
fot. kadr z filmu "Blair Witch"

Od piątku na ekranach lubelskich kin można oglądać film „Blair Witch” - kontynuację kasowego horroru sprzed lat, który zapoczątkował modę na konwencję found footage.

Zaczęło się, podobno, w 1994 roku, kiedy troje studentów wyruszyło do Back Hills w Maryland, aby nakręcić dokument o lokalnej legendzie zwanej wiedźmą z Blair. Młodzi filmowcy zaginęli jednak w niewyjaśnionych okolicznościach, a w lesie odnaleziono po nich jedynie kamerę, która zarejestrowała szereg niepokojących wydarzeń. Taśmę postanowiono zaprezentować pięć lat później na kilku festiwalach filmowych.

Tyle jeśli chodzi o fikcję. W rzeczywistości film „Blair Witch Project” nakręcono w 1999 roku, a całą historię sprytnie ukartowano. Nikomu nic się nie stało, chociaż podobno nawet sami grający w filmie studenci uważali, że legenda o wiedźmie jest prawdziwa i przez długi czas nie wiedzieli, że wszystko, co spotyka ich w lesie, jest wynikiem zabiegów pary reżyserów – Daniela Myricka i Eduardo Sancheza. I cokolwiek by nie mówić o – filmowo dość słabym przecież – obrazie, to nie ulega wątpliwości, że stał się on niespodziewanym fenomenem (znakomita kampania promocyjna sprawiła, że przy budżecie wynoszącym kilkadziesiąt tysięcy dolarów film zarobił blisko 250 mln) i w pewnym sensie zrewolucjonizował gatunek, wprowadzając modę na tzw. mockumentary i found footage, czyli horrory wzorowane na dokument lub prawdziwe wydarzenia zarejestrowane kamerą „z ręki”. 

Jak po 17 latach od premiery oryginału sprawdza się w kinach długo wyczekiwana trzecia część cyklu? (W 2000 roku zaprezentowano jeszcze zmiażdżony przez krytykę sequel). Jedną z ważniejszych zmian w stosunku do pierwowzoru jest zdecydowane podkręcenie tempa. O ile w produkcji z 1999 roku przez większość czasu przychodzi nam oglądać przestraszone twarze bohaterów, czy roztrzęsiony obraz z kamery, a zagrożenie przede wszystkim musimy sobie wyobrażać, wiedząc jedynie, że tytułowa wiedźma jest gdzieś w pobliżu, o tyle tutaj przesunięto ciężar produkcji na krwawą rozwałkę. Jest więcej, szybciej i intensywniej.

Takie rozwiązanie z pewnością podzieli widzów. Ci, którzy doceniali mozolne (także ze względu na brak budżetu) budowanie atmosfery grozy i niepokoju w pierwszej części oraz fakt, że więcej należało sobie dopowiedzieć, niż można było zobaczyć na ekranie, mogą być rozczarowani kierunkiem, w jakim podążyli twórcy kontynuacji. Z kolei również liczna grupa tych odbiorców, którzy na „Blair Witch” zwyczajnie się nudzili, tutaj być może wreszcie znajdzie coś dla siebie.

Jest jeszcze trzecia grupa widzów, którzy nie docenili oryginału i nie docenią nowej odsłony serii. „Blair Witch” bowiem, mimo sentymentu, pozostaje dość niskich lotów horrorem, który nie tylko nic nie wnosi do gatunku, ale też nie oferuje odbiorcom ciekawej fabuły. Tę bowiem przeniesiono niemalże w stosunku jeden do jednego z oryginału, dostosowując ją jedynie do czasów obecnych: wprowadzając telefony komórkowe, GPS-y, drony etc. Scenariusz można więc streścić w jednym zdaniu: grupa studentów wędruje do lasu, gdzie zaczyna na nich polować legendarna wiedźma. Reszta to już pozbawiony logiki i pełen absurdów festiwal krzyków, wrzasków, krwi, chaosu oraz tak zwanych jump scare’ów.  Miejscami żenujące, miejscami zabawne, miejscami straszne.

„Blair Witch” to niestety kolejna ofiara panującej w Hollywood mody na odgrzewanie starych kotletów, która – zdaje się – nie ominie żadnego hitu sprzed lat. Być może najbardziej dzieło Adama Wingarda spodoba się tym, którzy nigdy nie mieli styczności z pierwszą częścią cyklu, ale nawet oni obejrzeli już tak wiele filmów w rodzaju found footage, że „Blair Witch” nie będzie w stanie niczym ich zaskoczyć. Ostatecznie produkcja i tak przyniesie zyski przyciągając do kina sentymentalnych widzów oraz tych koneserów gatunku, którzy nie odpuszczą żadnego straszaka.

Reżyseria: Adam Wingard

Obsada: James Allen McCune, Callie Hernandez, Corbin Reid, Brando Scott i inni

Autor muzyki: Adam Wingard

Operator: Robby Baumgartner

Scenariusz: Simon Barrett

Data polskiej premiery: 16 września 2016

WIDEO

Czytaj więcej o: kino film recenzja
Użytkownik niezarejestrowany
(1) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (17 września 2016 o 21:54) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Czyli takie same pierdoły jak smoleńsk.
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (1)

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna