Recenzje książek

Jayne Amelia Larson, "Woziłam arabskie księżniczki

  Edytuj ten wpis
Dodano: 23 września 2014, 10:42

Absolwentka wydziały teatralnego na Harwardzie i była aktorka scen nowojorskich - powiedzmy sobie, że raczej nieznana szerszej publiczności boryka się z kłopotami finansowymi. Nie - to nie jest wstęp o bohaterce powieściowego romansu, a kilka słów o autorce książki.

Sukces (?) w Nowym Jorku skłonił ją do szukania szczęścia w pępku filmowego świata - w Los Angeles. Nie warto dyskutować, jak wielki był ten nowojorski sukces, chyba taki nie najwyższych lotów, ale mniejsza z tym. Dość, że Jayne Amelia Larson przeprowadza się do Miasta Aniołów żeby zrobić jeszcze większą karierę. Niestety, niestety to się nie udaje.

Gorzej - odłożonych pieniędzy ubywa, a lat przybywa. Zdesperowana autorka książki przyjmuje posadę szofera luksusowych limuzyn skuszona opowieściami o pracy łatwej i przyjemnej, a także o wysokich napiwkach. Tu też nie wyszło zbyt dobrze, a już na pewno zarobki były poniżej spodziewanych.

Pewnego dnia Larson dowiaduje się, że do Los Angeles mają przyjechać arabskie księżniczki, oraz że podczas poprzedniej wizyty kierowcy wynajętych limuzyn otrzymali bajeczne napiwki, niektórzy nawet kilkadziesiąt tysięcy dolarów. Jayne została zatrudniona jako jedyna kobieta - szofer i parę tygodni woziła arabskie księżniczki.
Opisała to dość obrazowo w swojej książce, nie szczędząc zresztą uszczypliwości i krytyki pod adresem swoich pracodawców.

Otóż jej zdaniem księżniczki będąc w Los Angeles nie przestrzegały zasad, jakie obowiązują w ich kraju, były apodyktyczne, szastały bez miary pieniędzmi na najdroższe z możliwych ciuchy, interesowały je tylko zakupy, drogie zabiegi kosmetyczne, rozkazywały etc., etc, a na dodatek - autorka książki dostała tylko 1 tys. dolarów napiwku!

No i książka jest totalną krytyką ich stylu życia. Ej, czy to nie odwet za marny napiwek? Wydaje się, że autorka nie dopuszcza myśli, że są inne kultury i obyczaje niż amerykańskie. Jednocześnie ubolewa, że jedna z księżniczek nigdy nie zobaczy prawdziwego kasyna gry, bo jej mąż by tego nie pochwalał. Chyba nie tylko jej mąż, ale zapewne pan Kowalski też… Czyta się to nieźle do momentu, kiedy utyskiwania autorki stały się męczące.
  Edytuj ten wpis
Czytaj więcej o: recenzje książek
(0) komentarzy

Skomentuj

avatar
Komentujesz jako Gość (Zaloguj się)

Zaznacz "Nie jestem robotem", by dodać komentarz:

Ostatnie komentarze

Na razie brak komentarzy, Twój może być pierwszy.

Pozostałe informacje

CGK - aplikacja mobilna