Kino

Studenckie Konfrontacje Filmowe 2015. Program i opisy filmów

  Edytuj ten wpis
Dodano: 25 lutego 2015, 10:30
Autor: reda

Od soboty (28 lutego) aż do końca marca siedzimy w kinie. Zaczyna się największa filmowa impreza w Lublinie. Kino Studyjne Chatka Żaka i Dyskusyjny Klub Filmowy "Bariera” zapraszają na 22. edycję Studenckich Konfrontacji Filmowych.

Na 21 seansach zobaczyć będzie można zarówno produkcje europejskie (niemieckie, włoskie, francuskie, holenderskie, szwajcarskie…), jak i obrazy z mniej popularnych u nas filmowo państw, takich jak Irak, Gruzja czy Chiny.

– Hollywood dostarcza uniwersalnej formuły rozrywki dla wszystkich. Poszukiwaczom inspirujących wrażeń, niesztampowych historii, oryginalnego języka filmowego pozostaje zatem obserwować pojawianie się nowych, godnych uwagi miejsc, na mapie światowego kina – zachęca Piotr Kotowski, organizator konfrontacji.

Dzięki SKF zobaczymy kino z Etiopii czy kino kambodżańskie. – Z Iraku pochodzi błyskotliwie zrealizowany film "Pewnego razu na Dzikim Wschodzie". Nawiązująca stylistycznie do poetyki filmów Sergio Leone opowieść o problemie kurdyjskim po upadku rządów satrapy Saddama Husajna. Kino z Meksyku firmuje uroczą przypowieść o kłopotach wieku dojrzewania ("Tosty po meksykańsku"), a wspólnie z kinematografią Gwatemali latynoską odyseję "Złota klatka", w której młodzi ludzie wyruszają w niebezpieczną podróż do mitycznej ziemi obiecanej – USA – wylicza Kotowski.

Impreza oficjalnie rozpoczyna się 1 marca, jednak już dzień wcześniej (28 lutego) będzie miał miejsce prolog SKF, podczas którego będzie można zobaczyć film hiszpańsko-chilijską produkcję "Gloria” w reżyserii Sebastiána Lelio.

Tytułowa bohaterka (w tej roli Paulina García) to atrakcyjna kobieta w średnim wieku. Mieszka sama, z dziećmi widuje się rzadko, ale regularnie odwiedza dancingi. Spędza tam miło czas, choć zazwyczaj stroni od towarzystwa mężczyzn. Jej nastawienie się zmienia, gdy jednej z tanecznych nocy na parkiecie pojawia się Rodolfo (Sergio Hernández). Czarujący dżentelmen sprawia, że Gloria nabiera ochoty na płomienny romans. Film był oficjalnym chilijskim kandydatem do oscarowej nominacji.

System dobierania obrazów tworzących miesięczny program konfrontacji jest prosty, to filmy docenione przez widzów i krytykę, laureaci nagród na wielu festiwalach, kandydaci lub nominowani do Złotych Globów i Oscarów.

Karnet na wszystkie pokazy kosztuje 120 złotych, bilet na seans 12 zł (nie ma ulgowych). Przedsprzedaż karnetów zaczyna się dziś (27 lutego) w godz. 15–18. 1 marca można kupować karnety od godz. 15 w ACK UMCS "Chatka Żaka”.

INFORMACJE O FILMACH OD A do Z

A JEŚLI BÓG JEST? (Tore tanzt)
reż.: Katrin Gebbe
scen.: Katrin Gebbe
zdj.: Moritz Schultheiss
muz.: Peter Folk, Johannes Lehniger
w.: Julius Feldmeier (Tore), Sascha Alexander Gersak (Benno), Annika Kuhl (Astrid), Swantje Kohlhof (Sanny), Daniel Michel (Eule), Nadine Boshe (Cora), Christian Bergmann (Klaus), Uwe Dag Berlin (Dieter), Leura Lo Zito (Lili), Enno Hesse (Jasper)
prod.: Niemcy 2013

Nagroda za scenariusz na MFF w Hamburgu'2013; nagroda za debiut na MFF w Tallinie'2013; nagroda Stowarzyszenia Niemieckich Krytyków Filmowych'2014 za najlepszy debiut; Bawarska Nagroda Filmowa'2014 za najlepszy debiut

W obrazie Katrin Gebbe czyste zło spotyka niezachwianą wiarę. Reżyserka dzieli ten oparty na prawdziwej historii film na trzy rozdziały: "Wiara”, "Nadzieja”, "Miłość”. W pierwszym z nich spotykamy niewinnego Tore (Julius Feldmeier), który należy do odcinającej się od kościoła grupy religijnej "Jesus Freaks”. Jej członkowie uważają Chrystusa za wzór do naśladowania i próbują przejść przez życie krocząc jego śladami. O ile większość z nich szybko zaczyna łamać wszelakie zakazy oraz postanowienia, które stanowią fundament dla jej powstania, Tore traktuje sprawę bardzo poważnie, a wiara zdaje się być dla niego parasolem bezpieczeństwa. Z jego ust wciąż słyszymy, że Jezus jest jego najlepszym przyjacielem.

Po jednym z ataków epilepsji chłopak trafia do domu Benno. Początkowo mężczyzna otacza go opieką i traktuje jak członka rodziny. Z czasem jednak zaczyna się nad nim znęcać i podśmiewać z jego wiary. Tore zostaje wystawiony na najcięższą próbę w życiu.

Najnowsza propozycja Katrin Gebbe jest filmem kontrowersyjnym. Trudno powiedzieć czy jest on krytyką sekciarstwa religijnego czy też obrazem o mrokach ludzkich serc. Na pewno podzieli on widzów. Nie jest to film dla ludzi o słabych nerwach ze względu na wszechobecny sadyzm i brutalność. Do tego dochodzi bateria psychologicznej przemocy, która w połączeniu z niewytłumaczalnym zachowaniem głównego bohatera sprawia, że końcowy, tragiczny akt, zdaje się być bezcelowy. Nie każdy będzie w stanie przyjąć tyle policzków, co Tore.

Film "A jeśli Bóg jest?” pokazuje, że ideologiczne starcie między prawdziwym wierzącym i heretykiem jest niczym więcej, jak zwykłym konfliktem między ludźmi. Katrin Gebbe pozbawiła bowiem swój film szerszych kontekstów socjologicznych i skupiła się na pokazaniu gehenny Kandyda na skraju piekła Dantego. Tylko Kandyd jest podobny do każdego z nas, a obraz piekła nie odbiega od tego, co widzimy wychylając się zza okien szczelnie zamkniętych domów.
(Joanna Swacha – katalog 15. LETNIEJ AKADEMII FILMOWEJ'2014)

BRAKUJĄCE ZDJĘCIE (L'Image manquante)
reż.: Rithy Panh
scen.: Rithy Panh
zdj.: Prum Mésa
muz.: Marc Marder
prod.: Kambodża/Francja 2013 (90 min)

Nagroda (sekcja "Un Certain Regard”) na MFF w Cannes'2013; nominacja do Oscara'2014 za najlepszy film zagraniczny

W drugiej połowie lat 70. ubiegłego wieku w Kambodży panowała dyktatura Pol Pota i Czerwonych Khmerów, podczas której zginęło ponad 2 miliony ludzi, czyli ¼ mieszkańców Kambodży. Stosowano praktyki ludobójcze, ograniczono kulturę, wprowadzono kompleksowy system przydziałów żywności i ubrań. Zamknięto szkoły, uniwersytety i świątynie, zlikwidowano telewizję, ograniczono audycje radiowe. Zniszczono miasta, traktując je jak "wylęgarnie pasożytów”, a ludność przesiedlono na wieś i pozbawiono praw, włącznie z prawem wyboru małżonka.

Reżyser filmu Rithy Panh od lat śledzi i dokumentuje okrucieństwa popełnione przez Czerwonych Khmerów. Za ich czasów przeżył dzieciństwo, przebywał w obozie koncentracyjnym i stracił niemal całą rodzinę. Tym razem postanowił odnaleźć dokumentujące traumatyczne dla siebie zdarzenia zdjęcia, które Khmerowie pozostawili po sobie w latach 1975-1979. Szukał ich w starych archiwach, dokumentach, a nawet na kambodżańskich wsiach. Niestety nie zachowały się żadne z nich. Zamiast zaginionych zdjęć, Panh postanowił wykorzystać w filmie własne rekonstrukcje miejsc, w których kiedyś przebywał i osób, które znał. Wykonane przez niego gliniane figurki ustawione na tle krajobrazu ożywają na ekranie niczym prawdziwi ludzie i oddziałują na wyobraźnię znacznie silniej niż rzeczywiste postaci. Ci niemi świadkowie traumatycznych dla reżysera zdarzeń tworzą ciche obrazy śmierci, będącej symbolem dyktatury Pol Pota. Pomagają zrekonstruować indywidualną i zbiorową pamięć o zbrodniach popełnionych w tamtych czasach i w niezwykle wstrząsający sposób dopowiadają tragiczną historię Kambodży. Panh wykorzystał również fragmenty propagandowych filmów z okresu dyktatury Pol Pota, które silnie kontrastują z wykonanymi przez niego rekonstrukcjami zdarzeń. Dzięki temu powstał nie tylko wstrząsający film dokumentalny o kambodżańskiej historii, lecz również monumentalny jej pomnik, łączący w sobie lament i ból po traumatycznych dla reżysera przeżyciach.
(Katalog – PLANETE + DOC FESTIVAL'2014)

CZARNY WĘGIEL, KRUCHY LÓD (Bai ri yan huo)
reż.: Diao Yinan
scen.: Diao Yinan
zdj.: Dong Jingsong
muz.: Wen Zi
w.: Liao Fan (Zhang Zili), Gwei Lun Mei (Wu Zhizhen), Wang Xuebing (Liang Zhijun), Wang Jingchun (Rong Rong), Yu Alilei (kapitan Wang), Ni Jingyang (Su Liyuan)
prod.: Chiny 2014 (106 min)

Złoty Niedźwiedź i nagroda za rolę męską (L. Fan) na MFF w Berlinie' 2014

Chińskie kryminały nieczęsto docierają na nasze ekrany. Krwawe gangsterskie porachunki z elementami sztuk walki opatrzyły się i spowszedniały. "Czarny węgiel, kruchy lód” (zwycięzca ubiegłorocznego festiwalu w Berlinie) to zupełnie inna liga. Przypomina gęste psychologicznie skandynawskie kino noir z zaskakującymi relacjami. Misterna, trójpoziomowa intryga, osadzona na zaśnieżonej prowincji w środowisku pracowników kopalni, osnuta jest wokół ślimaczącego się śledztwa w sprawie makabrycznych zbrodni. Co kilka lat znajdowane są na hałdach pokrojone i zapakowane w plastikowe siatki szczątki mężczyzn. Dochodzenie prowadzi policjant, typ chandlerowskiego pechowca z wyrzutami sumienia za przypadkową strzelaninę, w wyniku której zginęło jego dwóch kolegów.

Po kilku latach picia i staczania się na dno znajduje zatrudnienie w firmie ochroniarskiej, nie tracąc nadziei na wykrycie sprawców zbrodni. Nitki prowadzą do pięknej, małomównej pracownicy pralni. Kobieta początkowo wydaje się główną podejrzaną, później bezbronną ofiarą, by w końcu stać się kimś w rodzaju tragicznej femme fatale. Bohaterów łączy niejednoznaczna więź oparta na erotycznym przyciąganiu, braku zaufania oraz chęci wyładowania frustracji za klęskę poniesioną w miłości. Film trzyma w napięciu, chwilami ogląda się go jak gorzki romans o zawiedzionych nadziejach, innym razem szokuje brutalnym obliczem Chin, kraju z kompletnie rozchwianym systemem wartości, pogubionych wewnętrznie, niespełnionych emocjonalnie ludzi.
(Janusz Wróblewski - POLITYKA 4/2015)

DIFRET
reż.: Zeresenay Berhane Mehari
scen.: Zeresenay Berhane Mehari
zdj.: Monika Lenczewska
muz.: Dave Eggar, David Schommer
w.: Meron Getnet (Meaza Ashenafi), Tizita Hagere (Hirut), Brook Sheferaw (z-ca prok. okręgowego), Moges Yohannes (szef posterunku policji), Haregewine Assefa (Membere), Mekonen Laeake (ojciec Hirut), Meaza Tekle (matka Hirut), Shetaye Abreha (Etaferaw), Teferi Alemu (wiejski sędzia), Girma Teshome (Tadele)
prod.: Etiopia/USA 2014 (99 min)

Nagroda publiczności (w sekcji Panorama) na MFF w Berlinie' 2014; nagroda publiczności na MFF w Sundance' 2014

Etiopia, lata 90. Pozarządowa organizacja prawnicza zajmuje się udzielaniem pomocy prawnej kobietom, traktowanym przez tamtejsze instytucje jak obywatelki drugiej kategorii. Jedna z prowadzonych przez nią spraw elektryzuje opinię publiczną. O 14-letnią Hirut stara się pewien mężczyzna, ale przez rodzinę dziewczyny zostaje odprawiony z kwitkiem. Odwołuje się zatem do lokalnej tradycji i porywa wybrankę. Żeby dziewczyna nie miała drogi odwrotu od zamążpójścia, gwałci ją – tym samym zhańbiona Hirut nie może liczyć na obronę nawet ze strony rodziny. Dziewczyna nie chce pogodzić się z takim wyrokiem losu i zabija niedoszłego męża.

Zostaje aresztowana i czekają ją dwa procesy. Jeden zapada na wiejskim zebraniu rady starszych. Jej wyroki ferowane są w oparciu o tradycyjne rozumienie prawa, które nakazuje karać wedle zasady wet za wet. Prawo stanowione nie daje Hirut większych szans, bo sam fakt, że to kobieta zabiła mężczyznę, choćby w samoobronie, wrogo nastawia do niej męskich przedstawicieli aparatu sprawiedliwości. Ambitna prawniczka, która podejmuje się stanąć po stronie skrzywdzonej dziewczyny stoi zatem z góry na straconej pozycji. Chyba, że zdoła udowodnić iż w chwili popełnienia czynu sprawczyni była niepełnoletnia. Ale jak to zrobić, kiedy nawet rodzice nie są pewni jej wieku, a żadne urzędowo potwierdzone świadectwa urodzenia w wiejskiej społeczności nie są praktykowane? Gra idzie i najwyższą stawkę, o życie Hirut, więc prawniczka stawia wszystko na jedną kartę w walce o jej ocalenie.
(Piotr Kotowski – ZAPISKI BERLIŃSKIE'2014)

DROGA KRZYŻOWA (Kreuzweg)
reż.: Dietrich Brüggemann
scen.: Anna Brüggemann, Dietrich Brüggemann
zdj.: Alexander Sass
w.: Lea van Acken (Maria), Franziska Weisz (matka), Michael Kamp (ojciec), Florian Stetter (ks. Weber), Moritz Knapp (Christian), Lucie Aron (Bernadette)
prod.: Niemcy 2014 (107 min)

Nagroda za scenariusz oraz nagroda jury ekumenicznego na MFF w Berlinie' 2014 (...) Chrystusem jest u Brüggemanna czternastoletnia Marie, najstarsza z czwórki rodzeństwa wychowywanego przez rodziców należących do fundamentalistycznego Bractwa Św. Pawła (wzorowanego na Bractwie Kapłańskim Piusa X). Poznajemy ją, gdy bierze udział w przygotowaniach do bierzmowania. Katechetyczna piwniczna salka przypomina katakumby, zaś młody charyzmatyczny ksiądz – apostoła. To on żarliwie przekonuje dzieci, że powinny wyrosnąć na żołnierzy Chrystusa, a droga do świętości usłana jest wyrzeczeniami i poświęceniami. (...)

Kolejne sceny ilustrują drogę krzyżową Marii, a jednocześnie dekonstruują kolejne wartości chrześcijańskie, które rozumiane dosłownie, dogmatycznie, okazują się niebezpieczne i prowadzą ku jednemu – ku śmierci. W sztywnych ramach "tableaux” rozgrywają się sceny z codziennego życia (rodzinny spacer, obiad, lekcja wuefu), będące zarazem etapami męczeństwa. Podczas wizyty u lekarza głowa wycieńczonej dziewczynki opada jej na ramię, dokładnie tak, jak głowa Jezusa na kościelnych krucyfiksach.

Konfrontując ideał z życiem, Brüggemann obnaża szaleństwo fanatyzmu religijnego, jego destrukcyjną moc. Obnaża też hipokryzję tych, którzy (matka, ksiądz) w młody, wrażliwy organizm sączą religijne frazesy niczym truciznę. Na takiej toksycznej glebie złożonej z nieustannych podejrzeń, sieci zakazów, wyimaginowanych grzechów i win, nie tylko nie można rozkwitnąć, ale nawet przeżyć. (...)

Na szczęście "Droga krzyżowa” to także rzecz o kalwarii dorastania, o tym nieznośnym momencie życia pomiędzy dzieciństwem a dorosłością, pełnym rozlicznych cielesnych udręk i psychicznych mąk, wiecznej niepewności. U Brüggemanna, u którego ksiądz przekonuje, iż bierzmowanie jest właśnie inicjacją w dorosłość, religia okazuje się narzędziem represji, tłumiącym każdy potencjalny pożar duszy czy ciała, choć najpierw go podsycającym, jak w scenie spowiedzi, gdzie niewidzialny ksiądz manipuluje wyznaniami Marii tak, by stały się one straszliwymi grzechami. (...)
(Małgorzata Sadowska - KINO 12/2014)

DUŻY ZESZYT (A nagy füzet)
reż.: János Szász
scen. (na podst. powieści Agoty Kristof): Tom Abrams, Andreás Szekér
zdj.: Christian Berger
w.: András Gyémánt i László Gyémánt (bliźniacy), Gyöngyvér Bognár (matka), Piroska Molnár (babka), Ulrich Matthes (ojciec), Orsolya Tóth (Zajecza Warga), Ulrich Thomsen (oficer), Péter Andorai (ksiądz), Krisztián Kovásc (dezerter), Gyula Kovásc (listonosz)
prod.: Węgry/Niemcy/Austria/Francja 2013 (109 min)

Grand Prix na MFF w Karlowych Warach' 2013

– To nie jest film o wojnie – powiedział János Szász, laureat Kryształowego Globusa. – To opowieść o tym, jak wojenna trauma niszczy psychikę człowieka, zwłaszcza dziecka.

Jego "Zeszyt" jest ekranizacją powieści Agoty Kristof, która mając 21 lat, wyemigrowała z Węgier po upadku powstania węgierskiego. Mieszkała w Szwajcarii, pisała po francusku, ale na kartach powieści często wracała do ojczyzny. Jej debiutancką książką, wydaną w 1982 roku, był właśnie "Zeszyt" przetłumaczony na 30 języków. Bohaterowie, dwaj bracia bliźniacy, w czasie wojny trafiają na wieś, do babki – wiedźmy i alkoholiczki. Muszą zmierzyć się z otaczającym ich gwałtem. Robią więc wszystko, by uodpornić się na ból, fizyczny i psychiczny. Inaczej nie przetrwaliby okupacji, opuszczenia przez matkę, widoku obozu koncentracyjnego zbudowanego tuż obok domu ich babki, gwałtów radzieckich "wyzwolicieli".

Szász obserwuje, jak dwoje dzieci, walcząc ze światem, zamienia się w bestie, które bez zmrużenia oka potrafią nawet zabić. Ale śledzi też to, co w nich pozostaje czyste: rodzące się przywiązanie do babki, lojalność wobec ludzi, którzy są im bliscy. "Zeszyt" jest również studium relacji braci bliźniaków. "Oni mają dwa ciała, ale jedną duszę" – mówi Szász. Ich dojrzewanie wymaga, by nauczyli się żyć osobno. Film, choć w niektórych scenach nieprzekonujący, zyskał w Karlowych Warach etykietę węgierskiej "Białej wstążki".
(Barbara Hollender – RZECZPOSPOLITA 8.07.2013)

GLORIA
reż.: Sebastián Lelio
scen.: Sebastián Lelio, Gonzalo Maza
zdj.: Banjamin Echazarreta
w.: Paulina Garcia (Gloria), Sergio Hernández (Rodolfo), Diego Fontecilla (Pedro), Fabiola Zamora (Ana), Luz Jiménez (Victoria), Alejandro Goic (Gabriel), Liliana Garcia (Flavia), Coca Guazzini (Luz), Hugo Moraga (Hugo), Eyal Meyer (Theo)
prod.: Chile/Hiszpania 2013 (110 min)

Srebrny Niedźwiedź za rolę kobiecą (P. Garcia) oraz nagroda Jury Ekumenicznego na MFF w Berlinie' 2013

Gloria dobiega do sześćdziesiątki, rozwiodła się dwanaście lat wcześniej, ale nie uważa, że nie powinna już na nic liczyć od życia. Przeciwnie, regularnie chadza na wieczorki dla singli w podobnym wieku jak ona. Nosi ciągle ślady minionej urody, jej figura nadal przyciąga wzrok i w końcu wpada w oko Rodolfowi. Rodolfo jeszcze przeżywa niedawny rozwód i rad by znaleźć ukojenie u boku nowej partnerki. Gloria jest otwarta i na nowego mężczyznę w życiu, i na sprawdzenie czy jej ciało wyzwala jeszcze pożądanie. Wszystko wygląda obiecująco, niepokoi ją tylko jedno: Rodolfo nie chce ujawnić ich związku swojej rodzinie, ponadto jest przez nią nazbyt – zdaniem Glorii – absorbowany. Gloria ma coraz więcej wątpliwości, chociaż podejmuje kolejne próby by przekonać się o prawdziwych intencjach swego adoratora. I dochodzi do wniosku, że to jednak nie jest mężczyzna jej życia. Zbyt uległy wobec byłej żony i córek (nadal utrzymuje wszystkie trzy), niezdecydowany jeśli chodzi o trwały związek z Glorią, najchętniej widziałby siebie w roli dochodzącego kochanka. Gloria jest nazbyt dumna, żeby żebrać o uczucie. Nie przepuści zatem okazji by dać facetowi, który sam nie bardzo wie czego chce, dotkliwą nauczkę.
(Piotr Kotowski - ZAPISKI BERLIŃSKIE' 2013)

JESTEM FEMEN (Je suis Femen)
reż.: Alain Margot
scen.: Alain Margot
zdj.: Alain Margot
muz.: Cristina Jakowlewa
w.: Roksana Szwaczko (Ksiusza), Anna Bucol (Ania), Aleksandra Szewczenko (Sasza), Inna Szewczenko (Inna)
prod.: Szwajcaria 2014 (95 min)

"Śmierć sk*******om!”, skanduje grupa młodych kobiet przed budynkiem Prokuratury Generalnej w Kijowie. Żądają ukarania trójki przestępców winnych śmierci 18-letniej Oksany Makar, brutalnie zgwałconej i podpalonej żywcem. Tego typu protest w innych okolicznościach prawdopodobnie nie wzbudziłby zainteresowania ukraińskiej prasy, ale w tym przypadku niezawodnym wabikiem na fotoreporterów są nagie piersi aktywistek. Za sprawą słynnych protestów topless o Femen, ruchu społecznym utworzonym w 2008 roku w Kijowie, usłyszał cały świat. Organizowane przez Femen akcje to zawsze pieczołowicie zaplanowanie przedstawienia, idealnie wpisujące się w potrzeby współczesnych mediów, nastawionych na kontrowersje, szukających w każdym newsie sensacji i emocji.

Przewodniczką po świecie Femenu staje się Oksana, współzałożycielka grupy, artystka, wojowniczka, która jako nastolatka chciała wstąpić do klasztoru. Zamiast tego zdecydowała się poświęcić swój talent na rzecz ruchu Femen, założonego wspólnie z przyjaciółkami: Saszą, Inną i Anną. Dziewczyny protestują przeciwko reżimowi, promując Femen zarówno w Ukrainie, jak i poza granicami kraju.

Femen w powszechnej opinii często kojarzy się z roznegliżowanymi, agresywnymi studentkami w wiankach na głowie. Prawda jest taka, że protestami Femenu nie interesował się absolutnie nikt, dopóki kobiety nie zaczęły się obnażać podczas swoich akcji. Nagość to dla nich broń, taka sama jak plakaty, maski i dyskusja. Doświadczenie Femenu, który obecnie ma swoje oddziały m.in. w Polsce, Francji, Portugalii i Hiszpanii, a swoją działalność finansuje głównie dzięki sklepowi internetowemu, pokazuje, że w dzisiejszych czasach kontrowersja wydaje się skuteczniejsza niż polemika.

Margot śledzi losy aktywistek, poświęcających ruchowi całe swoje życie. To wykształcone kobiety, wiedzione pragnieniem zmiany kraju, w którym żyją. Dla Femenu narażają zdrowie, a nawet życie – wielokrotnie aresztowane, podczas akcji na Białorusi i w Rosji osadzone w więzieniu. Ich siła i zapał stanowią inspirację dla kobiet i młodych dziewcząt na całym świecie. Broń, po jaką sięgają w walce z reżimem, może wydawać się czasami kontrowersyjna, ale jak pokazuje najnowsza historia Ukrainy, desperackie czasy wołają o desperackie metody.
(Małgorzata Steciak – WP.PL 24.10.2014)

KAPITAŁ LUDZKI (Il capitale umano)
reż.: Paolo Virzì
scen.: Paolo Virzì, Francesco Bruni, Francesco Piccolo
zdj: Jérôme Alméras
w.: Fabrizio Bentivoglio (Dino Ossola), Matilde Gioli (Serena Ossola), Valeria Bruni Tedeschi (Carla Bernaschi), Guglielmo Pinelli (Massimiliano Bernaschi), Fabrizio Gifuni (Giovanni Bernaschi), Gigio Alberti (Giampi), Valeria Golino (Roberta), Silvia Cohen (Adriana), Luigi Lo Cascio (Donato), Bebo Storti (inspektor)
prod.: Włochy/Francja 2013 (110 min)

Nagroda publiczności na Europejskim Festiwalu Filmowym w Sewilli'2014; nagroda publiczności na MFF w Gandawie'2014; David di Donatello Awards'2014 za najlepszy film, scenariusz, rolę kobiecą (V. Bruni Tedeschi), drugoplanową rolę męską (F. Gifuni) i kobiecą (V. Golino), montaż i dźwięk

Za kryzys ekonomiczny obwinia się głównie Amerykę, lecz chciwość, relatywizm moralny, konsumpcjonizm, czyli wady społeczeństwa ponowoczesnego, są Europejczykom doskonale znane. O tym m.in. opowiada dramat psychologiczny "Kapitał ludzki”, którego bohaterami są dwa pokolenia współczesnych Włochów, ukrywających pod maską dobrobytu, sukcesu oraz wielkich ambicji rozczarowanie i degrengoladę. Ciekawa, nielinearna konstrukcja filmu Paolo Virziego pozwala dyskretnie obserwować teatr życia codziennego dwóch rodzin: milionera, który dorobił się fortuny na spekulacjach giełdowych, i naiwnego "dawcy kapitału”, biznesmena nieświadomego skali oszustw i manipulacji, marzącego o szybkim wzbogaceniu się na udziałach w zamkniętym funduszu inwestycyjnym.

Akcja toczy się wokół tragicznego wypadku drogowego. Reżyser nie wyjaśnia, kim jest poszkodowany rowerzysta. Za to – jak Kurosawa, Kieślowski czy Ińárritu – pokazuje to wydarzenie z trzech różnych punktów widzenia, które radykalnie zmieniają kontekst opowiadanej historii, postrzeganie relacji wewnątrzrodzinnych, a także rozumienie postaw bohaterów. Głód uczuć, samotność, zastąpienie ideałów cynizmem, wygasanie więzi rodzinnych, konformizm – tak w skrócie można określić chorobę włoskiego społeczeństwa XXI w. zdiagnozowaną przez Virziego. Włosi dostrzegli w tej gorzkiej panoramie chyba coś więcej, bo uznali ją za najlepszy film roku (w sumie zebrała 31 nagród) i wystawili "Kapitał ludzki” do Oscara.
(Janusz Wróblewski - POLITYKA 44/2014)

NAGINAJĄC REGUŁY (Ghaedeye tasadof)
reż.: Behnam Behzadi
scen.: Behnam Behzadi
zdj.: Amir Jafari
muz.: Martin Shamoonpour
w.: Neda Jebraeili (Shahrzad), Amir Jafari (ojciec Shahrzad), Ashkan Khatibi (Amir), Baharan Bani Ahmadi (Parisa), Mehrdad Sedighian (Bardia), Elahe Hesari (Ladan), Martin Shamoonpour (Martin), Mohammad Reza Ghaffari (Mehrdad), Roshanak Gerami (Maryam)
prod.: Iran 2013 (93 min)

Nagroda Specjalna Jury na MFF w Tokio'2013

W "Naginając reguły" Behnam Behzadi próbuje określić status teatru w Iranie. Czym jest ta sztuka w kraju rządzonym przez ajatollahów: zniesławioną przez koraniczne prawo rozrywką czy jedynym miejscem, w którym głośno mogą wybrzmieć niepokoje społeczeństwa?

Akcja filmu Behnama Behzadiego zaczyna się jak amerykańska komedia dla młodzieży. Grupa studentów trenuje przed zagranicznym festiwalem teatralnym. Żartują, wygłupiają się, dokuczają sobie nawzajem. Ekscytacja wyjazdem przyćmiewa wszystko dookoła. Do czasu.

Problemy zaczynają się, kiedy ojciec jednej z aktorek wetuje jej wyjazd. Solidarni przyjaciele najpierw robią, co mogą, żeby wpłynąć na decyzję mężczyzny. Kiedy ta wydaje się ostateczna film zmienia kierunek jazdy z sensacyjnej niemal historii w stronę kameralnego dramatu. Przyjaciele stawiają racje na szali: jechać w okrojonym składzie czy też w myśl zasady jeden za wszystkich pozostać w kraju.

Znamy dobrze te dylematy. Oglądaliśmy je chociażby w genialnym "Rozstaniu" Asghara Farhadiego. To temat-rzeka. Behzadi w rewelacyjny sposób portretuje nastroje społeczne swoich rodaków, metaforyzując je za pomocą teatralnej trupy. Ścierające się racje, dylematy, rezygnacja z marzeń i naiwne pragnienia wybrzmiewają w jego filmie bez goryczy. Fascynujące jest przede wszystkim wzajemne zrozumienie bohaterów, które objawia się dwuetapowo. Najpierw podczas próby spektaklu, kiedy cała ekipa dzieli się spostrzeżeniami. Mówią o swoich przeżyciach, emocjach, propozycjach zmiany. Wszystkie są rozpatrywane, poddawane pod dyskusję. Demokratycznie zarządzają swoim mikrospołeczeństwem, które funkcjonuje poprawnie, dopóki nie wtrącają się do niego ludzie z zewnątrz. Antagoniści mają władzę, z której nie wahają się korzystać. Brutalnie i bez zrozumienia wchodzą w świat młodych intelektualistów, zaburzając jego spokój. To wtedy rodzi się niepokój, smutek, a nawet agresja.

Chociaż może się wydawać, że w ten sposób rozpisany konflikt staje się banalnie symboliczny, Behzadiemu udaje się uniknąć sztampy. Pomocna okazuje się teatralna forma opowieści, dzięki której twórca może bezkarnie oprzeć ciężar swojego filmu na dialogach i emocjach. Jednych i drugich w jego filmie nie brakuje.
(Artur Zaborski – STOPKLATKA.PL 21.10.2013)

PEWNEGO RAZU NA DZIKIM WSCHODZIE (My Sweet Pepper Land)
reż.: Hiner Saleem
scen.: Hiner Saleen, Antoine Lacomblez
zdj.: Pascal Auffray
muz.: Golshifteh Farahani
w.: Korkmaz Arslan (Baran), Golshifteh Farahani (Govend), Suat Usta (Reber), Mir Murad Bedirxan (Tajdin), Feyyaz Duman (Jaffar), Tarik Akreyi (Aziz Aga), Véronique Wüthrich (Niroj)
prod.: Irak/Niemcy/Francja 2013 (100 min)

Grand Prix na MFF w Chicago' 2013; Nagroda Specjalna Jury na MFF w Abu Dhabi' 2013; Grand Prix oraz nagrody za scenariusz i rolę kobiecą (G. Farahani) na Festiwalu Filmów Kurdyjskich w Duhok' 2013; nagroda publiczności na MFF w Inverness' 2013

Na przekór świeżemu powiewowi wolności po upadku Saddama Husajna, Baran, były żołnierz, przedzierzga się w szeryfa, który wybiera służbę na zadupiu Kurdystanu pod turecką granicą, aby tylko wyrwać się spod kurateli zaborczej matki, podsuwającej mu nowe kandydatki na żonę. Tam spotyka wiejską nauczycielkę, uroczą Govend, która również wymknęła się spod surowych rodzinnych zasad.

Ona ma ambicję by wpoić wiejskim dzieciom podstawy edukacji, zaś on chce zaprowadzić z tym miejscu ład i elementarne poszanowanie prawa. Erudycja i nowoczesność do spółki z wiarą w sprawiedliwość, zostaną skonfrontowane z prawem plemiennym, archaiczną tradycją i powszechnym obskurantyzmem.
Czy to jest western? Romans? Film społeczno-obyczajowy? Komedia? Jak dla mnie, "Pewnego razu…” jest tym wszystkim jednocześnie.

Film otwiera burleskowa, tragikomiczna scena, jedna z kilku, jakie pojawiają się i później. Zaskakujące zwroty są jakby żywcem zapożyczone od Sergio Leone, bohater uwielbia piosenki Elvisa Presleya, a palce na kurkach od pistoletów świerzbią bohaterów filmu tak samo, jak meksykańskich bandytów.

Hiner Saleem poświęca również uwagę sytuacji kobiet w nowym kraju z dziedzictwem przeszłości. Govend, niezamężna 27-latka, postrzegana jest jako nienormalna albo prostytutka. Kobiece bojowniczki ukrywające się w górach traktowane są niewiele lepiej. Dotyka również problemu tradycyjnego prawa plemiennego, korupcji, kodeksu honorowego.

"Pewnego razu na dzikim wschodzie” jest drugim filmem, który z miejsca mnie zachwycił. Zbudowany jest na kilku poziomach, więc nie dajmy się zwieść lekkiej konstrukcji scenariusza. Przepiękne pejzaże Kurdystanu to naturalna dekoracja. Sam temat mógłby być przeniesiony w zupełnie inne miejsce… wystarczy czytać gazety. A poza tym, jest to film, który skutecznie uwalnia od przygnębienia i depresji. Do zobaczenia koniecznie!
(Céline Louis – LIVE ORANGE BLOG 24.05.2013)

PLEMIĘ (Plemja)
reż.: Myroslaw Słaboszpicki
scen.: Myroslaw Słaboszpicki
zdj.: Walentin Wasjanowicz
w.: Grigorij Fesenko (Siergiej), Jana Noviková (Anna), Rosa Babij, Aleksander Dsiadewicz, Jarosław Bilecki, Iwan Tiszko, Aleksander Osadczyj, Aleksander Sidelnikow, Aleksander Paniwan
prod.: Ukraina/Holandia 2014 (130 min)

Grand Prix (w sekcji Critics Week) na MFF w Cannes'2014; Europejska Nagroda Filmowa'2014 za reżyserskie odkrycie roku; Grand Prix oraz nagroda FIPRESCI na MFF w Erewanie'2014; nagroda za scenariusz na MFF w São Paulo'2014; nagroda za reżyserię na MFF w Salonikach'2014

Oglądając "Plemię", można łatwo dojść do wniosku, że Mirosław Słaboszpicki jest duchowym bratem Larry'ego Clarka i Lisandro Alonso. Od tego pierwszego wziął temat, a od drugiego - formę. Efekt przeszedł najśmielsze oczekiwania. "Plemię" to kino niepozorne, które jednak wstrząśnie widzami na tyle odważnymi, by pozostać na sali kinowej do końca.

Odwaga? Ależ tak! Bez niej już pierwsze sekundy "Plemienia" mogą przerazić. Film rozpoczyna plansza informująca, że obraz został zrealizowany w języku migowym i że nie znajdziemy tu lektora, napisów ani nic, co pozwoliłoby zrozumieć rozmowy prowadzone przez bohaterów. A przecież kino uwielbia dialogi. Niektórzy twórcy na ciętych tekstach zbudowali swoją sławę. W przypadku "Plemienia" widz zostaje pozbawiony jednego z podstawowych filmowych elementów. Potrzeba więc sporej odwagi i samozaparcia, by w tym momencie nie wstać z fotela i nie opuścić kina. Ci, którzy tego nie zrobią, szybko odkryją, że nawet bez zrozumienia poszczególnych rozmów prowadzonych przez bohaterów, samą fabułę śledzi się bez większych problemów. "Plemię" przypomina nieme kino, gdzie motywacje, emocje, pragnienia i cele bohaterów odkrywane są poprzez ekspresję i zachowanie aktorów.

Brak słów (zrozumiałych dla przeciętnego widza, bo przecież bohaterowie cały czas ze sobą rozmawiają, żartują, a nawet zażarcie się kłócą) działa jak szkło powiększające. Wyostrza percepcję i maksymalizuje reakcję emocjonalną. Sceny, które nawet w typowej produkcji wywoływałyby nieprzyjemne odczucia, tu stają się okrutnie groteskowe lub tak boleśnie szokujące, że niektórzy mogą odwracać nawet wzrok.
(Marcin Pietrzyk – FILMWEB 24.10.2014)

PO ŚLUBIE (Libánky)
reż.: Jan Hřebejk
scen.: Petr Jarchovský
zdj.: Martin Štrba
muz.:Aleš Březina
w.: Anna Geislerová (Tereza), Stanislav Majer (Radim), Jiři Černý (Benda), David Máj (Milan), Kristýna Nováková (Renata), Juraj Nvota (ksiądz), Jiři Šestak (Karel), Matěj Zikán (Dominik)
prod.: Czechy/Słowacja 2013 (92 min)

Nagroda za reżyserię na MFF w Karlowych Warach' 2013

Czołowy twórca czeskiego kina w najnowszym dziele oskarża dobrze sytuowaną czeską klasę mieszczańską o nierozliczone grzechy przeszłości. Pod przykrywką politycznej poprawności, nowo przyjętych zwyczajów i narcystycznych uników kryją się zamiecione pod dywan winy oportunizmu, agresji i okrucieństwa wobec słabszych. "Po ślubie" jest zbiorowym wyzwaniem wobec wszystkich którzy zgrzeszyli, ale nie odpowiedzieli za swoje przewinienia. Trzeba odpokutować, mówi Hřebejk, to nakaz humanisty, nie religijnego kaznodziei. Inaczej wszystko straci sens.

Pytanie reżysera, chociaż zadane w dramatycznym tonie, jest w istocie otwarte. Odpowiedź zależy od nastawienia pojedynczego widza. Czy jako dorośli mamy prawo odpowiadać za przewinienia młodości? Czy zbrodnia sprzed lat nie ulega przedawnieniu? Wreszcie, czy pokuta za przemoc w stosunku do słabszego, innego, wyalienowanego bliźniego jest w ogóle możliwa? "Po ślubie" jest filmem zwodniczym. Hřebejk myli tropy, zwodzi na manowce. Seans rozpoczyna się niczym niezbyt oryginalna komedia romantyczna ze wzorcową, "amerykańską" sceną kościelnego ślubu oraz przysięgi małżeńskiej, szybko dryfuje jednak w stronę kina obyczajowego, dramatu, wreszcie horroru. I w każdej z tych odrębnych sekwencji gatunkowych pozostaje integralną całością.

"Po ślubie" można traktować jako dopełnienie swoistej trylogii Jana Hřebejka zapoczątkowanej "Czeskim błędem" (2009) i kontynuowanej w "Niewinności" (2011). W każdym z tych tytułów reżyser, sięgając w przeszłość, odnajdywał w niej wydarzenia, które odbijają się cieniem na teraźniejszości głównych protagonistów. Również w tej perspektywie zamykające trylogię "Po ślubie" wydaje się tytułem najgłębszym i najbardziej wieloznacznym.
(Łukasz Maciejewski - DZIENNIK GAZETA PRAWNA. KULTURA 18.07.2014)

RANDKI W CIEMNO (Brma paemnebi)
reż.: Lewan Koguaszwili
scen.: Borys Frumin, Lewan Koguaszwili
zdj.: Tato Kotetiszwili
w.: Andro Sachwarelidze (Sandro), Ija Suchitaszwili (Manana), Arcził Kikodze (Iva), Wacho Czaczanidze (Tengo), Sofo Gwritiszwili (Natia), Kachi Kawsadze (ojciec Sandro), Marina Kartsiwadze (matka Sandro), Marika Antadze (Lali), Levan Glonti (Nodari), Sofo Szakariszwili (Maka)
prod.: Gruzja 2013 (99 min)

Nagroda za reżyserię na MFF w Wiesbaden' 2014

Sandro, prowadzącemu monotonne życie nauczycielowi, stuknęła już czterdziestka, a nadal mieszka pod jednym dachem z rodzicami, którzy ciągle wtrącają się w jego życie. Ojciec, który nie szczędzi mu dobrych, życiowych rad na każdy temat, chciałby, żeby syn w końcu się ustatkował czyli ożenił. Jednak z kobietami Sandro ma same problemy. W poznaniu tej właściwej stara się mu pomóc usłużny przyjaciel Iva. Tyle, że jedyny pomysł jaki przychodzi mu w tej kwestii do głowy, to aranżowanie przyjacielowi "randek w ciemno”, z takimi jak on sam, "niezagospodarowanymi” singielkami. Obaj zachowują się przy tym dość infantylnie, niczym nastolatki i zabierają się do rzeczy tak niezdarnie, że niczego obiecującego to nie wróży.

W tej sytuacji niezawodny tatuś bierze sprawę w swoje ręce i proponuje obu przyjaciołom wypad nad morze czarne. Wiadomo, na plaży pięknych dziewczyn nie brakuje, a w odwodzie są jeszcze kuzynki. Niestety wyprawa kończy się fiaskiem. Jest już po sezonie, pada deszcz, na plaży nie ma żywej duszy. Nic tylko się upić.

I w tym momencie na horyzoncie pojawia się Manana.

Złe decyzje i nieporozumienia napędzają tę melancholijną komedię, gdzie bohaterowie stają się zakładnikami własnej słabości. Każda próba wyjścia z poczwórnego damsko-męskiego klinczu tylko pogarsza sprawę.
(Piotr Kotowski – ZAPISKI BERLIŃSKIE'2014)

RZYMSKA AUREOLA (Sacro GRA)
reż.: Gianfranco Rosi
scen.: Gianfranco Rosi
zdj.: Gianfranco Rosi
muz.: Gianfranco Rosi
w.: poławiacz piskorzy Cesare, starszy pan Paolo i jego córka Amelia, sanitariusz Roberto,lekarz drzew Francesco, Książę Filippo i jego małżonka Xenia, aktor Gaetano
prod.: Włochy/Francja 2013 (93 min)

Złoty Lew na MFF w Wenecji'2013

Dokument Rosiego wzbudza nieodparte skojarzenia z Oscarowym Wielkim pięknem Paola Sorrentina. Nie chodzi tylko o to, że w Rzymskiej aureoli portretuje się wille, które Jep Gambardella mógłby wynająć na kolejną imprezę urodzinową. Oba filmy eksponują dwie przeciwstawne twarze Rzymu – karnawałowego centrum i ascetycznych peryferii. W podobny sposób przed laty uzupełniały się proletariackie wyobrażenia Pasoliniego z barokowymi wizjami Felliniego. Rosi – tak jak autor Włóczykija - estetyzuje banał i brzydotę, wyrasta na piewcę marginalności. W Rzymskiej aureoli znienawidzona przez Rzymian obwodnica, nie-miejsce pozbawione tożsamości, staje się magiczną krainą otoczoną średniowiecznym murem, za którym skrywają się cuda codzienności. Sam Rosi tłumaczył w wywiadzie: Spojrzałem poza Rzym, bo uważam, że właśnie tam kryje się autentyzm. Centrum to już tylko ołtarzyk turystyczno-gastronomiczny.
Dokumentalna podróż prowadzi od prawdy do fantazji. Reżyser rysuje na ekranie miejsce wyimaginowane, które dalekie jest od pocztówkowej banalności. Rzymską aureolę przenika duch Niewidzialnych miast Itala Calvina. Podobnie jak u włoskiego pisarza, w filmie Rosiego przestrzeń kształtuje tożsamość i mentalność jednostki.

Dzieło Rosiego może być odbierane jako metafora współczesnej Italii, zmierzającej ku nowoczesności, ale podszytej prowincjonalnością. Jednocześnie sprawdza się jako uniwersalna refleksja nad ludzką kondycją. Co łączy na pozór niedopasowanych do siebie postaci z Rzymskiej aureoli? Wszyscy – od księcia po aktora fotoromanzi czy rybaka łowiącego węgorze - związani są ze światem, który odszedł bądź właśnie odchodzi. Rosi, wespół ze swoimi bohaterami, stawia jednak symboliczny opór temu procesowi. Jak tłumaczy jednemu z dziennikarzy: kryzys naszego kraju to tak naprawdę nie jest kryzys ekonomiczny, on zawsze cyklicznie wraca, taka jest kolei rzeczy. Kryzys następuje wtedy kiedy brakuje osobowości, kiedy zaciera się tożsamość i nie ma widoków na przyszłość. Dlatego, trzeba skupić się i uwieczniać tych, którzy tę tożsamość jeszcze posiadają.
(Diana Dąbrowska)

TOSTY PO MEKSYKAŃSKU
reż.: Fernando Eimbcke
scen.: Fernando Eimbcke
zdj.: Maria Secco
w.: Maria Renée Prudencio (Paloma), Lucio Giménez Cacho (Hector), Danae Reynaud (Jazmin)
prod.: Meksyk 2013 (82 min)

Nagroda za reżyserię na MFF w San Sebastian'2013

Paloma i jej nastoletni syn Hector improwizują kilkudniowy wypad nad morze. Jeśli miał on oderwać ich od codziennej rutyny, to nic z tego. Czas spędzają na leżakach nad basenem, albo na łóżkach w hotelowym pokoju. Zamawiają coś do jedzenia, grają w karty, prowadzą nijakie rozmowy. Banalna nuda, która już dawno zakradła się w ich życie nie chce wypuścić ich z rąk. Po co więc wyjechali? W domu mogli nudzić się ze sobą tak samo.

Jest już po sezonie i w hotelu nie ma wielu gości. Przebywa w nim rówieśniczka Hectora, Jazmin, wraz z rodzicami. To dla nich podróż sentymentalna. Wracają do miejsca gdzie niegdyś poczęli Jazmin. Dziewczyna wie nawet, w którym pokoju to miało miejsce i na którym łóżku. Nastolatki zwracają rychło na siebie uwagę. Wkrótce okazuje się też, że Jazmin jest biegła w sztuce masturbowania Hectora, czym ożywia jego dotychczasowe samotne sesje. Wakacje nabierają dla obojga nowego blasku, wyzwalają inwencję dla wyrwania dla siebie okazji do intymności, zanim zakręcona mamuśka Hectora pojawi się na horyzoncie w najmniej odpowiednim momencie.

Ale to co piękne, zbyt szybko się kończy.

Fernando Eimbcke konsekwentnie rozwija swój minimalistyczny styl, którym zaskoczył widzów już we wcześniejszych filmach: " Nad jeziorem Tahoe” i "Sezon na kaczki”. W pozornym nicniedzianiu się pokazuje szczeliny, przez które wycieka czas. Bo to właśnie czas, jego erozyjne działanie, jest sednem filmów meksykańskiego reżysera. Jego filmy przypominają konstrukcję piaskowej klepsydry. Wystarczy ją dwrócić by czas zaczął biec w drugą stronę – w stronę nieuchwytnej nadziei.
(Piotr Kotowski – ZAPISKI BERLIŃSKIE'2014)

TURYSTA (Turist)
reż.: Ruben Östlund
scen.: Ruben Östlund
zdj.: Fredrik Wenzel
muz.: Ola Fløttum
w.: Johannes Kuhnie (Tomas), Lisa Loven Kongsli (Ebba), Clara Wettergren (Vera), Vincent Wettergren (Harry), Kristofer Hivju (Mats), Fanni Metelius (Fanni), Karin Myrenberg (Charlotte), Brady Corbet (Brady)
prod.: Szwecja/Dania/Francja/Norwegia 2014 (118 min)

Nagroda jury (w sekcji Un certain regards”) na MFF w Cannes'2014; Grand Prix I nagroda za scenariusz na Europejskim Festiwalu Filmowym w Sewilli'2014; nominacja do Złotego Globu'2015 za najlepszy film nieanglojęzyczny

(…) Bohaterów – małżeństwo Ebby (Lisa Loven Kongsli) i Tomasa (Johannes Kuhnke), a także ich dzieci, Harry'ego oraz Verę – poznajemy, gdy ustawiają się do zdjęcia na stoku, tuż przed wyczekiwanym, pięciodniowym urlopem. Ledwo dukający po angielsku pracownik kurortu przestawia bohaterów z miejsca w miejsce, pozuje ich, fotografia ma być w końcu zapisem "spontanicznego", rodzinnego szczęścia. Niepozorne zdarzenie reżyser błyskawicznie zamienia w farsę. Pierwszy i nie ostatni raz.

Schowany wśród alpejskich szczytów kurort to wymarzona scenografia dla podobnej psychodramy. Zamglone, bombardowane gradem zbocza i ciągnące się po horyzont śnieżne pustynie są w filmie pejzażem świadomości bohaterów. Na tym zamaszystym koncepcie zbudowany jest zresztą cały film – małżeństwo to dla Östlunda przede wszystkim teatr; przedstawienie pełne nadętych póz, przerysowanych gestów, dramatycznych wyznań i deklaracji. Ale także – i właśnie w tym tkwi największa humanistyczna wartość dzieła – rzadkie momenty bezbronności, kruchości, niemożności znalezienia oparcia w wystudiowanym przez lata wspólnego życia języku ciała. Chwile, w których zdjęliśmy jedną maskę, a drugiej nie zdążyliśmy jeszcze założyć.
(Michał Walkiewicz – FILMWEB – 27.07.2014)

VIVIANE CHCE SIĘ ROZWIEŚĆ (Gett)
reż.: Ronit Elkabetz, Shlomi Elkabetz
scen.: Ronit Elkabetz, Shlomi Elkabetz
zdj.: Jeanne Lapoirie
muz.: Shaul Besser
w.: Ronit Elkabetz (Viviane Amsalem), Simon Abkarian (Elisha Amsalem), Gabi Amrani (Haim), Dalia Beger (Donna), Shmil Ben Ari (Yakov), Abraham Celektar (Shmuel), Eli Gornstein (rabin Salmion), Evelin Hagoel (Evelin), Menashe Noy (Carmel Ben Tovim), Sasson Gabai (rabin Shimon)
prod.: Izrael/Francja/Niemcy 2014 (115 min)

Nagroda za najlepszy film izraelski i rolę męską (M. Noy) oraz nagroda publiczności na MFF w Jerozolimie'2014; nagroda za scenariusz na MFF w Chicago'2014; nagroda Izraelskiej Akademii Filmowej za najlepszy film i drugoplanową rolę męską (S. Gabai); nominacja do Złotego Globu'2015 za najlepszy film nieanglojęzyczny

Film rodzeństwa Ronit i Shlomiego Elkabetz - "Viviane chce się rozwieść" - to opowieść o smutnym końcu małżeństwa. W skromnych czterech ścianach sali sądu rabinicznego żona walczy o uzyskanie "gett", czyli oficjalnego listu rozwodowego od męża, którego nigdy nie kochała. On jednak nie potrafi pogodzić się z porażką i z tym, że to kobieta chce wolności.

Tradycyjne żydowskie pary podlegają jurysdykcji sądów rabinackich ("bejt din"), a więc orzekających wedle zasad judaizmu. Zgodnie z tymi regułami pozycja kobiety jest znacznie niższa niż mężczyzny - żona nie dostanie rozwodu, jeśli mąż się na to nie zgodzi. W odwrotnej sytuacji, aprobata żony nie jest konieczna, by mąż zakończył związek. Celem małżeństwa jest wydanie na świat potomstwa, a rodzinne szczęście to właściwie temat tabu. W tak sformułowanym programie o uczuciach się nie rozmawia, bo nie ma na nie miejsca. Są jedynie określone role do podjęcia i odegrania, zadania do wypełnienia. Reszta to pozory.

Rodzeństwo Elkabetz miejscem akcji swego filmu uczyniło niedużą, spartańsko urządzoną salę sądową i ciasne korytarze budynku. Na tak ograniczonej przestrzeni buzują emocje, formują się zależności, uzewnętrzniają frustracje. Oszczędnie zorganizowana scenografia przypomina scenę teatralną, gdzie liczy się każdy gest, niuans, modulacja głosu czy wyraz twarzy. Do takiego odbierania tego dramatu przyczynia się również zastosowanie kamery subiektywnej oraz częstych zbliżeń, które umożliwiają widzowi rejestrację nawet najdrobniejszych ruchów aktorów. Opłaciło się, bo dzieło rodzeństwa Elkabetz to prawdziwie fascynujący i angażujący widza zapis długoletniej walki o szczęście i wolność decydowania o własnym losie.
(Magda Maksymiuk – STOPKLATKA 15.12.2014)

WYSPA KUKURYDZY (Simindis kundzuli)
reż.: George Owaszwili
scen.: Nugzar Szataidze, George Owaszwili, Roelof Jan Minneboo
zdj.: Elemér Ragályi
muz.: Josif Bardanaszwili
w.: Iljas Salman (Abga), Mariam Buturiszwili (wnuczka), Irakli Samuszia (żołnierz), Tamer Levent (oficer)
prod.: Gruzja/Niemcy/Francja/Czechy/Kazachstan/Węgry 2014 (100 min)

Kryształowy Globus oraz nagroda Jury Ekumenicznego na MFF w Karlowych Warach'2014; nagroda FIPRESCI na MFF w Atenach'2014; nagroda publiczności na MFF TOFIFEST w Toruniu'2014

"Wszystko tu stwarza wrażenie przybycia do przystani, dotarcia pod dach. (...) Piękny to kraj, Gruzja" – tak o Zakaukaziu pisał w swoich reportażach Ryszard Kapuściński. Z jednej strony ziemia obiecana, a z drugiej nieokiełznany, demoniczny żywioł, który doszczętnie pochłania ludzkie wysiłki i nadzieje. W swoim najnowszym filmie George Owaszwili w sugestywny sposób ukazał podwójną naturę tej przeklętej krainy.

Początek lat 90. Starszy Abchaz samotnie przepływa koryto rzeki w poszukiwaniu wysepki, aby móc rozpocząć uprawę. Gdy mężczyzna znajduje na swojej drodze odpowiednio żyzny grunt rozpoczyna budowę małej chatki. Krok po kroku na tym no mans land wzniesiona zostaje solidna, drewniana konstrukcja. Pewnego dnia na wyspę przypływa już nie sam, a z wnuczką. Nie rozmawiają ze sobą, są właściwie dla siebie obcy. Chociaż w tle słychać strzały, mieszkańcom małej wysepki to zupełnie nie przeszkadza – po prostu robią swoje. Z czasem nastolatka wpada w oko gruzińskim żołnierzom, staje się adorowaną gwizdami lolitką. Zaczyna jej to ewidentnie schlebiać. Niespodziewanie na wysepkę dostaje się jeden z żołnierzy. Jest ranny i nieprzytomny. A co najważniejsze – jest wrogiem.

"Wyspę kukurydzy” cechuje minimalizm, zarówno w warstwie obrazowej, jak i dźwiękowej (brak dialogów).
(Diana Dąbrowska – STOPKLATKA 28.01.2015)

ZŁOTA KLATKA (La jaula de oro)
reż.: Diego Quemada-Diez
scen.: Diego Quemada-Diez, Gibrán Portela, Lucia Carreras
zdj.: Maria Secco
muz.: Leonardo Heiblum, Jacobo Liebermann
w.: Brandon López (Juan), Rodolfo Dominguez (Chauk), Karen Martinez (Sara), Carlos Chajon (Samuel), Héctor Tahuite (Gregorio), Ricardo Esquerra (Witamina)
prod.: Meksyk/Hiszpania/Gwatemala 2013 (108 min)

Grand Prix na MFF w Bombaju' 2013; Nagroda Specjalna Jury na MFF w Hawanie' 2013; nagrody za debiut reżyserski, zdjęcia i nagroda krytyki na Festiwalu Filmów Latynoamerykańskich w Limie' 2013; Grand Prix na MFF w Mar del Plata' 2013; Grand Prix oraz nagroda za reżyserię i nagroda publiczności na MFF w Salonikach' 2013; Grand Prix na MFF w Zurychu' 2013

Z perspektywy dachów pociągów snuje swą debiutancką fabułę Diego Quemada-Diez. Hiszpański operator, który po latach terminowania m.in. u Iñárritu, Loacha i Meirellesa, zasiadł na reżyserskim stołku. "Złota klatka" (La jaula de oro) to paradokumentalna opowieść, która bardzo powoli szykuje się do rozbiegu. Ale kiedy już oddaje skok, widz ląduje w najciemniejszych odmętach ludzkiego losu. I stamtąd się do końca nie wydostanie.

O uciekinierach przekraczających meksykańską granicę z USA, powstało wiele filmów. Filmów brutalnych i oddających położenie osób, które nie mają nic do stracenia, a i tak tracą wszystko łącznie z godnością. A jednak Quemada- Diez rezygnuje z eksploatacji przemocy i gangsterskich porachunków. Jego obraz rozpaczy bierze źródło w młodzieńczej niewinności i marzeniach o lepszym świecie. Stąd rozgrywane na ekranie wydarzenia działają na odbiorcę ze zdwojoną mocą. Nie tylko jako dokument ludzkiej gehenny, ale też swoistej inicjacji w dorosłość.

Mimo gorzkiej wymowy, "Złota klatka" skrywa głęboko ukryte pokłady piękna. Dotyczącego w równym stopniu ludzkich odruchów, jak i czysto filmowej magii. Gdy Juan wraca po przetrzymywanego przez gang Chauka, jest to najbardziej heroiczny z możliwych gestów. W głowie widza na długo pozostaje również zamykająca całość puenta. Sekwencja, którą Quemada- Diez przeplatał wcześniej narrację. Teraz pełni rolę przejmującej wizualnej kody. Śnieg nigdy wcześniej nie niósł ze sobą takiego emocjalnego ciężaru.
(Łukasz Badula – KULTURAONLINE.PL 3.05.2014)

Fragmenty recenzji i tekstów pochodzą z katalogu towarzyszącego projekcjom. Inf. na podstawie materiałów organizatora
  Edytuj ten wpis
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna