Recenzje książek

Guy Delisle "Kroniki jerozolimskie

Dodano: 24 marca 2014, 17:00
Autor: (agdy)

Nie byłeś w Jerozolimie? Czytaj. Byłeś? Też czytaj. Nie wiesz o co chodzi z wojną kamieni, strefą Gazy, zachodnim brzegiem Jordanu? Zafunduj sobie korepetycje komiksowe.

Najnowszy komiks Kanadyjczyka Guya Delisle'a (znanego u nas z wcześniej wydanych "Pjongjang” czy "Albert i Alina”) opowiada o roku, jaki narrator spędził z rodziną w Jerozolimie i okolicach Świętego Miasta. Kto ma za sobą "Pjongjang” będzie się czuł na 335 stronach jak u siebie, bo nadal autor wykorzystuje swój rysowniczy dar obserwacji i czujnie rejestruje świat. Z równą precyzją opisuje historię kluczyków do samochodu, które mu wpadły do szybu windy, kolację szabasową czy próbę zrozumienia jak Bazyliką Grobu Pańskiego mogą się opiekować reprezentanci sześciu grup religijnych: etiopski prawosławny, ormiański apostolski, rzymskokatolicki, grecki prawosławny, koptyjski ortodoksyjny i syryjski ortodoksyjny. A zasady podziału świątyni obowiązują od 1852 roku. Dawka wiedzy historycznej, geopolityczne i biblijnej jest zrównoważona historiami ludzi, których spotyka narrator i scenkami z życia codziennego jednego z bardziej skonfliktowanych zakątków świata. Motyw z początku pobytu kiedy rodzina narratora próbuje zrozumieć w jakie dni czynne są sklepy chrześcijańskie, w jakie muzułmańskie gdzie i kiedy dostaje się alkohol. Podobnie ma się z tygodniowym rozkładem zajęć dorosłych i dzieci, bo jedni mają wolne tylko niedziele, inni soboty i niedziele a jeszcze inni od piątku do niedzieli. Ma to związek z religią i topografią. Trafiają się też smaczki jak na przykład obraz Jerozolimy do której ma przyjechać papież Benedykt. Nie pamiętam, żebym widziała gdzieś w mediach informację (albo zdjęcie), że naprzeciwko papieskiej rezydencji osadnicy ze Wschodniej Jerozolimy powiesili transparent "Bóg dał na Torę”. Autor puszcza też oko do swoich stałych czytelników, bo opowiada w "Kronikach jerozolimskich” jakie przygody miał pokazując na warsztatach jedną z historyjek z tomu "Albert i Alina”. Nie wiem czy to kwestia tłumacza czy może pomysł Kanadyjczyka ale zdarzają się w "dymkach” dziwne sformułowania. Na przykład Nabila, jedna z bohaterek opowiada o tym jak zabito jej kuzyna. Kiedy rodzina dostała szpitala zwłoki ciało miało na brzuchu blizny. W szpitalu powiedzieli, że wyjęli pociski, rodzina jest pewna, że pobrano organy. Kurcze, blizna to zarośnięta rana. U zwłok? Albo rosyjska cerkiew ma "siedem złotych, lśniących dachów”. Dach chyba cerkiew ma jeden tylko z siedmioma kopułami/ hełmami. A po polsku zwanymi "cebulami”. Ale może to paproszki, których w tej obszernej wielowątkowej i bardzo pouczającej historii i nie ma co się czepiać. Czepiać się można ceny. Album kosztuje prawie 75 złotych.
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna