Kino

Era Nowe Horyzonty w Lublinie (program)

Dodano: 28 stycznia 2011, 14:28
Autor: agdy

Kadr z "Mundane History" czyli "Zwyczajnej Historii"
Kadr z \"Mundane History\" czyli \"Zwyczajnej Historii\"

Od 18 do 24 lutego w kinie Bajka najlepsze filmy (zdaniem jurorów i widzów) wrocławskiego festiwalu. Ważne tytuły kina dalekiego od komercji.

Od początku lutego można już pytać o bilety (15 i 17 zł) i karnety (84 zł) na tygodniowy przegląd filmowy. To oferta dla tych, którzy nie mogli się wybrać się w zeszłym roku na 10. edycję międzynarodowego festiwalu Era Nowe Horyzonty. I propozycja dla kinomanów, którzy w tydzień chcą zobaczyć to, co w kinach studyjnych w Polsce będzie wchodziło na ekrany przez połowę 2011 roku.

W programie lubelskiej edycji projektu Era Nowe Horyzonty Tournee są filmy, które zdaniem jurorów, nowohoryzontowej publiczności oraz festiwalowych selekcjonerów stały się wydarzeniami festiwalu – zostały nagrodzone, były szeroko komentowane lub cieszyły się wyjątkową popularnością.

W kinie przy ul. Radziszewskiego zobaczymy m. in. zdobywcę Grand Prix dla najlepszego filmu w konkursie głównym – film "Zwyczajna historia” (Mundane History) w reżyserii Anochy Suwichakornpong. Nagrodzony przez festiwalową publiczność oraz doceniony przez International Film Guide "Le quattro volte” w reżyserii Michelangelo Frammartino, a także "I tak nie zależy nam na muzyce” w reż: Cédric'a Dupire i Gasparda Kuentza – zdobywca nagrody za najlepszy film w konkursie Filmy o Sztuce oraz rosyjski film "Mama” reż. Nikolay'a i Yeleny Renard, który otrzymał na festiwalu nagrodę krytyków FIPRESCI.

Program przeglądu jest tak ułożony, że filmy pokazywane na dwóch–trzech seansach dziennie są powtarzane. I każdy może je upolować w dogodnej porze.


Era Nowe Horyzonty (program)

18 lutego
18.00 Hadewijch, reż. Bruno Daumont, Francja 2009, 105 min.
20.00 Wkraczając w pustkę, Enter the Void, reż. Gaspar Noé, Francja/Niemcy/Włochy 2009, 154 min.

19 lutego
16.00 Le quattro volte, reż. Michelangelo Frammartino, Włochy/Niemcy/Szwajcaria 2010, 88 min.
18.00 Wkraczając w pustkę, Enter the Void, reż. Gaspar Noé, Francja/Niemcy/Włochy 2009, 154 min.
20.40 Hadewijch, reż. Bruno Daumont, Francja 2009, 105 min.

20 lutego
16.00 Hadewijch, reż. Bruno Daumont, Francja 2009, 105 min.
18.00 Le quattro volte, reż. Michelangelo Frammartino, Włochy/Niemcy/Szwajcaria 2010, 88 min.
20.00 Wkraczając w pustkę, Enter the Void, reż. Gaspar Noé, Francja/Niemcy/Włochy 2009, 154 min.

21 lutego
18.00 I tak nie zależy nam na muzyce, We Don't Care about Music Anyway, reż. Cédric Dupire, Gaspard Kuentz, Francja 2009, 80 min.
20.00 Zwyczajna historia, Jao Nok Krajok, reż. Anocha Suwichakornpong, Tajlandia 2009, 82 min.

22 lutego
18.00 Zwyczajna historia, Jao Nok Krajok, reż. Anocha Suwichakornpong, Tajlandia 2009, 82 min.
20.00 I tak nie zależy nam na muzyce, We Don't Care about Music Anyway, reż. Cédric Dupire, Gaspard Kuentz, Francja 2009, 80 min.

23 lutego
18.00 Mama, reż. Nikolay Renard, Yelena Renard, Rosja 2010, 71 min.
20.00 Łagodny potwór - projekt Frankenstein, Szelid Termetes - A Frenkenstein Terv, reż. Kornél Mundruczó, Węgry/Niemcy/Austria 2010, 105 min.

24 lutego
18.00 Łagodny potwór - projekt Frankenstein, Szelid Termetes - A Frenkenstein Terv, reż. Kornél Mundruczó, Węgry/Niemcy/Austria 2010, 105 min.
20.00 Mama, reż. Nikolay Renard, Yelena Renard, Rosja 2010, 71 min.

O filmach mówią twórcy

"Le quattro volte"

Michelangelo Frammartino opowiada o wiosce Caulonia w górzystej Kalabrii, skąd pochodzi cała jego rodzina. Wydaje się, że głównym bohaterem Le Quattro Volte jest stary, schorowany pasterz, który leczy się kurzem zebranym z kościelnej podłogi, wypija go z codzienną porcją wody. Michelangelo Frammartino: – Śledzimy losy czterech postaci: pasterza, młodej kozy, drzewa oraz węgla, ale tak naprawdę bohaterem filmu jest dusza.

Filmowaliśmy ciała tak, by wydobyć tą wewnętrzną obecność. To film powierzchni, jednak zrobiony z determinacją i przekonaniem, że kamera jest w stanie uchwycić kryjącą się pod nimi istotę. (…) Film jest złożony z prostych, niemal prymitywnych obrazów. Widz musi zdobyć się na wysiłek, by poruszyć głową, poszukać wszystkich elementów. Musi stać się w pewnym sensie operatorem, zaprojektować swój krajobraz, albo też montażystą, składającym film w całość. Jego zadaniem jest "dokończenie” filmu, wzięcie za niego odpowiedzialności.

"Wkraczając w pustkę"

To sensacja poprzedniego festiwalu w Cannes, film totalny, kino ery techno. Jego bohaterem jest Amerykanin Oscar, diler narkotyków, który z siostrą Lindą mieszka w Tokio. Rodzeństwo łączy silna więź i traumatyczne wspomnienie wypadku z dzieciństwa. Podczas gdy Linda tańczy przy rurze w nocnym klubie, Oscar oddaje się narkotycznym wizjom.

Gaspar Noe: – Co czuje człowiek, umierając? To pytanie nurtowało mnie jako nastolatka. Nie wynikało to z jakichś religijnych przemyśleń, raczej z zainteresowania książkami o reinkarnacji. Przeczytałem wtedy "Życie po śmierci" Raymonda Moody'ego o ludziach, którzy przeżyli śmierć kliniczną. I zacząłem pisać scenariusz. Trwało to z przerwami prawie 15 lat.

Wyobrażałem sobie, że byłoby to film w całości widziany oczyma bohatera, który ginie i którego dusza wychodzi z ciała i błąka się po świecie. Narracja w pierwszych próbach była bardziej linearna, z czasem stawała się coraz bardziej abstrakcyjna, nie chronologiczna, odlotowa. Bardzo chciałem wrócić tym filmem do czasów, gdy byłem sześcioletnim chłopcem i pochłaniałem kino wszystkimi zmysłami.

"Hadewijch"

Człowiek - powtarza Bruno Dumont - ma zdolność przeżywania stanów skrajnych. Jego bohaterka, Céline jest studentką teologii, córką ministra. Jako postulantka w katolickim klasztorze przybiera imię Hadewijch, należące do średniowiecznej flamandzkiej mistyczki i poetki.

Bruno Dumont: – Interesuje mnie obecne w pismach mistyków fizyczne doświadczenie obecności Boga. Hadewijch również pisała o kontakcie z ciałem Chrystusa i o przyjemności, jaką jej ciało z tego kontaktu czerpie. Mistycy są zdolni doświadczać nieskończoności poprzez własną fizyczność. Odmawiają sobie pokarmu. Nie pozwalają na sen. Ich ciała potrafią dotknąć sacrum.

"Mama"

Oparta na faktach relacja z milczącej egzystencji matki i syna - dwustu kilowego olbrzyma, ściśniętych na niewielkiej przestrzeni mieszkania. Niczego nie wiemy o ich przeszłości i dlaczego żyją w ten sposób.

Nikołaj Renard: – Punktem wyjścia scenariusza była historia babki Jeleny, która miała złe przeczucie przed lotniczą podróżą swojego syna. Doprowadziła do tego, że nie zdążył na feralny samolot. Katastrofa lotnicza rzeczywiście miała miejsce, jednak syn i tak zmarł niemal w tym samym momencie. "Mama" w pewien sposób nawiązuje do tej historii.

Koncentrujemy się na skomplikowanej relacji matki i syna. Uczyniliśmy z niego wielkiego grubasa, by zaznaczyć jak bardzo jest od niej zależny. Takiego go stworzyła i ten proces postępuje. Kiedy syn decyduje się ją opuścić, stara się zmienić ich wspólne życie. Jest jednak za późno, los tej pary został przesądzony.

"Łagodny potwór - projekt Frankenstein"

Jeden z ulubieńców festiwalowej publiczności, Kornel Mundruczó, powraca z uwspółcześnioną i przewartościowaną wersją "Frankensteina" Marry Shelley. Wcielając się w postać filmowca, zostaje skonfrontowany z synem, o którego istnieniu nie wiedział.

Kornel Mundruczó: – Moje filmy są metaforyczne. Zależy mi na tworzeniu możliwie najprostszych, wręcz naiwnych historii. To mój głos przeciwko wszechobecnej manipulacji: przede wszystkim w polityce, ale i w codziennym życiu. Manipulują nami oczywiście media, ale także system edukacji. Dlatego chcę - przy użyciu najprostszych środków - opowiedzieć o tym, jak żyjemy, jak działa nasz system społeczny, co z niego czerpiemy.

"I tak nie zależy nam na muzyce"

Jeden z najbardziej oryginalnych muzycznych dokumentów ostatnich lat. Panorama niezależnej sceny japońskiej, od noise'u, przez industrial, laptopy, minimal, po avant-pop. Siła filmu pochodzi m.in ze zderzeń fragmentów koncertów z ujęciami z życia codziennego.

Cedric Dupire: – Jedną z głównych idei, które towarzyszyły nam podczas realizacji filmu, było wyobrażenie sobie, że mamy do czynienia z historią science-fiction, w której po katastrofie, z jakiegoś powodu na Ziemi ocaleli tylko muzycy. Oni grają w pustych, wyludnionych miejscach, wieszcząc ostateczny koniec. Poprzez swoją muzykę, przy użyciu tego, co pozostało z przeszłości, przywołują współczesny świat.

"Zwyczajna historia"

Nieszczęśliwy wypadek zrujnował wszystkie plany Ake - jest przykuty do łóżka, przerażony, nie znajduje oparcia w zdystansowanym ojcu. Jego status - pochodzi z zamożnej rodziny, rozpoczął studia filmowe - w jednej chwili traci znaczenie. Z podobnym rozczarowaniem zmagał się wynajęty do opieki nad nim pielęgniarz - Pun.

Anocha Suwichakornpong: – Mój film ma czterech bohaterów: ojca, sparaliżowanego syna, jego pielęgniarza i dom, w którym rozgrywa się akcja. "Zwyczajna historia" to dramat rodzinny, alegoria tajskiego społeczeństwa, ukrywającego prawdę o sobie pod powierzchnią "normalności". To mój dziewiczy rejs po niespokojnych wodach współczesnej Tajlandii.

(Na podstawie materiałów organizatora)
Czytaj więcej o:
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna