Kino

"Zerwany Kłos". Recenzja filmu

Dodano: 11 lutego 2017, 18:07
Autor: Damian Drabik

W przyszłym tygodniu na ekrany polskich kin trafi „Zerwany Kłos” - filmowa biografia błogosławionej Karoliny Kózkówny, męczennicy za wiarę. Odbywający się 11 lutego przedpremierowy pokaz filmu w Kinie Bajka cieszył się tak dużym zainteresowaniem, że postanowiono zorganizować drugą projekcję.

Karolina Kózka urodziła się w 1898 roku w wielodzietnej rodzinie mieszkającej we wsi Wał-Ruda. Od najmłodszych lat zaangażowana była w życie parafialne, należąc do Apostolstwa Modlitwy i Koła Żywego Różańca. Podczas I wojny światowej została zamordowana w wieku zaledwie 16 lat, broniąc się przed zgwałceniem przez carskiego żołnierza. W 1987 roku papież Jan Paweł II ogłosił Karolinę Kózkównę błogosławioną.

Studenci i absolwenci Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu postanowili przenieść na ekran historię pobożnej dziewczyny. Za scenariusz i reżyserię odpowiada absolutny debiutant – Witold Ludwig. Akcja filmu rozpoczyna się podczas I wojny światowej, gdy carskie oddziały zbliżają się do okolic Tarnowa. Bł. Karolinę poznajemy jako osobę pomocną, uczynną i przepełnioną niezachwianą wiarą w bożą miłość. Wkrótce żołnierze, którzy coraz częściej grabią okoliczne gospodarstwa, trafią także do jej domu. 

Jest w filmie Ludwiga kilka scen zdradzających wizję i spory potencjał reżysera, chociażby sekwencja pościgu carskiego żołnierza za polską dziewczyną, przeplatana ze scenami zabawy w obozie kozackich sołdatów, rozbijają się one jednak o boleśnie nieporadny montaż, z nadużyciem zwolnionego tempa oraz ciągłymi zbliżeniami na twarze bohaterów. Bije z ekranu nadmierny patos, podkreślany ujęciami kołysanego wiatrem zboża i podniosłymi kompozycjami Krzysztofa Janczaka.

Twórcom brakuje również wyczucia w kreacji samej bł. Karoliny Kózkównej. Filmowa postać nacechowana jest niezwykłą dojrzałością oraz pobożnością, która niekiedy zdaje się być wręcz wymuszona. Każda scena z jej udziałem pełna jest egzaltacji, nawet beztroska zabawa z dziećmi kończy się modlitwą i wygłaszaniem moralizatorskich treści. Brakuje  filmowej Karolinie pewnej naturalności, punktu zaczepienia w codzienności, który pozwoliłby widzowi się z tą bohaterką utożsamić. Grana przez debiutującą na dużym ekranie Aleksandrę Hejdę postać, to chodzący pomnik pobożności.

Męczą także w „Zerwanym Kłosie” górnolotne dialogi wypowiadane często przez aktorów z nieznośnie teatralną manierą. Zapłakana kobieta wspominająca o dokonanym na niej gwałcie, wypowiada swoje kwestie, jakby recytowała wiersz. Z kolei potencjalnie interesująca scena starcia przepełnionego wiarą proboszcza z zuchwałym żołnierzem, kończy się bitwą na cytaty. – Kto sieje wiatr, ten zbiera burzę – głosi z namaszczeniem ksiądz z przystawionym do skroni pistoletem. Miejscami film aż prosi się o zerwanie tej idealistycznej otoczki i uczynienie bohaterów bardziej ludzkimi.

Filmowe biografie osób wyniesionych przez Kościół na ołtarze nie są w polskimi kinie chlebem powszednim, a choć cieszą się zazwyczaj dużą popularnością wśród odbiorców, to jakościowo zwykle pozostawiają wiele do życzenia. „Zerwany Kłos” niestety nie przełamie tej tendencji – pełna sala na przedpremierowym pokazie potwierdza, że film może liczyć na wysoką frekwencję, niemniej artystycznie jest to dzieło niespełnione. Imponuje z kolei fakt, że produkcja powstała bez szerokiego dofinansowania (obraz wyprodukowała Telewizja Trwam); jak na warunki oraz środki jakimi dysponowali młodzi, debiutujący w większości twórcy, trudno oprzeć się wrażeniu, że wyciśnięto z filmu bardzo wiele. Za mało jednak, by biografia bł. Karoliny Kózkównej zapisała się w pamięci widzów.

"Zerwany kłos"

Reżyseria i scenariusz: Witold Ludwig

Muzyka: Krzysztof Aleksander Janczak

Zdjęcia: Julian Kucaj

Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
Użytkownik niezarejestrowany
(5) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Gość
Gość (16 lutego 2017 o 08:33) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
miałem przyjemność być na premierze. duże pozytywne za***enie. to, co dziennik stawia jako zarzuty, jest własnie plusem tej realizacji. a karolina była po prostu święta. znacząco wyróżniała się w wiejskim środowisku - dojrzałością i wykształceniem. nie dziwią więc wcale dialogi. ona taka była. czy trudno to zrozumieć. na plus zaliczam też ukazanie miłości w rodzinie. to bardzo dobry przekaz, zwłaszcza teraz, gdy tak wiele małżeństw w polsce się rozpada. choć w 2016 r. już mniej. polecam. ten film trzeba obejrzeć.
Rozwiń
Gość
Gość (12 lutego 2017 o 23:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Miałem nie przyjemność być na prapremierze ów tworu dziwacznego. Z czym sie zgodzić należy... Za mało naturalności, wszystko jest zbyt górnolotne. Najlepiej zagrały tutaj czarne charaktery. Jak na debiutantów to może największy gniot nie byl. Brakowało mi tutaj wiejskiego klimatu. Tej gwary, błędów językowych, wszystko bylo w zbyt idealnym porządku. Nie jestem osoba religijna nie mniej staram sie byc człowiekiem wartościowym. Film powinien wlasnie nawiązywać do wartości uniwersalnych nie zależnie od wyznania. Widzialem wiele filmów o tematyce religijnej jednak ten byl jednym ze słabszych. Niemniej życzę reżyserowi i aktorom by z każdym filmem byli coraz lepsi ;) w koncu na czymś uczyć sie trzeba, a ze film nie robi "wow" szybko o nim wszyscy zapomną
Rozwiń
Gość
Gość (12 lutego 2017 o 08:08) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
kolejny gniot po prostu
Rozwiń
Gość
Gość (11 lutego 2017 o 20:20) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Zapisze się w pamięci, bo wyróżnia się na tle innych filmów religijnych, nie mówiąc już o ostatnich "produkcjach" polskiej kinematografii. To nie biografia, ale wizja. A zdjęcia urzekające.
Rozwiń
Gość
Gość (11 lutego 2017 o 18:37) 0
Zaloguj się, aby oddać głos
Kózkówna odmienia się rzeczownikowo, a nie przymiotnikowo, a więc Kózkówny!!!
Rozwiń
Zobacz wszystkie komentarze (5)

Pozostałe informacje

październik 2017
P W Ś C Pt S N
1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031
CGK - aplikacja mobilna